Jest jakaś dziedzina fotografii, która ma na celu robienie zdjęć miejscom, które się jakby uśmiechają. Zapomniałem jak to się fachowo nazywa, ale kiedyś w radiu o tym mówili, chyba w "ÂŚwiecie według blondynki" czy coś. Wspominali też, że w naturze prawie zawsze występują właśnie uśmiechnięte twarze (natura to też tak trochę źle określone, bo chodzi o ogół świata nieożywionego, budynki i inne twory też), a smutasqów nie ma prawie wcale;]