Tereny Valfden > Dział Wypraw
IV. Frater cruenta vindicare injurias.
Eric:
Diomedes ze śmiechem przysłuchiwał się rozmowie towarzyszy. Stół zastawiony był zacnym jadłem i napitkiem, to też Diomedes nie pościł i bez ogłady sięgał po coraz to większe kawałki kurczaka i przepijał je pierwszym lepszym trunkiem, jaki zawitał w jego dłoni. W karczmie nie było zbyt tłoczno, ale większość zebranych w niej ludzi wpatrywało się w grupę Kruków z nie lada zainteresowaniem.
- A ja wam powiem, że łuki to strasznie dziwna broń. Jakoś tak niepewnie bym się czuł mając w posiadaniu tylko łuk i kołczan strzał i wiedząc, że zbliża się bitwa. Choć rzeczywiście, jak co do czego dojdzie, to łucznicy się przydają. - uśmiechnął się. Był nieco rozkojarzony i nieobecny, ale starał się czujnie przysłuchiwać wesołej rozmowie. Atmosfera była taka, jakby cała ta wyprawa, była tylko wycieczką krajoznawczą, ale tak naprawdę jej celem była zemsta... Trochę dziwnym był widok rozradowanych Kruków raczących się wspaniałym jadłem i napitkiem, kiedy wiedziało się jaki jest ich prawdziwy cel. Diomedes pogrążył się w wirze przemyśleń, nie zważając już nawet na smak potraw, które zajadał z niezłamaną determinacją.
Hagmar:
-Nie zaprzeczę Zeyfarze, był kiedyś genialny ludzki łucznik ten no...Robin...ee...Nie pamiętam nazwiska. Nie ważne, czas się zbierać panowie. Rzekł komandor i wstając powoli opuszczał karczmę.
Eric:
- Robota wzywa. - uśmiechnął się złowieszczo. Wstał od stołu, ze smutkiem patrząc na stosy jedzenia, pozostawione bez żadnej opieki. Przemógł jednak swój apetyt i odwrócił głowę w stronę wyjścia. Pewnym krokiem opuścił karczmę i stanął obok swego towarzysza. W karczmie było ciepło, to też tak natychmiastowe wyjście na mróz, jeszcze spotęgowało jego wartości. Diomedes zatrząsł się, klasnął dłońmi i chuchnął kilka razy.
- Jaki, kurwa, ziąb!
Lucas Paladin:
- Hola, hola bracie. Ja również mam zamiar zostać mistrzem strzelania z łuku. - rzekł Morean dumnie i uśmiechnął się. Poklepał swój łuk na plecach oraz rzekł do Diomedesa. - Nie wziąłeś żadnego ciepłego ubrania? - ziąb przeniknął też Moreana - Kurwa! Faktycznie, bracie zimno jak w psiarni. No nic, koniec biadolenia, bo nie słowa, a czyny budują człowieka. Jestem gotowy mistrzu Aragornie, nie zawiodę moich braci.
Hagmar:
-Wiem Moreanie, wiesz że jesteś właściwie pierwszą osobą która zgłosiła się do punktu rekrutacyjnego? Diomedes np. zwerbował się na jednej z wypraw.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej