Forumowy system RPG "Marant" > Dracoński teleport
Zapisz się do gry Marant
Dragosani:
--- Cytat: Mourtun w 17 Luty 2015, 13:34:08 ---Niziołek przebywał w swoim domu ważąc mikstury, uwielbiał eksperymentować z alchemia, akurat chciał wyprubowac swoj najnowszy przepis. Zaczął sie krzątać po domu w poszukiwaniu pewnej rzadkiej rosliny zwanej Słonecznym Aloesem. Niestety nie miał jej w zapasach.
- Hmm... Skończyła mi się, ani jeden listek juz sie nie ostał. Musze isc w las poszukac!
Jak powiedzial tak zrobil, wypadl z domu w pospiechu zarzucajac na ramie plecak.
Po kwadransie juz byl w lesie. Szukal i szukał zadumany z nosem w trawie krazyl po lesie. W odleglosci jakies 10 m od niziołka świecil sie magiczny teleport. Mourtun strasznie zadumany nawet nie zauwazyl jak wszedł w teleport.
--- Koniec cytatu ---
Zostałeś przyjęty do gry, zaś po przejściu przez portal twoim oczom ukazała się polana i mieniący się w oddali obraz miasta Efehidonu.
Hagmar:
Miejsce lepsze niż to... pełne demonów i żołdaków tej kurwy Meaneba. Siedzący przy stoliku człowiek splunął na posadzkę. Zebrał się i dopiwszy słabe piwo opuścił karczmę. Stamtąd udał się do portalu by rozpocząć nowe życie na Valfden.
Dragosani:
--- Cytat: Hagmar w 18 Luty 2015, 20:47:27 ---Miejsce lepsze niż to... pełne demonów i żołdaków tej kurwy Meaneba. Siedzący przy stoliku człowiek splunął na posadzkę. Zebrał się i dopiwszy słabe piwo opuścił karczmę. Stamtąd udał się do portalu by rozpocząć nowe życie na Valfden.
--- Koniec cytatu ---
Zostałeś przyjęty do gry, zaś po przejściu przez portal twoim oczom ukazała się polana i mieniący się w oddali obraz miasta Efehidonu.
Eliarod Ñoldor:
Brud, smród i ubóstwo. Tych trzech rzeczy nienawidził najbardziej. Na jego nieszczęście własnie ta trójca lubiła się razem trzymać. I na dodatek nic nie mógł innego zrobić, jak zatrzymać się właśnie w tej paskudnej karczmie, która stała na drodze do teleportu, łączącego kontynent z wyspą Valfden.
Eliarod, bo tak nazywał elf, podniósł puchar z winem i przyłożył do ust. Pił krótko. Ledwo powstrzymał odruch wymiotny. Jego niezadowolenie tak bardzo było wymalowane na jego młodej twarzy, że dwójka jego strażników siedząca z nim przy stoliku lekko zaparskała.
- A wam co tak do śmiechu?! - jego słowa cięły powietrze niczym pisk smokożmija dającego o sobie znać ofierze.
- Same szczyny i pomyje... - wymamrotał do siebie od nowa starając się przenieść swój umysł z powrotem do lasów Elanoi. Ulga przyszła od razu. Odciął się od karczmy na dobre. Zanurzył w swoich myślach, odpłynął. Nie był jednak w tym bezbronny. Straż miał czujną. Już od samego ich wejścia wzbudzali nie małą sensację. Mithrilowe zbroje. Jedwabne szaty. I ten wzrok. Pełen pychy i obrzydzenia. Kontrast jaki robili nawspół z okolicznymi wieśniakami i rzezimieszkami był zbyt duży. Ale tutejsi mieszkańcy nie tak bardzo głupi. Nikt nie chciał zostać rozpołowionym albo zamienić się w kałużę krwi.
Z zamyśleń Eliaroda wyrwała całkiem biała sójka, która wleciała przez uchylone okno i wylądowała na stoliku przed nim. Mężczyzna złapał bezceremonialnie ptaka w rękę i wypowiedział słowo, w nietutejszym języku. Coś lekko pykło, pojawiło się odrobinę dymu. Po chwili po ptaku zostało kilka piór. Pojawił się za to rulonik pergaminu, który został szybko rozwinięty i odczytany.
- Rozkazy od ojca. Daje nam, mi, pozwolenie. Ruszamy - trójka elfów stała i opuściła lokum. Po kilkunastu minutach przechodzili przez portal...
Elrond Ñoldor:
--- Cytat: Eliarod Ñoldor w 22 Luty 2015, 22:51:09 ---Brud, smród i ubóstwo. Tych trzech rzeczy nienawidził najbardziej. Na jego nieszczęście własnie ta trójca lubiła się razem trzymać. I na dodatek nic nie mógł innego zrobić, jak zatrzymać się właśnie w tej paskudnej karczmie, która stała na drodze do teleportu, łączącego kontynent z wyspą Valfden.
Eliarod, bo tak nazywał elf, podniósł puchar z winem i przyłożył do ust. Pił krótko. Ledwo powstrzymał odruch wymiotny. Jego niezadowolenie tak bardzo było wymalowane na jego młodej twarzy, że dwójka jego strażników siedząca z nim przy stoliku lekko zaparskała.
- A wam co tak do śmiechu?! - jego słowa cięły powietrze niczym pisk smokożmija dającego o sobie znać ofierze.
- Same szczyny i pomyje... - wymamrotał do siebie od nowa starając się przenieść swój umysł z powrotem do lasów Elanoi. Ulga przyszła od razu. Odciął się od karczmy na dobre. Zanurzył w swoich myślach, odpłynął. Nie był jednak w tym bezbronny. Straż miał czujną. Już od samego ich wejścia wzbudzali nie małą sensację. Mithrilowe zbroje. Jedwabne szaty. I ten wzrok. Pełen pychy i obrzydzenia. Kontrast jaki robili nawspół z okolicznymi wieśniakami i rzezimieszkami był zbyt duży. Ale tutejsi mieszkańcy nie tak bardzo głupi. Nikt nie chciał zostać rozpołowionym albo zamienić się w kałużę krwi.
Z zamyśleń Eliaroda wyrwała całkiem biała sójka, która wleciała przez uchylone okno i wylądowała na stoliku przed nim. Mężczyzna złapał bezceremonialnie ptaka w rękę i wypowiedział słowo, w nietutejszym języku. Coś lekko pykło, pojawiło się odrobinę dymu. Po chwili po ptaku zostało kilka piór. Pojawił się za to rulonik pergaminu, który został szybko rozwinięty i odczytany.
- Rozkazy od ojca. Daje nam, mi, pozwolenie. Ruszamy - trójka elfów stała i opuściła lokum. Po kilkunastu minutach przechodzili przez portal...
--- Koniec cytatu ---
Zostałeś przyjęty do gry, zaś po przejściu przez portal twoim oczom ukazała się polana i mieniący się w oddali obraz miasta Efehidonu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej