Tereny Valfden > Dział Wypraw
V zadanie Darkona
Elrond Ñoldor:
Bo dotarciu do miejsca które zauważył Darkon okazało się że jest to jaskinia. Wszedł do środka i potknął się o pochodnię. Rozpalił ją i jego oczom ukazał sie wąski szyb starej kopalni. Darkon szedł na duł, bardzo powoli. Jednak w pewnym momencie drogę zastawiły mu dwa szkielety, ubrane w stara zbroję i dzierżące stare zardzewiałe miecze dwuręczne...
Darkon:
- Zginieszzzz - dobiegł Darkona złowrogi głos
- Mówisz do siebie? - uśmiechnął się Darkon
Od razu po tych słowach Strażnik ÂŚwitu najszybciej jak potrafił zgasił pochodnię i schował ją jak najszybciej pod zbroję. Następnie w ciemnościach (a właściwie nie takich bardzo, biorąc pod uwagę jarzące się na czerwono oczy umarlaków) wyjął kuszę i z impetem uderzył nią o głowę jednego z szkieletów. Czaszka ofiary nieco popękała, a sam ożywieniec upadł na ziemię. Darkon wyjął błyskawicznie miecz i uskoczył przed atakiem drugiego nieumarłego. Po tym uniku wykonał cięcie na lewo, w miejsce gdzie przed chwilą był (widocznie spodobał mu się już ten manewr). Usłyszał dzwięk łamanych kości. Mimo tych obrażeń, szkielet walczył dalej - ponownie zaatakował. Darkon ponownie odskoczył w prawo, lecz tym razem, przeciwnik lekko drasnął go w bok, na co Strażnika dobiegł tym razem złowrogi śmiech.
- Na tamtej przeklętej wyspie spadł na mnie cały hol starożytnej świątyni i jakoś dycham. Myślisz, że to mnie zniszczy? Ssij mego nieśmiertelnego wacka! - odpowiedział na to z uśmiechem Darkon
Po tych słowach Strażnik usłyszał, jak szkielet, o którym zapomniał właśnie się podniósł i idzie w jego stronę szybko zakończył walkę z drugim, wykonując potężne cięcie. Po tym ataku, nieumarły padł, a Darkon wykonał unik przed "zemstą" szkieletu, o którym jeszcze przed chwilą nie pamiętał. Strażnik zaczął się wreszcie irytować, ile trwa ta walka i wykonał potężny atak zza pleców w stronę przeciwnika. Trzask łamanych kości rozległ się po szybie, a Darkon upewniając się wykonał jeszcze cięcie w stronę, gdzie przed chwilą znajdował się przeciwnik. Wampir wyjął schowaną uprzednio pochodnię i na nowo ją rozpalił. Obejrzał jeszcze stosy kości, bardziej nieżywe niż kiedykolwiek i ruszył dalej, w głąb szybu.
Elrond Ñoldor:
Darkon po udanej walce szedł dalej w głąb kopalni. W pewnym momencie dojrzał nikły płomień świecy. Idąc za światłem doszedł do rozległego pomieszczenia. Na drugim końcu stał fałszywy nekromanta odziany w czarna szatę. Stał odwrócony tyłem więc Darkon mógł wykorzystać element zaskoczenia...
Zapowiadała się długa, mordercza walka...
____________
Fałszywy nekromanta: nekromanta jak nekromanta, potrafi przyzwać przeróżne szkielety i ciskać słabymi zaklęciami uśmiercającymi, ponadto potrafi poługiwać się mieczem jednoręcznym który ma przypasany do boku.
Darkon:
Darkon wpadł na pomysł i czym prędzej go zrealizował. Wiedział, że nie ma aż takiego treningu skradania, by podkraść się do mistrza Nekromantów, a i broni odpowiedniej do cichego poderżnięcia gardła nie miał, więc postanowił po raz kolejny pokonać przeciwnika sprytem. Wpierw zgasił swoją pochodnię, a następnie, w stronę widocznej pochodni wystrzelił bełt. Podmuch wiatru spowodowany przez lecący szybko bełt zgasił pochodnie, a nekromanta rzucił pochodnię. Nie wyglądał na spodziewającego się ataku, ponieważ jak Darkon już zauważył podmuchy się juz tu zdarzały i spokojnie wypowiadał magiczne słowa, powodujące powstanie magicznego światła. Jednakże nekromanta nagle przestał wypowiadać słowa, gdyż poczuł ostry ból w prawej dłoni. Gdy mistrz nomadów czarnej magii starał się dojrzeć, co wbiło się mu w dłoń Darkon przekradł się za niego i mimo nieszczególnych umiejętności skradania się udało mu się to zrobić niezauważenie - rozkojarzenie ofiary i ciut szczęścia, pomyślał wampir. Kiedy nekromanta dostrzegł, iż jest to bełt szybko rozglądnął się przed siebie w poszukiwaniu wroga, a następnie odwrócił się by sprawdzić z drugiej strony. Po tym odwróceniu się dostrzegł jarzące się na czerwono oczy i usłyszał następujące słowa:
- It's time to die!
Mistrz nekromantów nie zdążył nawet zacząć wypowiadać słów jakiegokolwiek zaklęcia, gdyż poczuł ostry ból - potężny miecz dwuręczny wbił mu się w okolice brzucha. Czarny mag zaczął wypowiadać wtedy słowa zaklęcia uzdrawiającego, lecz po raz kolejny raz został ugodzony mieczem - tym razem w okolice głowy. Nekromanta zwalił się na ziemię, a Darkon ostatecznie wbił mu miecz w brzuch.
Elrond Ñoldor:
- Psie... potwór i tak został już wezwany. - mamrotał zdychający nekromanta. Darkon jednym uderzeniem odciął mu następnie głowę.
_____________________
Zadanie wykonane
Nagroda
170 sztuk złota
Nawigacja
Idź do wersji pełnej