Ruszyłam na kolejnego przeciwnika, uderzając z boku. Klinga pomknęła ku pyskowi czarta. Widząc zagrożenie, stwór uskoczył zręcznie, cofając się. Patrzyłam beznamiętnie w pomarańczowe ślepia bestii, rozszerzone z powodu podniecenia walką. Sama również dałam się ponieść. W milczeniu doskoczyłam do potwora, zadając błyskawiczne, straszliwe uderzenia. Stwór cofał się, lecz pojedyncze rany broczyły krwią, gdy nie zdołał uskoczyć. Wtedy zawirowałam w obrocie, nadając klindze pożądany impet. Zimne, zbroczone czarcią posoką ostrze rozrąbało pysk potwora, odrywając żuchwę i wybijając oko. Okaleczony stwór cofnął się, zadałam jeszcze jeden cios, przecinając drugie oko. Oślepły czart miotał się, choć nie zostało mu wiele życia. Zostawiłam go, pozwalając mu na powolną śmierć. Odwróciłam się, by ujrzeć skaczącego z nadludzką szybkością kolejnego stwora. Uskoczyłam w bok, przetaczając się po śniegu. Odruchowo wykonałam serię uderzeń, które wpoiłam sobie w czasie ćwiczeń. Klinga sięgnęła łapy, ostrze rozcięło mięśnie. Nie dając wyjącemu czartowi szansy na dojście do siebie zasypałam go gradem uderzeń, powoli zadając kolejne rany. Okaleczona łapa nie pozwoliła na dostatecznie szybkie i zwinne uniki, ostrze przebiło skórę bestii i sięgnęło serca.
5/12