Tereny Valfden > Dział Wypraw
IV. Frater cruenta vindicare injurias.
Eric:
- Skoro już wysłałeś oddział Triss, to jaka pozostaje dla nas rola do odegrania? - zapytał nieco zdumiony Diomedes. Zdziwiło go z jaką łatwością Aragorn zdobył informacje. Na dodatek już zastosował odpowiednie kroki w celu pomszczenia zniewagi Bractwa. Wargi Kruka wygięły się w złowrogim uśmiechu. Nie przeszkadzał mu mróz ani mrok, mimo dosyć lekkiego odzienia. Gotująca się w nim krew, rozprowadzała po całym ciele mile szczypiące ciepło. Zemsta miała się dopełnić. Już niedługo. Chciał to ujrzeć. Chciał ujrzeć twarz przerażonego Kwina. Chciał widzieć jak prosi o litość, zaklinając się na wszelakich bogów, że już nigdy nie zadrze z Kruczym Bractwem.
Hagmar:
-Nam pozostaje poczęstować go "czarcią pieczarą". Mam jedną, w drodze od króla odwiedziłem Panorafixa lekko oderwanego od świata zielarza z wioski rybackiej obok Gniazda. To grzyb, o silnym działaniu ogłupiająco halucynogennym, silniejszym podobno od "grzybków halucynków". Odtrutki jako takiej nie ma, ale silna wóda pomaga w stu procentach. Mam zamiar go nakarmić tym badziewiem, wmówić mu jakąś bajeczkę a potem powiesić.
Anette Du'Monteau:
-Oko za oko, czyż nie tak Aragornie?
Hagmar:
-Tak, musimy pokazać że z nami lepiej nie zadzierać. Zresztą "Frater cruenta vindicare injurias."
Istedd:
Gdy kompanija rozmawiała, Ergard trzymał się nieco na uboczu próbując odegnać jakoś uczucie przenikliwego zimna. Oddychał jak miech kowalski i podziwiał powstały w ten sposób dym trzęsąc się jak osika. Kiedy Diomedes zadał pytanie, moczymorda myślał o pysznym miodzie, który z pewnością ociepliłby całe ciało i dodatkowo zasmakował. Bardzo lubił miód. Czekał z lekkim wyrazem niecierpliwości, aż postanowią wyruszyć chodząc po wykreślonej linii i kreśląc wielkie koło. Gdy poparty został Zeyfar odezwał się w końcu.
- I ja się z tym zgadzam. Nie można okazać bydłu pluć nam na twarz. To może rozzuchwalić. Trza od razu w pysk strzelić i poprawić. Coby nie wstał. I dokopać jeszcze kilka razy, jakby jeszcze się uśmiechał. Trza lać, aż krew się poleje; boć jako mu się wodze popuści, jest animal ferum et idomitum. A nie chciejcie sobie tego lekceważyć, druhy, bo czasy teraz takie mamy zaplute, cóż to wżdy ma być na świecie, iż już tych czasów i kmiecie, którzy przedtem byli prości, wysadzają się ze złości! - rzekł filozoficznie i powrócił do ogrzewania się i przeklinanie swej odzieży, zimna, pory dnia, wiatru i kilku innych czynników.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej