Tereny Valfden > Dział Wypraw
IV. Frater cruenta vindicare injurias.
Hagmar:
Ehhh... Westchnął jeno na widok spóźnionych posiłków, ściągnął łuk z pleców i wyciągnął strzałę. Chwila skupienia na najbliższym celu...świst lecącej strzały przeciął powietrze, grot utkwił zaś w oczodole "obijmordy".
9/15
Eric:
Krew zdobiła twarz Diomedesa. Przetarł on ją rękawem i wyciągnął różdżkę zza pasa. Chwycił ją pewnie w dłoń, a jej koniuszek skierował w stronę nadbiegającego bandyty. Skupił się na nim i wykrzyknął
- Ihigi! - błyskawica pomknęła z niewiarygodną szybkością i przebiła na wylot jednego z obijmordów, rozświetlając przy tym pole walki. Diomedes szybko ukrył różdżkę, zacisnął pewnie dłoń na rękojeści miecza i ruszył w gąszcz walki. Początkowo stronił od używania miecza, zdając się jedynie na swą zręczność i uchylając się przed wirującymi ostrzami przeciwników. W końcu znalazł słaby punkt jednego z nich, odbił klingę oponenta w paradzie i powędrował wprost ku jego podbrzuszu, przebijając je na wylot i przeciągając miecz wysoko, aż ku szyi. Diomedes pospiesznie wyciągnął klingę i zasłonił się nią przed kolejnym ciosem innego przeciwnika, tym razem z lewej strony. Wykonał szybki obrót, pewnym kopniakiem podciął bandycie nogi i sprawnie przebił spadającego obijmordę klingą. Krew trysnęła, plamiąc twarz rozradowanego Diomedesa.
7/15
Anette Du'Monteau:
-Ech... - westchnąłem jedynie. Ręka znów pochwyciła długie ostrze. Zacisnąłem drugą dłoń i ruszyłem. Pierwszy cios poszedł na skos po piersi bandyty. Od barku do biodra. Z głęboką raną mężczyzna opadł na ziemię. Do kolejnego przeciwnika podbiegłem po czym wyskoczyłem w górę i spadając z impetem rozciąłem czaszkę wroga. Z trudem uwolniłem klingę, która dość mocno się wbiła w kość. Uskakując przed resztą ciosów wykonałem kilka obrotów powalając dwóch bandziorów. Sam czułem, że kilka razy ktoś mnie drasnął. Jednak niezbyt poważnie abym się wycofał z walki. Wybrałem sobie kolejnego przeciwnika i szybkim uderzeniem głowicy pozbawiłem go przytomności. Na zakończenie złapałem oburącz za rękojeść i przebiłem żołądek nieszczęśnika. Miecza nie wyjmowałem. Zamiast tego odsunąłem się na bok i usiadłem.
2/15
Eric:
Diomedes w szaleńczej furii oddał się całkowicie sile swego miecza. Klinga była lekka, Kruk prawie w ogóle nie czuł, że trzyma ją w dłoni. Było zupełnie tak, jakby ostrze zsynchronizowało się z jego ręką. Zostało już tylko dwóch przeciwników. Obaj byli przerażeni i zdesperowani, ale dziwnym trafem nie myśleli o ucieczce. Diomedes postanowił ukrócić ich męki. Splunął na bok i rozluźnił ramię lewej ręki. Wolnym, dystyngowanym krokiem podchodził do dwóch przeciwników. Widać było, że działało im to na nerwy. Diomedes jednak nie zwiększył tempa nawet trochę. Chciał rozkoszować się chwilą, w której pozbędzie się ostatnich pachołków Kwina. Uniósł miecz i zamaszyście przeciął na wskroś klatkę piersiową jednego z bandytów. Ten osunął się martwy na ziemię. Drugi zareagował w ułamkach sekundy - podniósł miecz i ciął od góry. Diomedes również uniósł swoją broń w paradzie. Krzyżowali tak swe klingi przez chwilę, dopóki Diomedes nie zsunął ostrza przeciwnika ze swojej broni i zwiększył dystans mocnym kopniakiem. Kruk i bandyta stali naprzeciw siebie i rzucali sobie mordercze spojrzenia. Diomedes pierwszy wykonał ruch, w pełnym pędzie skoczył na obijmordę i zasypał go gradem ciosów, to od góry, to z boku. Bandycie dziwnym trafem udawało się idealnie przewidywać jego ruchy, lub też miał po prostu szczęście i blokował każde cięcie. Kruk wykonał krótki obrót, zamarkował uderzenie na biodra, po czym przeniósł ciężar ciała na drugą nogę, wykonał jeszcze jeden obrót i precyzyjnym cięciem uciął przeciwnikowi głowę. Otrzepał krew z klingi i odwrócił się w stronę towarzyszy
- No... To chyba mamy spokój...
0/15
Anette Du'Monteau:
Wstałem powoli na nogi. Kolejna gromada ludzi leżała poćwiartowana i pokiereszowana. Aż tyle żyć zmarnowanych? Ciekawe na kogo życzenie. Wyciągnąłem miecz z truchła i wytarłem w materiał, który ze sobą nosiłem.
-Z takiego widoku chyba jedynie Rasher się cieszy. - mruknąłem do towarzyszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej