Nikolai cały czas trzymał w dłoni miecz. Teraz gdy postać odeszła, a trawa miała zabarwić się krwią mutantów, ostrze ułożyło się automatycznie w wyuczonej setkami godzin treningów, pozie.
Mutant, który był najbliżej Wampira ruszył od razu do ataku. Odległość, jaka dzieliła go od Nieśmiertelnego , a było to kilkanaście metrów, przebył w jednym potężnym susie. Nikolai widział już ten atak, toteż nie był zaskoczony. W momencie gdy mięśnie przeciwnika naginały się do skoku, Wampir miał już ułożony plan działania. A gdy mutant był już w powietrzu, Wampir dopiero odsunął się na bok, a ofiara w locie nie mogła już nic zrobić, tylko oberwać. Nikolai ciął płasko, wzdłuż wyciągniętych szponów, boku, ud, robiąc jak największe szkody. Mutant wylądował robiąc fikołka, a składając się do kolejnego ataku, zawył przeraźliwie.
Nikolai nie czekał na kolejny atak, tylko sam zaatakował. Ciął od góry, jeszcze w momencie, gdy jego przeciwnik zszokowany nieudanym atakiem, starał się wykombinować jak będzie wyglądał kolejny. Nie dane było mu długo czekać, gdyż ostrze szybko szybowało w duł. Nagie dłonie nie mogły zapewnić jakiejkolwiek osłony, toteż mutant jakimś cudem, w ostatnim momencie odskoczył tracąc równowagę i Wampira z oczu.
I właśnie w tym momencie Nikolai zniknął. Stał się niewidzialny, ale nadal stał tam gdzie stał. Niech chciał mącić powietrza, ani ziemi na której stał. Czekał aż zdezorientowana ofiara ustanie nieruchomo. A gdy tak się stało, Nieśmiertelny, nadal niewidzialny, lekko wyskoczył w powietrzu, zrobił salto i lądując za plecami mutanta, uderzył z całym impetem w czaszkę wroga. Był widzialny ale to było bez znaczenia. Wyszarpał szybko ostrze, zamachnął się płasko i ciął mocno odrąbując głowę przeciwnikowi.
Znowu stał się niewidzialny, zanim którykolwiek z dwójki mutantów, zdążyłby go zaatakować.