Królestwo Valfden > Efehidon
Ulica Dragosaniego pogromcy Kagana
Mortis:
Z obłoków wyładowania magicznego wyłonili się po sobie Mortis, Charon i Hope. Wyglądali jakby ostatnie godziny spędzili na arenie, miny zaś mięli nietęgie.
Charon:
- Izabell powrót do paktu nie jest już możliwy. Demony zrobiły się zbyt ciekawskie. Zaczęły węszyć i mało brakowało a sforsowałby bramy. Musiałem wysadzić pierwsze piętro. Lepsze to niż splądrowanie naszej siedziby. O ile nie znajdzie się wśród nikt ktoś bardziej błyskotliwy pomyślą, że to stara ruina, gdzie ukrywało się kilku magów. Tylko teleportacja, pamiętaj.
Hope:
- Przepraszamy za spóźnienie. Królu, Izabell - skłonił się lekko. Nie możemy tu długo stać. Wyda się to podejrzane straży miejskiej. Tym bardziej, że zwiększono pewnie patrole po wybuchu wojny.
[member=8105]Gunses Cadacus[/member] [member=25911]Evening Antarii[/member]
Evening Antarii:
Evening przyszła na umówione miejsce chyba trochę spóźniona. Grupka jakichś osób, z których znała tylko Draga, już stała i rozmawiała. Przyspieszyła więc kroku i chwilę później znalazła się przy reszcie.
-Witajcie. Evening Antarii, wybaczcie za lekkie spóźnienie...- spojrzała na każdego z osobna. Nie miała jednak pojęcia, kim są ci ludzie. Widocznie to musiała być reszta tej "elity".
Dragosani:
Drago już miał coś odpowiedzieć Izabell, zapewne coś absolutnie nieodpowiedzialnego i całkowicie niestosownego z ust króla. Ale akurat w tej chwili zaczęli pojawiać się Paktowcy. Z powietrza, jak zawsze. Wampir odpiał jedną z fiolek z krwią od pasa biegnącego przez tors. Odkorkował ją i napił się. Potrzebował tego. Kiwnął głową do przybyłych. Do Charona także, mimo iż za nim nie przepadał.
- Witajcie - rzucił cicho. - Reszta powinn... - I w tym momencie przybyła Evening. Anielica Zartata pośród dzieci nocy. Promyk światła w mroku. - O właśnie - podsumował Drago. Uśmiechnął się do anielicy. - Jakieś wieści od pozostałych? - zwrócił się do świata jako takiego. Jako, że był teraz królem, to świat powinien mu odpowiedzieć!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej