Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy umarli spać nie mogą...
Julian:
Julian zaczął rozglądać się wokół siebie. Oprócz zapachu ciał nic nie zwracało jego uwagi.
Nagle potknął się i poleciał na ścianę śniegu. Jednak zamiast spodziewanych obrażeń, wpadł do jaskini.
Hej, chyba znalazłem wejście do kurhanu
//Dobrze, następnym razem będę pisał w 1 os.
Gordian Morii:
//: Patty na świeżo rozkopanej ziemi zauważyłaś ślady butów. Rozkopana ziemia była zapewne dziełem nieumarłych, które z niej wyszły, natomiast buty? Byłaś pewna, że żadna z pokonanych istot nie miała na swych nogach butów.
//: Julian. Nie wpadłeś do żadnej jaskini. Była to po prostu nora jakich wiele w lesie. Wewnątrz niej odnalazłeś kilka złotych samorodków i niewielką bryłkę magicznej rudy.
//:Na przyszłość, nie rób mi takich numerów, bo wpadniesz do jaskini z Cieniostworem;] Ja tu jestem MG i ja tu ustalam kto gdzie wpadł;]
Patty:
Zmarszczyłam lekko brwi, widząc ślady butów. Musnęłam je palcami w wstałam, podchodząc do elfa siedzącego kilka metrów dalej.
- Ellthariasie, znalazłam ślady butów przy kurhanie, szczerze mówiąc, nie wiem skąd pochodzą... No i zaraz przed pojawieniem się ducha słyszałam trzask. Dokładnie taki, jaki powstaje podczas teleportacji - Przypomniałam sobie szczegóły i rozłożyłam ręce. Nic więcej nie przychodziło mi do głowy.
Gordian Morii:
-Rozumiem, że sugerujesz udział osób trzecich...- rzekł elf wcale nie zaskoczony wieściami. -Szczerze powiedziawszy to bracia mówili coś o jakimś Merdethu, czy jakoś tak. Zartat jeden wie co on knuje. ÂŻałuję, że nie udało nam się porozmawiać z duchem. No nic. Pomóż Julianowi wykaraskać się z tego dołu i wracamy.- rzekł po krótkiej chwili namysłu. Podszedł jednak do grobowca i wyciągając zza pasa bukłak odkorkował go. Zamykając oczy wyszeptał jakąś modlitwę i chwilę trwał w takim zamyśleniu.
-Niech świetlista tarcza Zartata osłania was. Zostańcie w pokoju...- tyle usłyszeliście. Po tych słowach Elltharias otworzył oczy i ruszył w stronę obozowiska drwali. To tam zostały konie.
Patty:
Przez chwilę obserwowałam w milczeniu, jak elf modli się nad kurhanem, po chwili jednak wzruszyłam ramionami i podeszłam do dołu, w który nieopatrznie wpadł Julian. Schyliłam się, złapałam wojownika za ramię i pomagając sobie telekinezą wyciągnęłam go na powierzchnię. Spojrzałam krytycznym okiem na jego uwalane ziemią i śniegiem odzienie.
- Chodźmy - Rzuciłam przez ramię, ruszając w stronę obozowiska drwali.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej