Tereny Valfden > Dział Wypraw
W poszukiwaniu odpowiedzi.
Dragosani:
- Dzięki ci, karczmarzu. - odparł tylko Dracon i ruszył ku schodom. Nie biegł, musiał trzymać klasę. Był w końcu dyplomatą! Tak przynajmniej uważał gospodarz. Szedł szybko, by dotrzeć do celu przed Diomedesem. Zszedł ze schodów, zeskakując niemal z kilku ostatnich stopni. Będąc na dole, jako że zapewne miał Kruka na ogonie (Dracon był bardzo dumny z tej gry słów), zatrzymał się na krótką chwilę, by zlokalizować drzwi do wychodka. Gdy je ujrzał... teleportował się do nich. Kawałek niedługi, lecz przewaga nad Diomem została zwiększona. Flamel otworzył drzwi i wszedł do środka. Zamknął drzwi na haczyk, by Kruk w desperacji nie wywalił go i podwinąwszy szatę zasiadł na "tronie".
Eric:
Kruk słysząc dźwięk zamykanego wychodka w desperacji ruszył biegiem i uderzył głucho w drzwi. Przez chwilę zbierał myśli, by jak najszybciej wymyślić coś, co mogłoby być na rękę i jemu i czarnoskóremu magowi. Nagliły go procesy trawienne, to też w umyśle szybko zawitały pewne myśli.
- Zelerisie... - powiedział, stęknął cicho i odzyskując rezon dodał: - Pomyśl... Nie musimy się załatwiać w tej brudnej knajpie - nagle urwał, nasłuchując bulgotów. Ponaglił:
- Możemy się teleportować... Bądź gdzie, choćby do łaźni twojej gildii. - po namyśle dodał - Jeśli jeszcze nie zacząłeś...
Dragosani:
- Zbyt długo by zeszło. Teleportacja do portalu, potem przejście... - Flamel stęknął, a Diom usłyszał plusk. - I teleportacja do Gildii. - znów plusk. Potem nastała cisza, przerywana bulgotami z brzucha Diomedesa i stęknięciami Dracona. Trwało to dobrych kilka minut. Po tym czasie rozległ się odgłos tak upragniona dla Dioma - otwierania drzwi! Flamel wyszedł z wychodka, poprawiając pas spinający szatę.
- Ale ulga. - stwierdził i pomaszerował na górę.
Eric:
- Co ty nie powiesz. - burknął, zagłuszając narastający bulgot. Czym prędzej wszedł do wychodka, zatrzasnął drzwi i usiadł na muszli. Zapach był przerażający. Nie była to woń zwykłego kału. Była to woń kału wydobytego w cierpieniach, mękach i innych nieprzyjemnych rzeczach, o których lepiej nie mówić. Nagle przypomniał sobie, że wypadałoby zdjąć spodnie. Tak też uczynił i wziął się do roboty. Głośne pluski rozbryzgiwały brudną wodę i zagłuszały głośne stękanie Diomedesa. W końcu nadszedł czas, gdy ostatnia grudka przeraźliwie piekącej kupy przełamała kraty więzienia Al Catraz i wydostała się na wolność. Diomedes odetchnął z ulgą, zrobił to, co po załatwieniu się zrobić należało i wyszedł, nie skrywając ulgi. Wyszedł do góry i z twarzą, która była mieszanką wyrazu błogiej ulgi, ale także i trwającego nadal cierpienia wydukał:
- Kto by pomyślał... ÂŻe naturalny nawóz jest jednak łatwopalny...
Anette Du'Monteau:
Zeyfar spojrzał po towarzyszach.
-Ja chyba odmówię póki co. Panowie, odnośnie alkoholu to sake zazwyczaj pije się ciepłe. Mam rację Matsumo-san?
-Skoro nie piję może udam się do owego szpitala czy lecznicy w pobliżu. Wy nie przeszkadzajcie sobie w konsumpcji. Jak tam trafić najszybciej Matsumo?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej