Tereny Valfden > Dział Wypraw
W poszukiwaniu odpowiedzi.
Szarleǰ:
- Diom, bo wódka stygnie! Skarcił kolegę po fachu, a jako, że nikt się nie kwapił do tego, by rozlać, a Kruka zdeczka korciło, złapał za butelkę i polał wszystkim obecnym.
- No to jako, że nie mam takiego daru do przemawiania, jak tutaj obecny Arcymag Zeleris, powiem po prostu, by żyło się nam dobrze, a w szczególności tobie Aragornie.
I znowu łyknął.
Dragosani:
- Tytuł zobowiązuje. - mruknął Flamel na słowa Orzech-san. Nagle poczuł coś niepokojącego. Istne drżenie mocy. Zaczęło się od bulgotu w okolicach brzucha. Pojedynczego i cichego. Ostrzeżenia. Mag jednak ignorował je, przypisując je procesom trawiennym. Drugi bulgot, głośniejszy, dłuższy i bardziej natarczywy, był już zapowiedzą. Istnym proroctwem nadchodzącej katastrofy. Teraz już Zeleris uznał, ze należy przedsięwziąć pewne kroki, by załagodzić skutki owej katastrofy. Potrzebował wychodka sztuk jeden. Jako że i Diomedes zdawał się mieć podobny problem, powodem którego zapewne był ten przeklęty sos, Dracon wstał, by zająć bardziej strategiczną pozycję.
- Karczmarzu, przyłączam się do pytania tego zacnego jegomościa. Chyba tutejsza kuchnia mi nie służy... - na potwierdzenie słów z brzucha Flamela dobiegł głośny bulgot. Ostatnie ostrzeżenie.
Eric:
Diomedes spojrzał na towarzysza. W każdej normalnej sytuacji uśmiechnąłby się doń podle, w tej jednak poczuł współczucie do kompana niedoli i jego wzrok stał się bardziej wyrozumiały. Również wstał, czekając na odpowiedź karczmarza, który widocznie się z nią ociągał. Kolejne bulgoty wypełniły pełną napięcia ciszę. Diomedes nie wiedział, czy wydobyły się one z jego brzucha, czy może z brzucha dracona.
Anv:
Anv pił z towarzyszami każdą następną kolejkę, ówcześniej zgarniają swoje pieniądze ze stolika. Obserwował kolejnych wstających towarzyszy. W końcu sam się podniósł i rzekł:
- To ja bym chciał wznieść toast za zdrowie dzieciaków naszego jutrzejszego solenozanta, a także za elfa z którego powodu u jesteśmy i tak zacne trunki pić możemy, Gordiana. - skończył i wychylił kolejny kieliszek.
Hagmar:
Schodkami na dół mości panowie, trzeba było tyle kurwa nie żreć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej