Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zegar tyka
Istedd:
- Albo nawet trzy, o ile nie chcemy zabierać uratowanego na jednego z naszych wierzchowców. - tylko na tyle zebrał się Istedd w komentarzu nad planem działania. Przewidział chyba wszystko, toteż streszczenie planu nie zdziwiło go. Niestety nie miał przy sobie broni dystansowej. Uznał, że trzeba o tym poinformować towarzysza.
- Niestety nie mam przy sobie nic prócz miecza. ÂŻadnej kuszy czy łuku, przykro mi. - powiedział nieco zasmucony. Przez niego plan mógł ostać zniweczony. Jednakże ufał swemu mieczu i sprawności. Nie był w sobie jednak zadufany. Nie był też pyszałkiem. Otrząsnął się z myśli, które kłębiły się w jego głowie.
- Trzeba będzie potem spróbować zgubić pościg. Nie będzie to proste, chyba, że ktoś się poświęci. Gdyby sprawy zaszły tak daleko poświęcę się.
Koza123:
-Na to Ci nie pozwolę. Przyjechaliśmy tu we dwóch i we dwóch wrócimy. Ten uratowany będzie w sumie naszym jeńcem, więc dwa wierzchowce wystarczą. Skoro nie masz ani kuszy, ani łuku, to trudno. Ja wejdę na dach i zabiję pierwszego strażnika. Ty zaczaisz się w jakiejś bocznej uliczce i zanim ja, po oddaniu strzału zdążę zeskoczyć z dachu, Ty wybiegniesz z tej uliczki i zaatakujesz ich. Zgubienie pościgu nie będzie trudne. O to się nie martw.- rzekł Konrad.
Istedd:
- Dobrze w takim razie. Plan mamy gotowy, trzeba go teraz wprowadzić w życie. Skryję się w uliczce bocznej, alboż tłumie. Obaczym jaka sytuacja będzie. Nie martw się o mnie, poradzę sobie z mym mieczem. Nie raz z opresji wychodziłem. Pierw może przygotujmy wierzchowce? Nie widzę potrzeby czekania na rozwój wydarzeń. - rzekł.
Koza123:
-Sądzę, że to dobry pomysł.- rzekł Konrad do swego towarzysza.-Gdzie możemy zdobyć konie?- spytał agenta.
Anette Du'Monteau:
-Wydaje mi się, że na czymś tu przyjechaliście, nie mam racji? Nie polecam wam jednakowoż przygotowywać tego teraz wieczorem i nocą. Może się do wydać nazbyt podejrzane. Nie uważacie panowie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej