Tereny Valfden > Dział Wypraw
Powołanie: skrzyżowanie mieczy
Szarleǰ:
Peanut uśmiechnął się na słowa Zeyfara które przypadkiem usłyszał, po czym zadowolony, że ostatnie co musi zrobić, by cała ta farsa zakończyła się szczęśliwie, to przebić się przez niewielkiej grubości ścianę, powiedział entuzjastycznym tonem:
- Skoro już mamy pieniądze i wszystko czego nam do szczęścia potrzeba, a do drzwi dobija nam się tłum rozwścieczonych bezmózgich zomb.... znaczy wieśniaków, to proponuję wziąć się do roboty. Po tych słowach spojrzał na resztę swoich towarzyszy i w geście subtelnie zaproponował rozjebanie wyżej wymienionej ściany (nie pytajcie jaki to gest...).
Dragosani:
- Może na początek rzucę Wietrzną Aurę. Nie ochroni to przed ewentualnym przygnieceniem, lecz przed niewielkimi odłamkami... Niestety to zaklęcie działające tylko na jedna osobę. I nie jestem pewien czy by podziałało gdybyście stanęli blisko mnie. Przynajmniej część... Kto wie... - powiedział Flamel. Jak wiele razy w ciągu ostatniego czasu pobrał moc magiczna i rzucił czar.
- Elishesh Qihuarash, Ashush Huash. - powietrze wokół niego zawirowało, tworząc coś w rodzaju tarczy. Zeleris spojrzał na ścianę.
- Hmm... ciekawe czy jeśli bym rzucił na ten fragment muru "Lekkość", to czy byłoby go łatwiej zniszczyć... Chyba warto spróbować. - rzekł. Znów pobrał nieco mocy i wypowiedział zaklęcie, kierując je w fragment ściany który chcieli zniszczyć.
- Greship Iposhizil. - mruknął cicho.
Hagnar Wildschwein:
//Zeleris - nagle w Twojej głowie pojawiła się myśl, że niszczenie ściany nic dobrego nie przyniesie. A nawet jeśli przemyślane jej zniszczenie i ukrycie towarzyszy pod ramionami aury jest dobre, to wyrzucenie kogoś, kto ma zabezpieczenie z wosku na ręce, ku uciesze tłumu i danie nogi znacznie lepsze. Nawet wizja rozgonienia motłochu za pomocą prostego zaklęcia kiedy wosk okaże się zbyt słaby przeciw widłom w trzewiach i kamieniom w przełyku bywa fascynująca.
Szarleǰ:
- Poczekaj! Ryknął niespodziewanie wyrwany z krótkiej zadumy Kruk, na co wszyscy aż podskoczyli.
- W sumie... Zeyfarze, to nie głupi pomysł! Wyszczerzył zęby do kompana, a potem do reszty towarzyszy. - Niepotrzebnie ryzykować zawalenie się tej... chatki... ktoś się nad nią napracował. A jak teraz te mury nas przygniotą, to krasnolud chyba zdechnie ze śmiechu. Nie chcę mu dawać jeszcze jednego powodu do zabawy. Rzekł z nutką złości w głosie, na samą myśl, że przyjdzie mu jeszcze zobaczyć zleceniodawcę, który okazał się świetnym kawalarzem, wysyłając ich w tak durną i bezsensowną misję.
- Może ktoś zostanie i spróbuje... pogadać... z wieśniakami? Chętni?
Anette Du'Monteau:
-Zaiste nasz dyplomata będzie musiał się wykazać niezwykłymi umiejętnościami retoryki i sposobem wysławiania się. Możesz na niego rzucić powietrzna tarczę Zelerisie, przecież nie chcemy niepotrzebnego rozlewu krwi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej