Forumowy system RPG "Marant" > Dracoński teleport
Zapisz się do gry Marant
Arcus:
Przed portalem prowadzącym do krainy Valfden stanął Arcus. O portalu, jak i samej krainie dowiedział się z opowieści pewnego uczonego starca, który zmarł jakiś czas temu. Rodzinny kraj Arcusa został zdobyty przez okrutnego najeźdźcę, który mordował ludzi za najdrobniejsze występki. Również rodziny poległych żołnierzy były zwyczajnie mordowane przez bestialskiego okupanta. Także rodzina Arcusa została dotknięta tym straszliwym czynem, gdyż jego ojciec był strzelcem wyborowym w armii króla. Młodzieniec cudem ocalał, w czasie zbrodni był na polowaniu. Niedługo później wyruszył do swojego wuja, który był łuczarzem i przekazywał mu wiedzę na temat tego rzemiosła. Po pewnym czasie postanowił wziąć swoje życie we własne ręce. Po kilku dniach pożegnał się z wujem, wziął konia i odnalazł portal. W taki sposób znalazł się tutaj. Po krótkim namyśle przekroczył portal i ujrzał całkowicie obcą krainę Valfden.
//Przyjęty
Arya:
Dziewczyna wpatrywała się tępo w miejscowego posłańca przez dobrych kilka minut. W tym czasie głosy z karczmy dochodziły do niej jakby z oddali, słyszała tylko własne bicie serca. Otrząsnęła się z szoku i spojrzała na kufel po trunku, który nadal trzymała w ręce.
I po co ja piję to świństwo? - pomyślała.
Odstawiła naczynie na pobliski, pusty stolik i zaczęła iść do wyjścia. Przed budynkiem usiadła na ławce i zaczęła się zastanawiać. Myślała o tym, jakie nędzne było jej życie do tej pory i o tym, jakie mogłoby być, gdyby tylko pobiegła teraz do portalu i wkroczyła do niego. Jednak miała co do tego wątpliwości. Nie może przecież tak po prostu zostawić swojej rodziny. Jej matka pewnie będzie jej oczekiwać, jednak ona i tak niedługo umrze. Bracia zapewne nadal szukają pracy i żywności dla siebie. Ale matka zawsze chciała, żebym miała lepsze życie niż te, które teraz wiodę. - pomyślała. Sprawdziła czy ma przy sobie mieszek z pieniędzmi, które ukradła tydzień temu. Były tam. A więc mogę wyruszać - postanowiła. Ruszyła w stronę miejsca, gdzie podobno miał znajdować się portal i przez całą wędrówkę była pewna, że postępuje dobrze. Po godzinie dotarła na miejsce i podziwiała przez krótką chwilę niesamowity widok. Nigdy nie widziała czegoś tak nierealnego, wręcz magicznego jak widok tego portalu. Myślała przy tym, jakie piękne może stać się jej życie po drugiej stronie.
Rozejrzała się dookoła, czy nikt jej nie obserwuje, po czym zamknęła oczy i wkroczyła w nowy rozdział w swoim życiu.
//Przyjęta
Aegnor_ Tasartir:
wchodze ludzie <lol>
//Przyjęty
bozek13:
rozmyślał czy zrobić krok w stronę teleportu. Po chwili namysłu ruszył w stronę portalu, mając nadzieje na lepsze perspektywy po drugiej stronie, zostawiając za sobą dotychczasowe życie. <rycerz>
//Przyjęty
Szarleǰ:
Powoli rozkoszując się smakiem już trzeciego z kolei "ostatniego" piwa wsłuchiwałem się w piękne i jakże zachęcające słowa posłańca. W zakamarkach mojej głowy z niewiadomych powodów zrodził się absurdalny pomysł porzucenia wszystkiego co mnie otacza. Nie widziałem ni jednego sensownego powodu, dla którego miałbym porzucić dopiero co rozpoczęte studia medyczne, czyli efekt mojego dotychczasowego życia, jak i ten względny dobrobyt, który zafundowała mi moja przybrana rodzina. Pomimo to, moja wyobraźnia bez pytania o zgodę nabrała niebezpiecznej prędkości, a w mojej głowie zaczęły pojawiać się rozmaite obrazy przedstawiające mnie samego w sytuacjach, o których do tej pory dane mi było czytać w starych, zakurzonych książkach. Choć na zdrowy rozum powątpiewałem niemal w każde słowo wypowiedziane przez herolda, to kiedy konsultowałem sprawę z moim złocistym, spienionym przyjacielem, który z tęsknotą wpatrywał się we mnie z dna glinianego kufla, oferta wydawała mi się całkiem przyjazna. Ukradkiem siegnąłem dłonią do skórzanej sakwy ukrytej za pazuchą modnego, krótkiego płaszczyka, w którym nosiłem się dumnie odkąd zostałem studentem, jednak gdy zorientowałem sie, że sakwa jest totalnie pusta z przykrością porzuciłem nadzieję na dolewkę mojego ukochanego trunku. W tym właśnie momencie rozpocząłem regularną wojnę z myślami. Pomimo, ze trwało to zalediwe pare minut, zdawało mi się jak gdyby minęło kilka długich godzin. I kiedy wreszcie zaczęło mi się wydawać, że przechylam szalę zwycięstwa na swoją stronę, mój własny, najwierniejszy przyjaciel wraz z ostatnim jego łykiem sabotował fundamenty logicznego myślenia i bez konsulatacji ze mną zadecydował o moim dalszym losie.
- A pierdole. - Rzuciłem dziarsko w eter, po czym bez zastanowienia ruszyłem w stronę portalu.
//Przyjęty
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej