Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych II- Cichy zwiad

<< < (11/12) > >>

Hagmar:
-Po twoim ubiorze nie widać żeś jest nekromantą Morcie, możesz spokojnie iść*. A w razie czego zmień się w kruka.

*///Sugeruje się obrazkiem jaki dałeś.

Elrond Ñoldor:
// to coś o dziwnym kolorze jest podstawowa szatą Adepta Nekromancji ;p

- Dzięki Domenicu, ale przyciągasz zbyt dużą uwagę, a już na pewno ją przyciągniesz kucając za filarem w świątyni. W każdym razie, gdybym został odkryty, zawsze mogę łatwo uciec, a z tobą było by mi trochę trudno. Dobrze idę już... - powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Przeszedł uliczkę gdzie walali się zamarznięci żebracze, ślizgać się na lodzie o żółtym kolorze. Kierował się w stronę świątyni wystającej spośród szarych domów mieszkalnych...

// nie będę miał za dużo czasu wolnego teraz, wiadomo święta ;] ale jak znajdę jakąś wolną chwilę to będę pisał.

Hagmar:
//No wiadomo, jutro nikt nie będzie pisał ;]. Postaram się pośpieszyć.

//Dotarłeś do świątyni, w środku byli tylko dwaj magowie rozmawiający na tyle głośno że udało Ci się usłyszeć o czym rozmawiali bez zbytniego zwracania na siebie uwagi.

...Twierdzisz zatem że nikt się nie połapie że to podróbka, a oryginalny...no...klucz jak Wy to nazywacie...klucz będzie bezpieczniejszy w Twoim klasztorze tak blisko miasta, pod osłoną zaledwie dziesięciu paladynów.
-Tak, i nie zmienie zdania. Dobrze wiesz że "to" do czegoś służy i że ktoś zaczął się tym za bardzo interesować.
-Niech Ci będzie.

Po tej krótkiej rozmowie dwójka magów wyszła przez jedne z bocznych drzwi. Ty zaś postanowiłeś wrócić do reszty kompanii.

Hagnar Wildschwein:
-Widzę, że cie nie poobijali, hehe- zaśmiał się gardłowo krasnolud pociągając z kufla, który zdążył porwać podczas krótkiej wycieczki, której celem było zbadanie podejrzanej beczki pod oknem. Pomimo wielkich planów i rozmyślań (których efektem było twierdzenie o lokalnym piwie) beczka okazała się pusta. No, poza starym kotem, który właśnie zimował i nie raczył zostawić Domenica bez wspaniałych zadrapań na dłoniach. Natomiast pomocnica karczmarza nie miała tyle szczęścia i po szybkiej wymianie zdań krasnolud szczęśliwy powrócił do pokoju z dwoma kuflami złocistego płynu.

Elrond Ñoldor:
Elf zabrał krasnoludowi jeden z kufi, gdy ten odganiał kota, który dziwnym trafem zaczął łasić się do brodatego. Pociągnął zdrowo i rzekł.
- Prawdziwy klucz, bo ten który pokazują, badają czy co chcą wywieść jest podróbką, prawdziwy klucz aktualnie ma się znajdować w klasztorze blisko miasta. Zaledwie dziesięciu paladynów go broni... ÂŁatwizna.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej