Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Na umrzyka skrzyni"
Gunses:
- Krwi tutaj z nikogo nie spuszczę... - rzekł smętnie Gunses i wstał od lady - Chyba, że macie jakąś świeżą krew na czarninę?
Hagmar:
Zobacz w kuchni. Karczmarzowi nie będzie już potrzebna... jak i jego majątek.
Gunses:
Gunses udał się do kuchni. Jego węch wyczuwał krew. Były tam dwa rodzaje dość świeżej krwi. Obie solidnie zaprawione wodą z octem, co chroniło przed skrzepnięciem. Krew w buteleczce była kacza. Gunses spróbował. Krew miała całkiem słodkawy smak. W drugim naczyniu był krew świni, zapewne trzymana do zrobienia kaszanki. Swoją drogą kasza już dawno przypaliła się w saganku. Gunses również spróbował. Krew jak to krew, Gunsesowi smakowała każda. Wypił więc tyle ile uznał za stosowne, do sytości. Potem z czystej przyjemności wypił całą krew kaczki. Najedzony wyszedł do ludzi.
Elrond Ñoldor:
- Nekromanta który nie wraca do żywych? Ot wakacje sobie urządziłem w królestwie Rashera - zaśmiał się pod nosem. Tak naprawdę nie pamiętał dosłownie nic, z czasu, gdy był martwy, a jakie dusza nawet nie chodziła po tym świecie. Rozciągnął się jak kocur na słoneczku, dopił piwo, inne schował za pazuchę razem z resztą prowiantu, dając tym samym znak, że i on jest gotów do drogi.
Hagmar:
Ruszamy. Rzuciłem krótko i opuściłem przybytek. Był przedostatni dzień jesieni, księżyc delikatnie zasłaniał słońce by za dwa dni zrobić to całkowicie. Zapanuje Hiemis, miesiąc ciemności i mrozów. Tyle że mnie tu nie będzie... gdy inni będą odmrażać sobie tyłki ja spędzę połowę zimy na ciepłej plaży. Uśmiechnąłem się w duchu i wsiadłem na konia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej