Mój mały desantowiec, czuwał nade mną. Mały to może złe określenie na smoczego potomka, ale przyznać mu trzeba, że wrogów unieszkodliwia skutecznie. W moją stronę teraz ruszył kolejny ze strażników. Ja także ustawiłem się odpowiednio i wyczekiwałem tylko. Gdy był już dostatecznie blisko, wyciągnąłem dłoń przed siebie i siłą woli, wspomagając się gestem przyciągnięcia ręki, telekinetycznym uściskiem szarpnąłem bandytę w swoją stronę. Ja wyszedłem mu na przeciw i kopnąłem w piszczel, co w połączeniu z magią sprawiło, że ten runął na ziemię zdezorientowany. Korzystając z zaistniałej sytuacji ciąłem podłużnie po nodze upadającego napastnika. Ten ryknął z bólu, lecz szybko się podniósł i kulejąc zablokował mój kolejny atak. Blok był dość nieporadny, podobnie jak i cięcie które potem wyprowadził, co jasno dawało znać, iż nie jest to mistrz fechtunku. Zablokowałem cios, lecz nie przytrzymywałem miecza w miejscu, odbiłem jego klingę. Szybko wykręciłem dwa młynki wokół ciała, dając sobie czas. Ostatni zakończyłem niespodziewanym cięciem od dołu. Próba zablokowania tego, mogłaby zakończyć się wytrąceniem miecza, więc "strażnik" odchylił się tylko. Dalej nie prowadziłem ostrza po tym torze, szarpnąłem mocno i ustawiłem przy ciele, po czym szybko blokowałem prostując oba ramiona, i wykręcając tułów. Obsługa dwuręcznego bydlaka, wymagała większego zaangażowania ciała niż zwykłego jednoręcznego ostrza, stosunkowo lżejszego i zwinniejszego. Brzuch mężczyzny był odsłonięty, a ja miałem wystarczającą ilość miejsca. Zgiąłem się lekko i kopnąłem z całej siły pod żebra. Sam także odskoczyłem w tył i chwyciłem za różdżkę, wyciągniętą z cholewy buta. Wymierzyłem w bandytę po czym krzyknąłem
- IGOI! - natychmiastowo kula ognia pomknęła w jego stronę, co zadało dodatkowych obrażeń. Teraz, by tylko się upewnić, że więcej już sie nie podniesie, podbiegłem szybko i wbiłem miecz w klatkę piersiową. Leżąc i krztusząc się na ziemi, wypluł tylko jej resztki, ochlapując mi bezczelnie buty.
2(w tym jeden ranny)/4 fałszywy strażnik; 0/1 fałszywy kapitan