Sado wziął głęboki wdech. Czekał już od paru dni. Nie zabił kompletnie nic już sporo czasu, a szaleństwo, które wtedy uwolnił, zdążyło już wrócić i to ze zdwojoną siłą. Czuł chaotyczne przyspieszenia oddechu i rytmu serca, drżenie palców i szczękanie zębów. Wykonywał nerwowe ruchy, starając się pozbyć stresu, lecz wiedział, że długo nie wytrzyma. Z utęsknieniem spoglądał na pochwę miecza. Chciał ją wyjąć i zabijać, szlachtować, ćwiartować, wydłubywać, ciąć, kłuć, szarpać. Kiedy wreszcie natkną się na wroga? Kiedy będzie mógł się rozkoszować krwią i śmiercią?