Tereny Valfden > Dział Wypraw

ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo

<< < (92/103) > >>

Elrond Ñoldor:
Tymczasem Elrond westchnął głośno i po chwili wrócił. Nie wiedzieć czemu wszyscy się na niego dziwnie patrzeli.
- Może to trochę wstydliwe, ale to ciało dziwnie pachnie. Wcieram sobie w skórę płatki kwiatków - powiedział szeptem Diomedesowi. Uważał go za osobą trochę odstającą od pozostałych, wiec był najlepszym obiektem do takich zwierzeń.

// niepotrzebnie dodałem słowo "złych", powinno być "dziwne" ;p zboczeńcy

Devristus Morii:
Ja aktualnie robię tak:
//www.youtube.com/watch?v=SB5EfgrKVYE

Eric:
- Pomyślałeś może o kąpieli? - zapytał lekko zaskoczony słowami maga, który w dość dziwny sposób argumentował swoje niecodzienne zachowanie. Nagle dopadł go zapach, który był jakby potwierdzeniem słów Elronda. ÂŁapczywie pociągnął nozdrzami i ze zdumieniem pomieszanym z uznaniem, bardzo poważnie zapytał.
- To lawenda?

Koza123:
Konrad postanowił wtrącić się do rozmowy Diomedesa z Elrondem.
-Widzisz, Elrondzie... Wydaje mi się, że coś Cię bardzo martwi. Zachowujesz się, jakbyś nie lubił swego ciała i ciągle próbował je... poprawić, coś w nim zmienić. Wybacz, jeśli to pytanie w jakiś sposób Cię uraziło, ale zapytałem z czystej ciekawości.

Gunses:
Gunses szturchnął konia. Klacz z oporem ruszyła przez świątynię w której się znaleźli. Ci, którzy byli tutaj ostatnim razem pamiętali, że cała kompania znalazła się w typowej dracońskiej świątyni. W piramidzie schodkowej, takiej, jakie występowały na Valfden. Kiedy wydostali się zza murów zatrzymali się na lekkim podeście. Prowadziły z niego krótkie schody do placu, który otaczał świątynię. Nic się nie zmieniło. Plac był cały zalany wodą, z której wyrastały bagienne trawy, trzciny, krzewy i drzewa. Pod wodą tętniło życie. Głównie roślinne. Widać to było na kolumnach i murach, krużgankach i zniszczonych ścianach dawno rozsypanych budynków. Większość z nich była otoczona przez glony i wodorosty. Szczęściem dla podróżników, tak jak ostatnim razem, ze świątyni prowadził mostek. A raczej most. Kamienny i solidny, usytuowany ponad taflą wody. Wybudowany po pojawieniu się bagien. ÂŚwitało. Niebo rozjaśniała łuna poranku. Moczary, przynajmniej teren placu dookoła świątyni spowiła lekka mgiełka. Było chłodno, jak to w wiosenne poranki. Jednakże prawdziwe życie zaczynało się za mostem. 300 metrów przed nimi. Tam zaczynały się moczary, bagna, porośnięte przez potężne drzewa i zamieszkałe przez potężne stworzenia. Gunses ruszył, koń powoli zszedł ze schodów, przejechał kilka chwil po bruku. Wampir jednak nie wprowadził go od razu na most. Zatrzymał się, zeskoczył, podszedł do tafli wody. Niezmąconej, oczyszczonej i przefiltrowanej przez glony. Nabrał w dłoń i pił. Pił długo. Pił aby zaspokoić głód i pił aby stać się odpornym na światło. Wszystkie wampiry tak zrobiły. Przywarły do wody, do liquidium, aby stać się światłoodpowrni. Po tym wszystkim, Gunses i cała kompania ruszyli. Mostem

- Jesteśmy konno, do Pierwiostków niedaleko. Szybko pokonamy ten dystans, a potem galopem przez bagno do Duan. Galopem, bo nie chciałbym znowu spotkać boginki śmierci.

//Proponuję 2-3 posty moje o bagnach i hiper-skok. ÂŻeby nie przedłużać tego, co już było ostatnio.
//A dla spragnionych wiedzy... niech czytają wyprawę od początku. Zostanie to im zapisane, jakoby wypytali się nas o tamte dzieje.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej