Tereny Valfden > Dział Wypraw
W głąb ziemi: 5 ÂŚwiątynia - Powrót
Foltest:
Nazwa wyprawy: W głąb ziemi: 5 ÂŚwiątynia - Powrót
MG: Gunses
Uczestnicy: Gunses Cadacus, Foltest Danarrim
Dwójka Wampirów szła w głąb ziemi przez kanały Efehidonu i długie podziemne tunele, aż dotarli do teleportu. Wampir popatrzał chwilę na teleport, potem na Gunsesa pytającym wzrokiem. W końcu spytał: Co dalej, Gunsesie?
Gunses:
Kiedy Wampiry dotarły, teleport nie był już aktywny. Należało go ponownie uruchomić.
Gunses podbiegł kilka kroków, po czym rzucił się na jedno kolano jednocześnie rozpościerając dłonie. Szczeliny w ścianach były wąskie, ludzkie oko by ich nie zauważyło, a i Elf miałby z tym problemy. Wyglądało więc tak, jak gdyby jego dłonie wnikały w ściany niczym iluzja. Wampir klęczał na jednym kolanie, rozprostowane ręce trzymał od nadgarstków w szczelinach. Wyczuł palcami przycisk i wcisnął go. Wszystkie mechanizmy w podziemiach działały wolno, wszystkie z opóźnieniem, ten zadziałał błyskawicznie. Dziewięć igieł z każdej strony szybkim ruchem przebiło dłoń Wampira. Igły przeszyły dłonie idealnie pomiędzy kostkami. Krew delikatnie spłynęła w dół. Po kilkunastu sekundach ze szczelin dawał słyszeć się syk, jak gdyby ciecz spadła na coś gorącego. Następnie coś w szczelinach rozbłysło bladym światłem. Z dwóch stron korytarza dał się słyszeć huk. Już po chwili z obu stron pędziły strumienie energii. Niczym futryna drzwi, energia przekazywana była z jednej warstwy rudy na drugą. Dwie fale stworzyły w narożnikach tunelu cztery kule energii, która spotkawszy się na środku zaczęła się rozciągać. Korytarz rozświetlił jasnoniebieski blask...
- Idziemy - rzekł Wampir. Gunses razem z Foltestem przekroczyli teleport.
Chwilę dekoncentracji, rozstrojenia wszystkich cząsteczek ciała, uczucia rozpadania się molekuł i ponownego ich łączenia. Tylko chwilę cała grupa podróżowała przez portal. Z portalu każdy wyszedł tak jak wchodził. Portal w sali do której trafiliśmy był dziesięciokrotnie większy. Zajmował całą ścianę i... był lustrem. Lustrem okutym w solidne ramy, rozciągniętym na całą ścianę. Lustro zdawało się mieć płynną konsystencję, a z głębi dochodziło błękitne światło. ÂŚwiatło to opromieniało salę z której się znaleźliśmy. Była to spora, prostokątna sala. Królowały tu płaskorzeźby, tak charakterystyczne dla Wampirów. Sceny bitewne, sceny ważnych i wzniosłych uroczystości. Dokładnie na przeciwko lustra, które było portalem znajdowały się wrota. Ogromne, na całą powierzchnię. Solidne drewno okute metalowymi, stalowymi i złotymi prętami. Na wielkich, ba! Na potężnych zawiasach, o sporej wielkości kołatkach umieszczonych bardzo nisko, bo na wysokości naszych głów.
Wrota były lekko rozchylone. Niby niewielka szczelina, a przeszedłby przezeń dorosły Ork. Wampir podążył na przód i przeszedł przez wrota....
Foltest:
Foltest szedł wolnym krokiem, równomiernie z wampirzycą Setmre, tuż za Gunsesem. Danarrim jako stosunkowo młody wampir, pragnący wciąż wiedzy, oglądał kątem oka obrazy epickich bitew i wielkich wydarzeń. Wydarzeń, które przedstawiały ważne fragmenty z historii rasy Wampirzej. Nieśmiertelny część z nich znał doskonale, lecz inne wciąż pozostawały dla niego tajemnicą. Wampirzyca widocznie zauważyła to w zachowaniu Krwiopijcy, gdyż się uśmiechnęła dość tajemniczo. Spojrzała na Gunsesa, potem znów na Foltesta i powiedziała: Taki młody, taki niedoświadczony. Chciałbyś dowiedzieć się tak wiele, w tak krótkim czasie. Nie musisz mnie o to pytać. Z czasem sam się wielu rzeczy dowiesz. Bo my, drogi Folteście, tworzymy historię tu i teraz. Przyjdzie czas, że to o nas będą pisać w księgach, które tak miłujesz. Tymczasem kontynuujmy naszą podróż. Nieśmiertelny okazał się wielce zaskoczony, mimo znajomości jej umiejętności. Rzeczywiście chciał zadać pytanie wampirzycy, lecz nie wiedział jak je do końca sformułować. Z jednej strony otrzymał odpowiedź, której oczekiwał. Lecz z drugiej strony, to wydarzenie obudziło w nim nowy głód wiedzy. Myślał: "O co dokładnie chodziło Setmre?", "O jakiej ona mówi historii?". Lecz tym razem starał się zablokować swój umysł, by nikt nie mógł w nim czytać. Był zdania, że jego myśli to jego sprawa i mimo zadanej mu odpowiedzi, to nie był chętny do dalszej konwersacji z Wampirzycą.
Gunses:
Tymczasem cała trójka przekroczyła wrota prowadzące do nieznanej komnaty. Byli już tutaj. Przed rokiem Mantos i jego brat, nieżyjący już Elrond wspólnie otworzyli przed Gunsesem tajemnicze wrota. Wampir był przygotowany na zaskoczenie, wszak ostatnim razem przywitała ich horda potworów, widm i straszydeł. Pamiętał tamte chwile...
Słowa chwiejącej się Setmre...
- W końcu dotarłeś tutaj
Po wielu latach dowiesz się prawdy
Króra spoczywa daleko gdzieś przed tobą
Na samym dnie przeznaczenia góry
Niewidomy przemierzasz zakamarki istnienia
Patrząc tylko na umarłe gwiazdy
Jutro znowu wstaną twoje oczy
Takie same lecz tak bardzo inne
Drzwi otworzyły się na oścież. Przed nami ukazała się czerń. ÂŚwiatło poratlu opromieniało schody które prowadziły w dół. Schody pałacowe, wykonane nie dla panów, nie dla hrabiów ani dla diuków. Schody wykonane dla samych królów...
Wkroczyliśmy na schody. Było ich wiele, malutkie, delikatne schody, rozlewały się niczym delta rzeki. Wąskie u szczytu, rozłożyste u ich końca. Ujrzeliśmy ciemność. Czuliśmy, że jesteśmy w komnacie, w wielkiej, przeogromnej okrągłej sali. Czuliśmy, że jesteśmy wiele, wiele metrów pod ziemią.
I nagle, wysoko nad nami, ujrzeliśmy czerwone ledwo tlące się światełko.
ÂŚwiatełko słysząc nasze słowa, czując naszą obecność zapłonęło krwawym blaskiem. Jednocześnie zabłysły kryształy w całej sali... To co zauważaliśmy... Salę tak ogromną, tak gigantyczną i tak piękną. Jej środek stanowił ogromny pentagram obrysowany kołem. Na wierzchołkach stały kamienne postumenty. Na środku stał największy z nich, najbardziej doskonały.
W sali było kilkanaście mostków. ÂŁuki łączące poszczególne płaszczyzny unosiły się nad wodą. To z niej, z głębi wody słychać było ten dźwięk... Wszystko było zrobione niczym pałac letni, niczym twierdza, niczym galeria sztuki, niczym pole bitwy. Sieć kanałów, mostków, kamiennych posągów, rzeźb, wielkich sof, potężnych obrazów, regałów i postumentów pod księgi…
I ten głos. Dobiegający nas z wodnych odmętów:
- Wyście to sprawili, że słudzy i obrończy twierdzy tej padli. Waszym to mieczem, toporem i łukiem padli strażnicy tegoż chramu. Znam ja Was... Czułem i widziałem ja Was tak niedawno. Lecz wypędziłem Was stad! Wszystkich! - głos stał się szybszy, jednak po chwili wrócił spokojny, opanowany ton. Czyżby cisza przed burzą? - Teraz jednakoż wracacie w te mury. Nie spotkaliście zagrożenia na swej drodze. Mnie jednak nie pokonacie. Jam to! Ostatni ze straży tejże ÂŚwiątyni! Aaaaaagggggrrrrrrrrr....!!!
Gdy słowa te wypadały z głębi wody, my doszliśmy do ostatniego ze stopni, będącego dużym tarasem. Staliśmy nad wodą. Nie było tu mostku, ani kładki. Wtem to tafla wody pękła, a naszym oczom ukazała się istota, której nie widzieliśmy przenigdy. Potężna istota, której mentalna siła tworzyła spirale kolumny wody dookoła niej...
Foltest:
Wampir schodząc po schodach podziwiał piękno pałaców. Doskonale wiedział, że nie owego pałacu nie mógł wykonać żaden człowiek, elf czy też krasnolud. Bardzo dobrze znał ten styl, budowę schodów, postumentów, łuków, posągów i rzeźb. Proporcję tak doskonałe, że nie powstydziłby się ich żaden bóg. Tak to było, bez zwątpienia, dzieło wampirzych rąk. Wiedział również, że to miejsce musi być stare, bardzo stare. Wampir ujrzawszy ostatniego strażnika świątynnego, cofnął się w tył parę kroków. Był przerażony i zafascynowany pięknem połączonym z niewyobrażalnym niebezpieczeństwem, którym wręcz emanował ów strażnik. Wiedział, iż takie stworzenia nie egzystują bezcelowo na tym świecie. Zapewne strażnik strzeże czegoś bardzo ważnego. Foltest nie chciał nawet wiedzieć, jakiego skarbu może strzec strażnik. Niepewnym krokiem Nieśmiertelny, z powrotem stanął na swym miejscu. Wciąż przyglądał się stworzeniu. Drżącym z podniecenia i strachu głosem, powiedział: Wielce się mylicie, mości strażniku. Myśmy nic nie uczynili, by ta, piękna, twierdza upadła. Mylisz nas z kimś innym strażniku. Jesteśmy przyjaciółmi. Nie mamy nawet najmniejszego zamiaru walczyć, ani przelewać nadaremno krwi. Chcemy tylko porozmawiać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej