Tereny Valfden > Dział Wypraw
Opętani wieśniacy
Devristus Morii:
Ty ździro - krzyknał Dev i wyrwał nogę. Rana byłą paskudna, krew trysnęła.
-Szkoda, że ci krzywdy nie można zrobić.
Dev widząc interwencjęCanisa teleportowałsiędo swych towarzyszy.
- Szkoda, że się wtrącił, ale cóż... Mistrzy mógłbyś uleczyć.
Elrond Ñoldor:
Elf wzniósł się w powietrze. Nadal był w stodole. Chciał się upewnić że wszystkie opętane kobiety zostały odczarowane. Latał od ziemi po strop, zaglądał we wszystkie zakamarki. Zaczął nawet dźgać siano kijem by sprawdzić czy nikt nie pozostał...
(znalazłem coś?)
Canis:
Prze teleportowałem się do stodoły i położyłem ciało kobiety wśród innych. Podszedłem do devristusa i widząc jego stękania i panikę przyłożyłem rękę do jego rany i wypowiedziałem zaklęcie.
- Izhuesh Ruarishesh, Gresh Ilxuesh Arishesh! - ÂŚrednie leczenie. z dłoni zaczęła emanować energia, która zaczęła ogrzewać ranę i zasklepiać zniszczoną część ciała. Rana się zasklepiła pozostawiając sporą bliznę. - Powinno być dobrze.
Isentor:
- Elrond mnie się wydaje, że pobiegła tą ścieżką w głąb lasu. Innej tutaj nie widzę to jedyna oświetlona, a w krzaki chyba nie wlazła.
- Ruszamy panowie...
Przechodząc obok wbitej do ziemi wielkiej pochodni podpaliłem od niej jedną z leżących poniżej.
Elrond Ñoldor:
- Tak arcynekromanto, ale wolałem się upewnić czy tu nic nie pozostało. Głupio by było gdyby coś wyskoczyło znienacka i nas zaatakowało - powiedział elf, wziął jedną z pochodni, podpalił ją i ruszył za Isentorem...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej