Nie jechaliśmy długo, wioska do której dojechaliśmy była zbudowana w Valfdeńskim stylu tyle że... otoczona "palisadą" przy której płot w ogródku Aragornowej babci mógłby być murem w cytadeli. Chłopi wyglądali jakby się na wojnę szykowali. Co znowu się wyprawia? Aragorn zeskoczył z wozu, jeden z chłopów widząc zbrojnych podszedł do niego. Pochwalony panowie rycerze, od kogóż to przybywocie? Może wy normalne chociaż...
Pochwalony, my do Jarząbek Górnych. A przybywamy sami z siebie. Chłopie, wiecie może czy w Górnych kogo ważnego mają.
Ano, i łod tego im sie w łbach popierdoliło. Z tydzień byndzie jak go tom czymają, świątobliwy mówi że łon tyra te no... reknowala... rekowla... no uzdrowia łepetyne. Ci z Górnych powariowali i nas zasiec by chcieli bo my niby dla diaboła pracujem, ale tu żadnego diaboła nima. No to my mylycje powołali i jak tamci se w pore nie uspokojom to my ich uspokoim na wieki wieków.
Wstrzymajcie nieco, spróbujemy problema rozwiązać.
Aha. Aragorn wrócił do kompani i streścił rozmowę.
Także tego... ktoś niech tu zostanie na wszylki... kurwa, wszelki wypadek. A reszta niech jedzie dalej.