Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Eric:
- Daj spokój, to jeszcze dziecko - powiedział oburzony. - Poza tym, nie chce się narażać jej ojcu, Harwinowi. To poczciwy człowiek. Poza tym, aż tak najebany to przecież nie jestem. Dwa kieliszki wypiłem ledwie - rzekł, wyraźnie dając do zrozumienia maurenowi, że wyolbrzymia problem.
- Dam radę. Wsiadaj na konia i wracamy, nie ma czasu do stracenia. I nie powiedziałeś mi jeszcze nic na temat tego starca, Darlenicie, a skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie on nie ciekawi - dodał, dając Darlenitowi pole do zagajenia rozmowy. Wyprowadził konia ze stajni i wsiadł na niego pewnie, by pokazać towarzyszowi, że alkohol wcale jeszcze nie uderzył mu do głowy.
Izabell Ravlet:
Uratowałeś jej życie. Karczmarz oddałby ci ją bez mrugnięcia okiem. Ale jak chcesz. A do starca chyba nie masz cierpliwości, nieprawdaż? Musimy o nim porozmawiać z mistrzem Zelerisem. Pilnie. Później się dowiesz.. - rzekł Darlenit wsiadając na konia
Eric:
- Nie po to ją ratowałem od fanatyków, żeby potem ktoś ją musiał ratować ode mnie - odparł kąśliwie, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Z Flamelem...? Ale po co? Co ci ten starzec powiedział? - pytał z zaciekawieniem. - Mamy przed sobą długą podróż, zdajesz sobie sprawę, że nie wytrzymam, jeśli mi zaraz nie powiesz? - zarechotał. Popędził konia na trakt prowadzący z powrotem do Efehidon. Miał nadzieję, że nie będą musieli ponownie jechać przez las o zmroku. Nie byłoby to zbyt bezpieczne.
Izabell Ravlet:
Słyszałeś o tym alchemiku, który napisał książkę, nie pamiętam tytułu, i był przodkiem Zelerisa? Jeśli mnie pamięć nie myli zwał się Nicholas. Spójrz na podpis - rzekł mauren podając Diomowi kartkę
Eric:
Diomedesowi oczy wyszły na wierzch, ale po chwili oprzytomniał. Przyglądał się jeszcze chwilę kartce z pewnym zainteresowaniem, ale jednak nie dawał go po sobie zbytnio poznać.
- Czy to możliwe, że on jeszcze żyje? Może to zwykła zbieżność nazwisk. Chociaż... Co jeśli kamień filozoficzny to nie tylko legenda? Tym bardziej, że Flamelowie byli wybitnymi alchemikami. Jeśli on go stworzył, odnalazł, czy w jakiś sposób go posiadł, to możliwe, że to faktycznie przodek Zelerisa. Na dodatek, jeśli to faktycznie prawda, to jest nieśmiertelny. Interesujące... - powiedział i nadal wpatrywał się w kartkę.
- Zeleris musi się o tym jak najszybciej dowiedzieć. To go na pewno zainteresuje. Może nawet nas jakoś za to wynagrodzi. Oby - zarechotał.
- Chyba wplątaliśmy się w coś cholernie interesującego. Ciekawe czemu miał wycięty język? - zapytał ot tak sobie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej