Zeleris siedział przy ognisku, wpatrując się w płomienie. Były wspaniałe. Niszczycielki żywioł w czystej postaci. I to wytworzony jego magią. Stosunkowo niedawno poznał podstawy Naurangol, lecz wiedział już że ta szkoła magii mu się co najmniej podoba. No i pasowała do nazwiska. Mag wsłuchiwał się w rozmowy towarzyszy, lecz nie bardzo zwracał uwagę na ich treść. Był zwyczajne, po prostu życiowe. Co kto nie przeżył i gdzie nie był. Sam Flamel jakoś nie miał ochoty wspominać własnej przeszłości. To co było dawniej, minęło gdy przekroczył portal na wyspę Valfden. Nie był już ta osoba co dawniej. Teraz był magiem, a niedługo zapewne Arcymagiem. A później, kto wie, może nawet zdobędzie tytuł Maga ÂŻywiołów? Albo Wielkiego Mistrza? Młody czarodziej uśmiechnął się lekko. To by było coś... tak wyzwać Gordiana na pojedynek i zwyciężyć. Ale... wiele mu jeszcze brakowało, by mieć jakiekolwiek szanse w takim starciu. No inie był pewny czy w ogóle miałby ochotę zarządzać Gildią. To musi być cała masa pracy, godziny użerania się z podwładnymi i mniej czasu na powiększanie własnych zdolności. Mag siedział i patrzył w ogień. Kątem oka zobaczył, że Gordian wraz z Aragornem i Gunsesem idą do ruin. Nie zamierzał zostawać w obozie, gdy inni idą do starożytnych ruin, więc wstał i ruszył za nimi. Dogonił ich przed wejściem do chramu, lecz nie odzywał się. Obserwował ruiny badawczym wzrokiem. Gdy dotarli na drugie piętro, gdzie było jedynie czworokątne pomieszczenie bez drzwi zatrzymał się, jak pozostali. Gunsesn i Gordian szukali przejścia, więc i Flamel postanowił się przyłączyć. Nie było sensu badać ścian telekinezą, gdyż tym najwyraźniej zajmował się Wielki Mistrz. Mag nie miał do tego tak wyczulonych zmysłów jak wampir. Więc usiadł na ziemi. Był to środek zapobiegawczy, by się nie przewrócić. Następnie zamknął oczy. Wyobrazi sobie, że "jest" energią magiczną. ÂŻe jego ciało jest formą duchową. Słowem, zamierzał skorzystać z projekcji astralnej. "Wyzwolenie" z fizycznego ciała nadeszło szybko. Było to stosunkowo łatwe. Jako że w tej chwili świadomość maga nie była, ograniczona materialnym ciałem, zaczął on "podpływać" do ścian i próbować "przeniknąć" przez nie, by znaleźć miejsce, gdzie mogłoby znajdować się przejście.