Flamel posłuchał słów Matsumo i zanurzył kawałek ryby w "wasabi". Wziął ów kawałek do ust... i pożałował tego. To zielone cholerstwo było diabelnie ostre. Dracon, niby przypadkiem, zakrył usta dłonią i kaszlnął cicho. Dziękował bogom za czarną skórę, na której nie było widać zaczerwienienia, które niechybnie wypełzłoby na jego twarzy, gdyby był jeszcze człowiekiem. Za nic w świecie nie chciał pokazać, jaką reakcję wywołało w nim to diabelstwo. Cierpiać przy tym przełknął kęs, czując jak wasabi wypala mu gardło.
- Wyborne. - stwierdził, nieco ochrypłym głosem. I zamoczył kolejny kawałek ryby w sosie.