Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat
" Losy świata " -> moje opowiadanie
Ptaszeczek:
Ciąg Dalszy.
Nastał poranek. Bezi obudził się , po czym wstał z łóżka i trochę się rozejżał po domu. Gdy wyjżał przez okno , ku jego zdziwieniu miasto było pełne ludzi , ot topu po kil. Jedni ludzie chodzili , drudzy pracowali , jeszcze inni siedzieli , a wszystko dookoła było kontrolowane przez straż królewską. To miasto wcale nie jest takie opuszczone - pomyślał sobie bezi , po czym zszedł na dół. Szybko sie zorientował że jest w domu sam , tak jak wczoraj ostrzegała go Kena. Bezi poszedł do kuchni , wziął z szafki jakieś stare mięso , popił je wodą ze stojącego na ziemi wiadra po czym wyszedł na ulicę. Postanowił pójść do karczmy i zapić wczorajsze nieprzyjemne wspomnienia oraz te sprzed kilku dni. Idąc przez miasto , wszedł do pierwszej lepszej karczmy , o nazwie " Pod Tłustym Dzikiem ". od razu zobaczył , że w karczmie jest sporo ludzi , ale wypatrzył w rogu wolny stolik. Przemaszerował po cichu przez karczmę , i usiadł do stolika. Po chwili podszedł do niego jakiś karczmarz i zapytał:
- Czy mogę coś panu podać ?
- Tak , poproszę jakąś mocną wódę - odparł bezi.
- Nie ma sprawy , to będzie kosztować... 25 sztuk złota - rzekł karczmarz.
Bezi wyciągnął z kieszeni złoto i położył na stolik.
- Zaraz ktos przyniesie , proszę poczekać - odparł karczmarz.
Karczmarz wziął pieniądze i odszedł , a zaraz po nim do beziego podszedł jakiś ledwo stojący pijak.
- ekhm.. koleeś.. maszz trochee bagienaa? - rzekł pijak.
- słucham ? - odparł niepewnie bezi.
- o bernardzie.... a co ty tu robisz ?
- odczep sie odemnie - odpowiedział bezi.
Nagle pijak przewrócił się prosto na stolik , przy którym siedział bezi. Rozległ się chałas łamiącego sie stolika i przewracających się rzeczy na nim stojących. od razu po incydencie przybiegł karczmarz:
- co tu sie dzieje ? wynoś się stąd śmieciu - krzyknął do pijaka , po czym złapał go za kołnież i przetaszczył przez całą karczmę prosto do wyjścia.
- Przepraszam bardzo pana za kłopoty... w karczmach w Vengardzie jest to niestety przykra codzienność - rzekł karczmarz.
- Tam jest jeszcze wolny stolik - wskazał ręką na pusty stół , po czym odszedł.
Bezi poszedł do nowego stolika , po czym usiadł i zaczął się przyglądać życiu w karczmie.
Zauważył , że jacyś ludzie palą bagienne ziele i sie dobrze przy tym bawią. Zdziwił się przy tym , gdyż myślał , iż jest to zabronione. Lecz pozory szybko go zmyliły , gdyż po chwili do " Tłustego Dzika " wtargnęło dwóch strażników. od razu szybkim krokiem podeszli do palaczy , powyrywali im z rąk łodygi zielska i wyprowadzili delikwentów z karczmy.
- A już myślałem , że w Vengardzie można palić bezkarnie bagienne ziele - pomyślał sobie bezi , po czym wstał ze stolika i podszedł do lady.
- Halo , nie dostałem jeszcze swojej wódy ! - rzekł do drugiego karczmarza.
- Czekaj pan , zaraz sie zapytam tamtego - odparł karczmarz.
po chwili bezi dostał swoją wódę , od razu ją wypił i zapytał się karczmarza :
- sprzedajecie może również informacje ?
- zależy jakie , tak czy siak każda informacja kosztuje... no, powiedzmy 5 sztuk złota - odparł karczmarz.
- zgoda - rzekł bezi ,dając karczmarzowi monety.
- powiedz mi , kto żądzi teraz miastem...
- ostatnio odbyły się konszachty, i nowym królem został jakiś Orkan I, a miastem chyba nadal włada ten cały Cobryn...ale wiesz... ja sie tam zbytnio nie znam, wszystko co ci mówię to plotki usłyszane od ludzi w karczmie... - rzekł karczmarz
- widzę, że żyjesz tylko samymi plotkami ? - odparł bezi
- a co ty myślisz , ja tu pracuję.. co , mam zatkac sobie uszy ? karczma to chcesz czy niechcesz pierwsze zródło informacji w pewnych sprawach.
- pijani ludzie dużo mówią co? , no dobra , masz tu kolejne 5 sztuk złota , a ja już sobie pójdę.
- zapraszamy ponownie , mam nadzieje że w lepszych okolicznościach - odparł karczmarz , patrząc się na połamany stolik...
Bezi wyszedł z karczmy , po czym ruszył wzdłóż głównej ulicy. Kiedy tak szedł , postanowił osiedlić się w którymś z miast na stałe.
- masz ci babo placek - powiedział sam do siebie gdy zobaczył przed sobą dom z przyczepioną nad wejściem tabliczką z napisem " na sprzedaż ".
- no no , chatka całkiem fajna - pomyślał sobie bezi po czym zaczął ją od zewnątrz oglądać.
Była to zwykła , stara , niewielka parterowa chatka , ulokowana zaraz przy południowej bramie miasta , na przeciwko kuzni i sklepu Malena.
***
Po kilku dość długich i męczących dniach w końcu udało się beziemu kupić wymarzony dom , pomimo większych jak i mniejszych przeszkód jakie napotkał. Bezi po drodze zdążył zaklimatyzować się w mieście, oraz nawiązał kilka nowych znajomości.
***
Nadszedł kolejny , któryś tam z kolei dzień. Bezi wstał , ogarnął się troche i jak zwykle wyszedł pochodzić sobie na placu przed domem. Po drodze odwiedził sklep kupca Malena , żeby zobaczyć , czy nie ma jakiegoś nowego towaru na sprzedaż. Bezi robił to niemal codziennie.
Jeżeli chodzi o artykuły przemysłowe to bezi zaopatruje się właśnie u Malena, a żywność to bezi tylko i wyłącznie kupuje na targowisku , gdyż codziennie są nowe dostawy i dzięki temu jedzenie jest zawsze świeże. poza tym od targowiska dzieli go zaledwie kilkanaście metrów drogi. I tak to powolnymi krokami toczy sie życie bezimiennego. Jednak nie wszystko jest takie różowe , gdyż beziemu zaczeło brakować pieniędzy , no i był zmuszony poszukać sobie pracy, chyba że chciał skończyć jak uliczny żebrak których w Vengardzie jak i innych miastach Mrythany nie brakuje. Postanowił więc od jutra rozpocząć jej poszukiwanie.
Pierwszym celem była kuznia naprzeciwko jego chaty. Bezi podszedł skromnie do kłującego przy kowadle kowala , już chciał z nim rozmawiać, ale zaczepił go jego czeladnik , pracujący przy osełce
- nie przeszkadzaj Gorzowi , jeśli możesz...
- a to niby dlaczego - rzekł bezi
- kowal Gorz ciężko pracuje i nie chce , aby mu przeszkadzano.
- a ty jesteś pewnie jego czeladnikiem , co ?
- tak , zgadłeś mistrzu. ÂŻeby nie było niedomówień. Nazywam się Beracht. No dobra , co chciałeś od kowala Gorza ?
- szukam pracy.
- no co ty , u nas już nie ma miejsca ! wczoraj Gorz zatrudnił aż trzech czeladników... nie wiem co go do tego skłoniło ale chyba woli , abyśmy to my za niego odwalali prace a on sie będzie wtedy obijać , nie wiem ale chyba kowal Rokey potrzebuje czeladnika... wczoraj byłem w gospodzie Konara i słyszałem taką plotkę.
- gdzie znajdę kowala Rokeya ? - spytał bezi.
- Kilka przecznic dalej, o tam , widzisz? - Beracht pokazuje mu palcem odległą kuznię.
- Chyba trafię , dzięki.
- A może jakiś drobny napiwek za tą informację ? - rzekł Beracht.
- Proszę bardzo, 5 sztuk złota. Przepraszam że tak mało , ale szukam pracy więc można się domyślić że nie mam złota - odparł bezi.
- Rozumiem , rozumiem - rzekł z uśmiechem Beracht
Bezi trochę zniechęcony porażką u kowala Gorza poszedł pod kuznię Rokeya. od razu zauważył pracującego kowala , oraz 4 plączących się wokół niego po kuzni czeladników.
- witaj , szukam pracy - rzekł bezi.
- a to ty.. widziałem cię już kilka razy jak plątałeś się po ulicach tego przepięknego miasteczka - odparł Rokey.
- miasteczka ? myślałem że jak na stolicę , to miasto wcale nie jest takie małe...
- ależ skąd , to był tylko mały żarcik - odpowiedział Rokey.
Rokey sprawiał beziemu wrażenie troszkę zdziecinniałego.
- no to jak , mogę zostac twoim czeladnikiem ? - zapytał się uprzejmym tonem bezi.
- hm... powiedz mi może co potrafisz, umiesz kłuć , albo tak , miałeś kiedys doczynienia zeee... kowalstwem ?
- tak , byłem kiedyś czeladnikiem u kowala Harada w Khorinis.
- aaaaa! , to ty od mistrza Harada pochodzisz synu ? słszałem dużo o nim , lecz nie miałem nigdy okazji go poznać.
- no to jak widzisz , znam się troche na kowalstwie - rzekł bezi.
- no dobra dobra , dostaniesz swoją szansę.. tylko pamiętaj !! żadnego obijania się , trzymaj się z dala od nieswoich reczy i codziennie przychodz do pracy , rozumiemy się?
- oczywiście.
- to od kiedy mogę zaczynać?
- Hm... właściwie to możesz już od jutra nie? - rzekł Rokey
- Jaaasne... - odpowiedział z lekką ironią bezi , po czym poszedł do domu.
W domu od razu co zrobił to walnął się na swoje wygodne łóżko i zasnął... z myślą że jutro jego pierwszy dzień w pracy.
CDN.
Asgarhan:
Trochę lepsze od pierwszego, ale jedno co mnie drażni najbardziej to to, że wszystkie zdania w dialogach zaczynasz małą literą ;] Pomijając błędy ortograficzne, znowu historia oparta na Gothicu. Nudzi mnie już to ciągłe czytanie o wcześniejszych, późniejszych, czy nawet (jak się zdarzało) wydarzeniach z gry. A więc, za każdy aspekt po 2 pkt.
Ortografia 1/2
Interpunkcja/stylistyka 1/2
Klimat (leży) 0/2
Fabuła 2/2, ale minus 1 za to, że z gothica 1/2
Długość 0/2
Razem: 3/10 :)
Rohgard, jak ocenisz drugą część to mi przy okazji wytłumacz, dlaczego akurat piłka nożna, a nie np. siatkówka xD
Airyx:
Jak tak dalej pójdzie Rohgard, to uda Ci się skompletować drużynę na Euro 2012. ;D
--- Cytuj ---Rohgard, jak ocenisz drugą część to mi przy okazji wytłumacz, dlaczego akurat piłka nożna, a nie np. siatkówka xD
--- Koniec cytatu ---
Wyjaśnię za Rohgarda: Rohgard proponuje każdemu, kto napisze beznadziejne opowiadanie wziąć się za piłkę nożną, zamiast za pisanie. :D Jak widać, cztery osoby już są w tworzącej się drużynie. ^^
Co do opowiadania: No cóż, znowu nic oryginalnego, kolejna nużąca historyjka ze świata Gothic. Na dodatek pełno wszelakich błędów, które bardzo dokładnie omówił Rohgard. Jak trafnie zauważył Asgarhan: ,,klimat leży", do tego dochodzą błędy.. Nie mam więc zamiaru się dłużej rozpisywać. Powiem krótko: 2/10 za chęci. Ptaszeczek - skoro mówisz, że nie umiesz pisać, to odpuść sobie pisanie kolejnych części i zajmij się czymś pożyteczniejszym.
Nawigacja
Idź do wersji pełnej