Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Gothic: Realny sen

(1/3) > >>

Boba Fett:
Ostatnio bardzo rzadko mam okazję napisać jakieś opowiadanie lub inny utwór. Jednakże teraz wziąłem się do roboty i, jeśli tylko spodoba Wam się ten ,,prolog" (liczę na jakieś oceny), to zamierzam dokończyć me dzieło, dając za każdym razem jeszcze więcej tego, co tygryski lubią najbardziej. ;)
ÂŻyczę miłej i przyjemnej lektury oraz zapraszam do komentowania...

________________________________________________________


Podczas długich lat swego panowania Uriel VII zdołał pokonać wszystkich wrogów królestwa. Prócz jednego…Wojna z orkami była niezwykle kosztowna, a cenę za nią miała ponieść niewielka grupa skazańców. Cesarz potrzebował mieczy i tarcz dla swego wojska, toteż każdy przestępca, niezależnie od występku, jaki popełnił, zmuszany był do prac w kopalniach rudy Khorinis. Aby uniemożliwić im ucieczkę cesarz wysłał swych najpotężniejszych magów, aby ci otoczyli całą dolinę magiczną barierą.
Niespodziewanie coś zakłóciło delikatną strukturę zaklęcia i czarodzieje zostali uwięzieni przez ich własne dzieło. Więźniowie błyskawicznie wykorzystali moment konsternacji… Khorinis wraz ze wszystkimi swoimi kopalniami znajdowała się w rękach więźniów.
Cesarz nie miał wyboru, musiał negocjować - potrzebował rudy. Miesiąc po miesiącu cesarz dostarczał więźniom wszystkiego, czego potrzebowali. Miesiąc po miesiącu otrzymywał od nich ładunek cennej rudy. Aż do dziś, na skraj urwiska sprowadzono kolejnego więźnia. Nie wiedział, co go czeka, a to właśnie on miał wszystko odmienić…

Gothic: Realny sen

- W imieniu jego wysokości, cesarza Uriela VII, skazuję tego więźnia na dożywotnie…
- Stać! – krzyknął jakiś mężczyzna, który właśnie podbiegł do zebranych.
Facet spowodował tyle zamieszania, że postanowiłem przestać dłubać w nosie, co czyniłem z wielkim oddaniem i… po prostu z nudów. Gadka tego bufona w żółtym dresie znudziła mnie na tyle, iż mógłbym nawet spisać kartoteki wszystkich więźniów tej niesławnej kolonii. Nowoprzybyły gość wydawał się być zmęczony. Jego spocony czerwony strój wskazywał, że musiał należeć do Zakonu Krzyżackiego jako przedstawiciel magów ognia – z tego co wiem, stąd do klasztoru jest kilka kilosów, więc czarodziej był zmuszony drałować tutaj, a po co? To to mam już zupełnie w dupie. Jeśli mam być zrzucony do tego wariatkowa otoczonego tym magicznym badziewiem, mogliby to zrobić już w tej chwili, a nie marnować mój cenny czas… Cholera… Mam nadzieję, że nie zrewidują mnie jeszcze raz. Poprzednim razem nie znaleźli tych dwóch dragów w moich spodniach, a teraz tylko one mogłyby mi poprawić nastrój…
- Mam dla ciebie propozycję. – Facet w czerwonej sukni wyrwał mnie z moich ,,bagiennych” marzeń. Spojrzałem mu prosto w oczy i  lekko je zmrużyłem. Nie do końca jestem pewny, czy mój trick się udał, ale mag od razu przeszedł do rzeczy. – Ten list musi trafić do arcymistrza kręgu ognia.
- Marnujesz tylko czas – odpowiedziałem mu. Jak zwykle próbowałem zgrywać twardego macho, ale czarodziej od razu chwycił się tego, co było wręcz śpiewem dla moich uszu… Psia kość, dlaczego oni zawsze muszą to robić?
- Sam będziesz mógł wybrać sobie nagrodę, magowie dadzą ci wszystkiego, co tylko zażądasz.
Trafił w czuły punkt. Jak to Krzyżak…
- Dobra – odparłem wreszcie po krótkim namyśle, odpychając miecz jednego ze strażników, który nagle zjawił się tuż obok mojego ciała – ale pod jednym warunkiem. Oszczędźcie mi resztę tej paplaniny. – Wreszcie postawiłem na swoim.
- Jak śmiesz… - oburzył się sędzia, który z niesmakiem przyglądał się całej tej sytuacji. Jego zdenerwowanie sięgnęłoby zenitu, co mogłoby się źle skończyć dla wszystkich tu obecnych, gdyby nie czarodziej.
- Milcz! – krzyknął mężczyzna w czerwonej szacie. – Wrzucajcie go – kiwnął głową stronę dwóch strażników, którzy tylko czekali na ten jeden rozkaz. Było widać, że i oni mają po dziurki w nosie gadaniny tych dwóch transwestytów. Z uśmieszkiem na swoich mordeczkach zaczęli mnie pchać do tyłu, co mogło się skończyć tylko jednym…
Chwilę później leciałem – chciałem czy nie, skurczybyki nie dali mi skoczyć samodzielnie – by po chwili wpaść tam, gdzie najbardziej się obawiałem znaleźć. Woda. Kurwa, krzyczę w myślach, moje skręty! Następne chwile są dla mnie istnym koszmarem. Wiedziałem, że towaru już nie uda mi się uratować, ale jeśli bym pokombinował, to na pewno znalazłbym buca, który by ode mnie je kupił. Z miną mokrego boksera doczłapałem się do brzegu, ale to nie był koniec przykrych dla mnie niespodzianek. Kątem oka ujrzałem, jak jakaś poczwara przypominająca wielkością dorodnego gnoma i chodzącego o dziwo na rękach,  podchodzi do mnie i jedną ze swoich nóg, których notabene używała jako dłoni, chwyciła mnie za kołnierz. Zanim ujrzałem ciemność, zobaczyłem tylko nieogoloną kończynę zmierzającą ku mej twarzy oraz usłyszałem słowa, których nigdy nie zapomnę: Witamy w Strefie 0-700 dla panów!
- Natychmiast przestańcie!
Matko Tereso z Kalkuty, dlaczego nie mogę zaznać spokoju choćby na jedną godzinę? Teraz jakiś kapucyn drze mi się nad facjatą i myśli, że taki to z niego zasrany bohater.
- A teraz precz – rozkazał władczym tonem mój wybawiciel fajansom, którzy najwyraźniej mieli niezłą radochę ze sklepania mi tyłka. – No już, wstawaj – rzekł do mnie, pochylając swój pysk, jakby chciał zrobić mi usta usta.
To wystarczyło, bym się do końca rozbudził. Czym prędzej wstaję i przyglądam się facetowi, który przybył mi z pomocą, niby jakiś błędny rycerz. Zanim dociera do mnie rzeczywistość, gdzie jestem, co mam zrobić i co się stało z moimi dragami, gość w moherowym berecie i z wyrazistym wąsem pod nosem znów się do mnie odzywa:
- Nazywam się Price.
- Jestem… - zacząłem się przedstawiać, nie zdając sobie nawet sprawy, że po cholerę to temu szwei. Wybawia mnie jednak z opresji i przerywa mi.
- Nie interesuje mnie kim jesteś. Jesteś tu nowy, a do mnie należy dbanie o koty. Na razie to tyle. Jeśli chcesz jeszcze trochę pożyć, słuchaj się mnie, ale oczywiście nie będę ci przeszkadzał w ewentualnej próbie samobójstwa. To jak będzie?
Co ten bufon sobie myśli? Nawet nie wie, po jakich to ja rynsztokach się szlajałem, by nie przetrwać nawet w najtrudniejszych warunkach. Ta zona w porównaniu z tamtymi sytuacjami nie może się wręcz w niczym równać, a on jeszcze śmie mnie pouczać.
- Dlaczego mi pomogłeś? – pytam obojętnie błądząc myślami po pokojach burdelu, w którym byłem zaledwie trzy dni temu.
- Bo potrzebowałeś pomocy. Gdyby nie ja, Sebulba i jego chłopcy mogliby cię wykończyć – odpowiedział mi na moje pytanie z wielkim… jak to się nazywało…bumerang? Nie… Banan! Tak, to banan! Na jego twarzy ukazał się okazały banan! – A ja jestem zbyt miły, żeby się temu spokojnie przyglądać. W końcu przebyłem całą tę drogę po to, by złożyć ci propozycję.
Co on znowu pierdoli? Najpierw ten imbecyl w czerwonej sukience, a teraz ten moher chce mi przedstawić ,,propozycję nie do odrzucenia”. Czyżbym był aż tak atrakcyjny?
- Propozycję? – pytam z udawanym zdziwieniem, by dać temu człekowi choć trochę satysfakcji z uratowania mi tyłka.
- Tak. Po tym zajściu z Sebulbą i jego ludźmi powinieneś się domyślić, że przyda ci się ochrona.
Goryl? Z każdą chwilą coraz bardziej dociera do mnie, że ten facet chyba bardziej się naćpał, niż ja niegdyś w knajpie Orlana. Potrafię o siebie zadbać na tyle, by przeżyć tu pierwszy dzień. Ba, by nawet się stąd wydostać. Obiecuję Ci to, mordo ty moja, będę pierwszym, który pożegna się z tym miejscem. A wtedy przekonamy się, kto będzie potrzebował obstawy.
- Każdy, kto tu trafia, ma wybór. W zonie są trzy obozy i w końcu będziesz musiał do któregoś dołączyć.
Będę to ja musiał jak na razie skoczyć do wychodka.
- Jestem tu, by udowodnić wszystkim nowym, że najlepszym miejscem dla nich będzie Stary Obóz.
Taki mądry? To teraz czas na mnie, bym to ja go czymś powalił.
- Mam list do Arcymistrza Magów Ognia – chwalę się. - Jakiś mag dał mi go zanim mnie tu wrzucono.
- Twoje szczęście, że nie mogę się więcej pokazywać u magów. Ktoś inny mógłby ci poderżnąć gardło za taki list. A to dlatego, że magowie hojnie opłacają swoich kurierów, a większość z tutejszych ludzi nic nie posiada. Na twoim miejscu trzymałbym język za zębami aż do chwili, gdy spotkasz któregoś z magów. Chociaż wątpię, żeby ci się udało.
- Dlaczego? – pytam z lekka zaskoczony. Czyżby ten łosiek mnie pojechał? Nic z tego nie rozumiem.
- Czarodzieje mieszkają w zamku, w Starym Obozie. Tylko ludzie Gonzalesa mają tam wstęp.
- Kim jest Gonzales?
- Gonzales jest najpotężniejszym z magnatów kierujących handlem rudą. To on rządzi w Starym Obozie i ma najwięcej do powiedzenia w całej tej strefie.
Myślałem nad słowami tego mężczyzny. Teraz wiedziałem, że nie wystarczy tylko pierdnąć, by odebrać nagrodę od czarodziejów. W dodatku ten cały Gonzales… Nagle spostrzegam, jak ten cały Price oddala się od miejsca, gdzie przed chwilą mi pomógł. Wiedziałem – moje info o liście jednak tak go onieśmieliło, że postanowił zejść mi z oczu. Możliwe, iż czuł się odrzucony przez to, że to właśnie mi dano taką szansę. Może jednak ten transwestyta, który dał mi ten cały zwitek papieru, jednak skądinąd okazał się mi dosyć pomocny? Nie czas o tym myśleć. Pora znaleźć jakieś miejsce, gdzie mógłbym sobie ulżyć. Zawsze to się tak kończy, jak napiję się jakiejś ,,obcej” wody. Rozglądam się – jest to mała kotlinka z jeziorem po środku oraz drewnianym podestem przy jednej ze skalnych ścian. Mojemu sprytnemu oku nie uchodzą również skrzynie, które mogą się okazać odpowiednim miejscem do mego czynu… Zapewne tamte tłuki jeszcze po nie wrócą… Pora zostawić im jakąś niespodziankę. Czeka mnie pracowity dzień. Znowu…

Altair:
Humorystyczne? A jakże... szkoda, że tylko z nazwy.

No cóż, jak na twoje możliwości prezentujesz się Bobku bardzo słabo, fabuła - Gothic, co od razu obniża ocenę... Wydarzenia przedstawione tutaj identyczne jak w grze tylko dodajesz tam swoje komentarze i zmieniasz imiona. Nie było miejsca w powieści, w którym pojawiłby się choć ślad uśmiechu na mej twarzy. Miejscami są literówki, nie żeby jakieś straszne pomyłki, ale jednak - diabeł tkwi w szczegółach :):


--- Cytuj ---Był widać, że i oni mają po dziurki w nosie gadaniny tych dwóch transwestytów.
--- Koniec cytatu ---


--- Cytuj ---Następnie chwile są dla mnie istnym koszmarem.
--- Koniec cytatu ---

No ale tak to jest, Word też człowiek, nieomylny nie jest. Co tam dalej... aha, no tak. Dokładnie wiem, jeszcze zanim przeczytałem, co zaraz się stanie. Nie nadajesz tego... charakteru, który, mimo iż znamy Gothic'a pozostaje nas w niepewności i zadajemy sobie pytanie "co będzie teraz inaczej?". Fabuła jakby inspirowana serią filmików kolegi Quariora - "Gothic - Prawdziwa Historia". Ogólnie to dołożyłeś jeszcze jedno na stos miliarda dzieł o podobnej tematyce i wykonaniu, zatem jednym słowem - nic nowego. Troszeczkę też uabstakcyjniasz opisy, jak np. tego Sebulby. Rozumiem, że chcesz by było śmiesznie, ale znowu przywalę kozackim tekstem i rzeknę - piękno tkwi w prostocie. Troszkę czasem przedłużasz zdania, czyli robisz odwrotną rzecz od mojej wady (gdyż ja ciągle kropkuje). Np. tutaj:


--- Cytuj ---Kątem oka ujrzałem, jak jakaś poczwara przypominająca wielkością dorodnego gnoma i chodzącego o dziwo na rękach, podchodzi do mnie i jedną ze swoich nóg, których notabene używała jako dłoni, chwyciła mnie za kołnierz.
--- Koniec cytatu ---

Przeczytaj to jeszcze raz... niby ładny styl, no ale jednak popieprzone. Oprócz tego - notabene znaczy po łacińsku "zauważ dobrze", czy też "zwróć na to uwagę", więc tenże zwrot pasuje tutaj jak banan do ucha.

Nie wystawię ci konkretnej oceny, gdyż niezbyt wiem jak oceniać historię, którą przepisałeś dokładnie z gry i zmieniając tam co nieco z odrobiną (może niedostrzegalnego jedynie przeze mnie) humoru...

Elrond Ñoldor:
Altair, a żebyś się w piekle spalił ;f. Przecież to bardzo świetne opowiadanie.Jak powiedziałem "bohater gry w krzywym zwierciadle". Co z tego że było takich masa, że co trzeci user który pisał na tym forum (o gothic) pisał takie coś? W tym opowiadaniu jest to coś ;]. Jest lekka dawka humoru, zwykłe przemyślenia, można powiedzieć z,wykłego człowiek, ale jak zabawne. Nie jest to opowiadanie że np. bohater gry pierdną i bariera wybuchła ;f. Jest to opo które ma klasę xD Ale skaczę z tym z tym gderaniem.

Według mnie te opowiadanie, jest jednym z najlepszych opowiadań humorystycznych jakie przeczytałem na tym forum i z niecierpliwieniem czekam na kolejne części. Koniec.

P.S. Nie zwracam uwagi na jakieś nierażące błędy ortograficzne i interpunkcyjne...

Boba Fett:
Pozwolę sobie odpowiedzieć na Wasze komentarze. :)


--- Cytuj ---No cóż, jak na twoje możliwości prezentujesz się Bobku bardzo słabo
--- Koniec cytatu ---
a) Nie Bobku, jeśli już, to Boba.
b) Chciałbym tylko nadmienić, że to początek opowieści, dlatego być może nie zachwyca. Wstawiłem go dlatego, iż chciałem ujrzeć Waszą reakcję i wtedy ocenić, czy warto wstawić jedną dużą całość, czy też pojedyńcze części.


--- Cytuj ---Wydarzenia przedstawione tutaj identyczne jak w grze tylko dodajesz tam swoje komentarze i zmieniasz imiona.
--- Koniec cytatu ---
Bo to początek i ten zabieg (wstawienie całego intra) był wymagany na rzecz dalszej opowieści. A każde zmienione imię należy do innej postaci... :P ;)


--- Cytuj ---Dokładnie wiem, jeszcze zanim przeczytałem, co zaraz się stanie. Nie nadajesz tego... charakteru, który, mimo iż znamy Gothic'a pozostaje nas w niepewności i zadajemy sobie pytanie "co będzie teraz inaczej?".
--- Koniec cytatu ---
Jak wyżej: to początek to nie warto się spodziewać nie wiadomo jakich fajerwerków. Ta krótka część miała Was tylko wprowadzić do całej opowieści i pokazać, jaki styl będzie miał ten cały tekst. Historia dopiero się rozwija... Dodatkowo to ma być Gothic, tylko że przedstawiony w trochę innym ,,wymiarze".


--- Cytuj ---Fabuła jakby inspirowana serią filmików kolegi Quariora - "Gothic - Prawdziwa Historia".
--- Koniec cytatu ---
Dla wiadomości powiem, ze oglądałem tylko dwa filmiki tej zabawnej serii - i to jakieś grubo ponad pół roku temu. Dziwne by było, jakby nagle naszła mnie chęć, by zrobić klona ,,Prawdziwej historii". Może moja powieść jest podobna do tej produkcji, jednakże staram się to zrobić na swój sposób, nie dawać niektórych żartów na siłę (w tej serii z takimi często się spotkałem).


--- Cytuj ---FWedług mnie te opowiadanie, jest jednym z najlepszych opowiadań humorystycznych jakie przeczytałem na tym forum i z niecierpliwieniem czekam na kolejne części.
--- Koniec cytatu ---
Cieszę się. :) Jeśli więcej takich opinii usłyszę, to jednak uznam, że warto dalej tracić swój czas, byście mogli się trochę pośmiać z ,,nowej" Kolonii.

Ogółem to dziękuję za krytykę.

Altair:
Umiem czytać, Boba, celowo napisałem Bobku, tak zdrobnieniowo ;].

Mam taką tylko odpowiedź na ocenę Elratha. W porządku - podoba ci się, nie kwestionuje twojej oceny, gdyż jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Ciebie to śmieszy, a mnie to nie śmieszy. Mamy odmienne zdania, ale czy to od razu powód żeby podważać moje argumenty pytaniami "co z tego?" czy też "przecież jest inaczej". Nie lepiej szukać więcej argumentów do oceny opowiadania, niż szukać powodów (te które znalazłeś i tak raczej nie dają mi do myślenia ;p) by spróbować podważyć sprzeczną ocenę? Opowiadanie na pewno nie stanie się lepsze ani gorsze, jeśli podważysz złe oceny.  

A jeszcze odpowiem Bobie - na pewno przeczytam ciąg dalszy i ocenię, choć już chyba bardzo dobrze wiem, o czym będzie...

@Dante... Nie ma to jak wyczerpująca ocena, co?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej