Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poselstwo do Ekkerund.
Euthnoelfhijnd:
- Rozumiem, Królu. - Warcisław powiedział to z ulgą. Tak. Udawało mu się przekazywać informacje królowi krasnoludów nie obrażając jego manier, kultury, ani nic w tym rodzaju. Czas było jednak wrócić do sedna sprawy:
- Powracając jednak do sedna sprawy. Nie mogłem aż tak bardzo znać tej sprawy, gdyż byłem tylko posłańcem, a wszelkie wiadomości o sprawie były zawarte w tych listach, które były przeznaczone do rąk tylko i wyłącznie Waszej Wysokości. Nie mogłem też aż tak poznać biografii barona Tacticusa, gdyż mieszkam w Valfden od niedawna, a Aragorn jest moim nauczycielem, mentorem i nie powinienem w tak krótkim czasie wyciągać od niego tylu prywatnych, a niekiedy ocierających się o intymność, informacji.
Hagmar:
Racja, a i ja nie powinienem za dużo gadać. Prawda?
Panie, naskrobałem odpowiedź.
Dobrze, masz może jakieś pytania?
Euthnoelfhijnd:
- Nie, Wasza Wysokość. Jestem tylko posłańcem i moim obowiązkiem jest wykonać misję powierzoną mi przez barona Tacticusa. Od siebie pozwolę sobie tylko dodać... - Warcisław zawiesił głos, gdyż nie chciał, aby zabrzmiało to jak lizusostwo, ale po głębokim przełknięciu śliny zaczął mówić dalej:
- ..., że jest to przepiękne miasto. Przepraszam za wypowiedzi mogące świadczyć o moim lizusostwie, ale to rzeczywisty zachwyt, u mnie pomnożony tym, że pierwszy raz widzę miasto krasnoludów.
Hagmar:
Chwalenie czegoś co się widzi pierwszy raz na oczy nie jest lizustwem. Aggromor uśmiechnął się, wręczył Ci listy. To odpowiedź dla barona. Miło było Cię poznać Warcisławie.
Euthnoelfhijnd:
- Jest mi równie miło, że mogłem poznać Waszą Wysokość, jak i całą cywilizację krasnoludów. - Warcisław skłonił się i wyszedł tyłem z sali tronowej, wiedząc, że nie wypada stanąć tyłem do króla. Kiedy Warcisław wychodził z budynku Miodowego Dworu był bardzo zadowolony. Poprawnie wykonał zadanie, a więc otrzyma uznanie Aragorna, co pozwoli mu na bliższą współpracę z draconem i zwiększy możliwości działania. Wiedział też jednak, że przy wypełnianiu celu nie może zbaczać z kursu, aby nie narobić zbędnej zwłoki. Dlatego szybko wsiadł na konia i prędko wyjechał z miasta, choć jak jeszcze patrzył na krasnoludzkie zabudowania, kusiło go, aby pozostać chwilę w mieście i pozwiedzać je. Na szczęście Warcisław miał silną wolę i przemógł się do wykonania obowiązku. Gdy odjeżdżał, słońce zaczęło być coraz niżej, ale nadal świeciło pełnym blaskiem. Warcisław mijając mury miejskie wyjechał na brukowaną drogę, która prowadziła ostro w dół, będąc otoczoną licznymi drzewami liściastymi, które swoimi koronami tworzyły na drodze strefę cienia, i kamieniami porośniętymi mchem...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej