Zapach warzonego piwa czuć było jeszcze na długo przed tym nim doszliście do browaru. Kryty czerwoną dachówką spory budynek wciśnięty był między wysoki magazyn i stajnię w której dojrzeliście trzy kare konie. Wokoło browaru kręciło się kilku pachołków dźwigających worki z jęczmieniem i kosze pełne zielonych szyszek chmielu z których wytwarzano ciemne valfdeńskie piwo znane ze swego aromatu i nutki goryczy nadanej przez właśnie chmiel.
Buchające z kominów kłęby pary i dymu przysłaniały początkowo niezbyt wysoką okrągłą basztę wzniesioną z ciosanych bloków skalnych pochodzących z górskich kamieniołomów, których spławianiem zajmowali się flisacy. Szerokie koryto i niezbyt bystry nurt Eloriz, która swój początek brała w wielkim zalewie u podnóża gór dawała świetne możliwości dla spływu szerokich barek o płaskim dnie na których to kamień i inne minerały docierały do miasta dużo szybciej i bezpieczniej niż miało się to w wypadku taborów.
Baszta lata temu używana była jako skład broni, teraz jednak jej obowiązki przejęły miejskie zbrojownie więc opuszczona konstrukcja pozostawiona była samej sobie, strasząc przechodniów odłupanymi fragmentami tynków i dziurawym dachem, który nie wytrzymał ciężaru śniegu jaki spadł nań zeszłej zimy.