Gunses przechadzał się między armią Valfdeńską. Cadacus zdjął maskę, przegarną palcami dłoni włosy, białe jak mleko, jak śnieg. Jego czarne jak smoła oczy przemieszczały się po wojsku jak lodowate sztylety. Wiedział, że już nigdy nie spojrzy na nikogo z ciepłotą w oczach. Bo jego oczy były pozbawione ciepła. Wiedział, że już nigdy nie zaśmieje się twarzą, bo jego twarz była już wyzbyta z uczyć. Gunses zauważył znajomą twarz, zauważył ją w czerwonej twarzy Sado. Podszedł do niego.
- Witam Panów - zaczął - Cieszy mnie widok, że nic ci nie jest, Sado. Witam i Ciebie, Drago. Musimy przyznać, iż Canis spisał się znakomicie w wykonaniu owych szat, nieprawdaż?