Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pożegnanie światła - Pogrzeb Gordiana
Devristus Morii:
Nastał kolejny dzień pełen smutku, rozpaczy oraz czającego się zewsząd zła. To był dzień w którym Valfden szykowało się na wojnę z demonami, ale także dzień w którym po raz ostatni można było się pożegnać z Elfim Magiem, Założycielem i Wielkim Mistrzem Gildii Magów. Właśnie teraz cała Gildia ruszyła na miejsce pochówku ich mistrza. Cały orszak rozpoczynał Administrator Gildii, sługa Gordiana - Derek oraz Arcymag Devristus. Za nimi po kolei szli arcymagowie, magowie, nowicjusze i kandydaci. Hierarchia musi być, gdyż tak ustalił Administrator. Każdy uczestnik tego pochodu trzymał w ręku białą lilię. Przemierzali drogę w ciszy i towarzystwie kamiennych rzeźb
W końcu dotarli do miejsca pochówku, które uznali za godne bycia strażnikiem i powiernikiem ciała Gordiana. Miejsce przypominało raj dla ludzi, ale dla elfów był to powrót do korzeni, do Elanoi. Tak piękny ogród był właściwym miejscem.
Na środku polany stał piedestał, na którym leżało ciało Elfa. Piedestał zrobiony z czystego białego marmuru ozdobiony złotymi napisami elfickimi.
Teraz czekamy na chętnych do udziału.
Eric:
Za pochodem nadszedł Diomedes. Ubrany był w czarną aksamitną szatę, obszywaną czerwonymi nićmi. Blade, szare guziki spinały ją pod samą szyję. Szerokie rękawy odsłaniały dłonie, które lekko trzęsły się, wskazując na jego stan wewnętrzny. Schludnie uczesane włosy spiął w koński ogon, brodę zaś umiejętnie przyciął, by odpowiednio wyglądać na pogrzebie. Na jego twarzy malował się smutny, ponury wyraz. Wydawała się jakoby nienaturalnie blada, oczy zaś utraciły typowy dla nich blask. Cała sceneria wokół niego wyglądała tak szaro, mimo pięknego otoczenia w postaci wspaniałego ogrodu. Diomedes bez słów podszedł do reszty biorących udział w pogrzebie magów i stanął pomiędzy nimi.
- Niechaj spoczywa w pokoju... - wyszeptał drżącym głosem.
Dragosani:
Zeleris szedł w pochodzie Arcymagów. Jak każdy niósł w dłoni białą lilię. Sam by rzecz jasna tego badyla nie przynosił, ale służba wcisnęła mu niemalże to do rąk, podczas przygotowań pochodu. Ubrany był w elegancką czarną szatę, która niemal zlewała się z jego kolorem skóry. Wszyscy wokół szlochali, co Dracon uznał za oznakę słabości. W oddali, z miejsca gdzie szły osoby nienależące do Gildii, zdawało mu się ze słyszy szloch Savary, co wydało mu się dziwne. Nie spodziewał się, że tak silna kobieta jest zdolna do opłakiwania osoby, której prawie nie znała. Ale cóż... kobiety. Mag idąc rozglądał się dyskretnie po zebranych ludziach i nieludziach. Całkiem sporo ich się tutaj zebrało. Dracon czuł się dziwnie. Z jednej strony czuł stratę mentora, prawdziwego nauczyciela, ale z drugiej jego myśli pozostały chłodne. Ciekawiło go co będzie dalej. Kto zostanie kolejnym Wielkim Mistrzem i jak potoczą się losy Gildii. Oraz to, ile osób zjawiłoby się na jego pogrzeb. Ale jakoś nie zamierzał tego sprawdzać.
Anv:
W tłumie szedł także Anv, szedł samotnie, otoczony nieznajomymi. Pomimo, iż zauważył kilka znajomych twarzy, nie chciał podejść, nie teraz. Ubrany był w czarny, schludny strój z płaszczem. Czarne włosy rozwiewał wiatr na wszystkie strony. Szedł z poważną miną, nie zdradzając emocji. Rozmyślał teraz o Gordianie. Był to jego pierwszy prawdziwy mentor. Osoba, która pomogła mu zapanować nad mocą i wykorzystać wiedzę, jaką posiadał. Strata, kogoś z kim wiązał się taki sentyment z pewnością byłą dla niego bolesna. Nie okazywał tego jednak. Wciąż szedł prosto, z delikatnie uniesioną głową.
Patty:
Kroczyłam powoli wśród nowicjuszy, ubrana w elegancką, białą sukienkę, kolor śmierci w stronach, które po cichu uważałam za namiastkę domu. W dłoniach trzymałam kwiat lilii, zlewający się nieco z suknią. Wręczył mi ją naprędce jakich nowicjusz tuż przed uroczystością, odbierając jednocześnie bukiecik. Dostrzegałam wśród tłumu znajome twarze, nie miałam jednak ochoty na czcze rozmowy. Zauważyłam też, jak wielu ludzi doceniało elfa, zjawiając się na jego pogrzebie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej