Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nowa nadzieja
Hagmar:
-Sir! Tak jest! Sir! Robotnicy, chłopi, żołnierze niechętnie wzięli się do pracy.
Anette Du'Monteau:
-I tak ma być do przyjścia komandora, a najlepiej ukończone pięknie. Tfu, chędożona wasza mać. Pamiętajcie, że mamy was na oku. - skończył wygrażanie Zeyfar. Odetchnął głęboko i wziął łyk wody, którą mi podali. Musiał ochłonąć.
Istedd:
Kiedy wzięli się do pracy zarzucił ich jeszcze kilkoma wyzwiskami, barwnymi określeniami, odniesieniami do ich rodziny i uogólnienia całego tego zamieszania jako: "wszędobylskiego burdelu". Jak w większości przypadków proste metody działały najlepiej. Tak i teraz, opierdolenie zebranego motłochu opłaciło się bardziej, niż spokojne wyjaśnianie im całej sprawy, ich niekompetencji i swojego rozczarowania z ich nierozwagi, wobec mogących zajść skutków. Kompan jego uspokoił się łykiem jakiegoś trunku, jaki podał mu jeden z żołdaków. Sam Ergard, rad z siebie klepnął go przyjacielsko po plecach z siłą przypominającą wykidajłę karczemnego, który okładał Adavena raz jeden w karczmie...
- Chędożone owcojebcy do prace się wzięły, mości Zeyfarze. Naprawdę, ich pierdolona mać na tyle się spisali, co półślepy, francowaty karzeł w elfickim burde... chciałem powiedzieć nocnym domu. - kulturalnie przyrównał Istedd.
Anette Du'Monteau:
-Wracajmy Ergardzie, spełniliśmy swoją "powinność". Przy następnej okazji, kiedy będziemy na południu nie omieszkamy zajrzeć i tutaj. - powiedział major tak żeby dosłyszeli go jeszcze robotnicy. Nic więcej tu po nas, niedługo powinni skończyć. Drobne opóźnienie może nie skończy się źle. Chodźmy, trzeba zameldować to Aragornowi.
Istedd:
- Może... - podkreślił jedynie i wsiadł na konia. Splunął z pogardą teatralną, widząc jak motłoch wziął się do pracy. Nie dość, że szemrano i niechętnie wykonywali swą powinność, nie skończyli jej, a przed chwilą bawili się w najlepsze. Zupełna bezwartościowość pracowników.
- Ruszajmy więc. Miejmy nadzieję, że w końcu zbudują ten posterunek. Tak trudno zrozumieć, że to dla ich dobra? Oczywiście nie przeczę tutaj pożyteczności alkoholu, który ocieplając od wewnątrz pomaga skupić się na pracy, ale nie za wiele tego dobrego. Złoty środek, powiadam, złoty środek. - rzekł i czekał, aż mauren ostatecznie nakaże powrót i skierują się do tego... cholernego teleportu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej