-Znam, nie znam... widziało się takich kilka, a jeszcze więcej zatopiło.- rzekł pociągając z kufla. Najwidoczniej wolał popijać piwo, bo i gazowane było i dobre. -Jednakowoż nawet jeśiśmy raz pod banderą Wegiliego pływali na fregacie potynżnej i 200 luda bitnego mieli to te kurewskie karawelki czmychnąć mogły zawsze i choć dział kilka, bo 8 tom najwięcej widział, odgryzły się ostro- wspomniał z charakterystycznym, morskim zacięciem. Aż chciałoby się krzyknąć "yarrr!".
-Takowoż jeśli okrynt pusty stoi to dawej mnie z 6 puszek przynajmniej, lepiej w tym ze dwie kolumbrynki, a resztę, ile miejsca bastardami upchaj.- z zamyśloną twarzą wymieniał Domniec.
-Do tego kul ze 50, kapkę łańcuchowych, ja myślę, że z 20 nu i kartaczem resztę magazynu. Prochu ile wejdzie brać, bo i nigdy za mało go, a oby dobrze oszczany był, bo jak mnie gówna elfickiego dacie to samój tu wpadnę i pokażę na magazynierach jak proch zabezpieczyć.- odgrażał się z wyszczerzonymi zębami.
-Luda z 40... aby jeno bitnego. Pewnikiem z mojej kompaniji słabo z bombard obługą tedy kogoś do nadzoru w tym pływającym zamtuzie mieć chciałbym.- skwitował, niczym pierwszorzędny zarządzający zasobami ludzkimi i innymi rasami magyster.
-Ach, zapomniałbych. Piwa, kapusty i kaszy. Słoninką nie pogardzim.