Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy umarli spać nie mogą...
Gordian Morii:
Elf tylko uśmiechnął się lekko i odpiął sprzączkę płaszcza.
-Trzymaj. - rzekł do Patty. -Noc jest zimna a widzę, że nie masz niczego prócz tego lekkiego kubraka. Wybaczcie, ale zamówione stroje jeszcze nie dotarły. - więcej nie mówił już nic. Oddając płaszcz dziewczynie zatarł ręce i uderzając konia wodzami ruszył szybkim tempem przed siebie. Prowadząc ich najkrótszą drogą do miejsca w którym widziano nieumarłych.
Patty:
- Dzięki - Z wdzięcznością przyjęłam płaszcz i otuliłam się nim, odgradzając od wszechobecnego zimna. Lubiłam tę porę roku, ale w ciepłym domu, z kubkiem grzańca w dłoni, a nie na gościńcu w cienkiej, starej kapocie - Dokąd właściwie jedziemy? Zakonnik w reflektorium wspominał jedynie o jakichś kupcach i grobach, ale w zasadzie nic szczegółowego...
Julian:
Julian nic nie mówił. Jechał troszkę z tyłu od towarzyszy i rozmyślał o pięknie zimy wokół niego.
Gordian Morii:
-Jedziemy teraz traktem łączącym bractwo z Atusel. Nie bezpośrednio oczywiście, ale jest to najlepsza i najbezpieczniejsza droga. Istnieją dużo krótsze drogi, lecz o tej porze roku są praktycznie nieprzejezdne. Ale mniejsza z tym. Kawałek drogi stąd trakt schodzi do pewnego jaru porośniętego dosyć gęstym lasem. W tym właśnie miejscu kilkanaście lat temu spora grupa bandytów napadła na konwój kupiecki przewożący zboże i skóry z południa właśnie do Atusel. Nie wiem skąd, ale bandyci wiedzieli, że kupcy przewożą coś więcej niż pszenicę. W zapieczętowanych beczkach przewożono bryły srebra wydobyte gdzieś tam na południowych rubieżach. Jak łatwo się domyślić taki konwój był wyjątkowo strzeżony, co dodatkowo mogło zwrócić uwagę bandytów. Napadli na kupców właśnie w tym jarze. Zginęło wtedy ponad trzydzieści osób w tym dwudziestu dwóch ludzi z konwoju. Pozostałych ośmiu to właśnie bandyci w tym herszt szajki, którego śmierć odnalazła przez ręce zdrajcy, który podstępnie dźgnął go nożem. Ciała kupców zabrano w ich rodzinne strony, natomiast bandyci zostali pochowani w miejscu w którym zginęli. Taka masowa mogiła można powiedzieć. Osiem ciał i jeden grób. Nie wiem co powiedział wam Brat Albert, ale tak właśnie wygląda ta historia. Nasze zadanie polega na uspokojeniu tych ośmiu umarłych, którzy z niewiadomych względów postanowili opuścić groby.- rzekł -Wybaczcie jeśli przynudzałem, ale chciałem, żebyście poznali dokładnie tą historię.
Julian:
Niesamowita historia - pomyślał Julian
Bracie, czy wiesz czego możemy się tam spodziewać? Zombie, szkielety? Czy może duchy? Pytam się, bo czuje się źle z myślą, że mój miecz nic nie zrobi duchowi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej