Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Człowiek z Kontynentu

<< < (2/3) > >>

Arthas:
Cóż, z nadzieją i cierpliwością czekałem, aż opublikujesz kolejną część historii Alexisa na Tawernie. Ta część jest równie ciekawa i wciągająca, jak poprzednie, jednak nie podoba mi się, aż tak bardzo. Opierałeś się tutaj na osobach z miasta Khorinis, które niemal wszyscy znają, więc zapewne było Ci nieco łatwiej. Nie zmienia to faktu, że opowiadanie nie straciło klimatu, a sama fabuła jest w dalszym ciągu niezwykle interesująca. Z początku, tekst nie zachwycał i zawierał kilka błędów i powtórzeń, jednak w dalszej części opowiadanie jest o niebo lepsze. Mimo, iż uważam tą część za minimalnie gorszą od poprzednich, w dalszym ciągu całość budzi we mnie podziw i pozytywne uczucia. Liczę, że szybko opublikujesz dalszą część.

Ocena(za tą część): +9/10
Gwiazdki: 5/5

DeadFish:
Przeczytałem wszystkie trzy części, i powiem, że jest to jedno z lepszych opowiadań jakie przeczytałem.

Jeżeli chodzi o cyferki, to:
Fabuła 10/10 - bardzo ciekawa i wciągająca
Ortografia 9/10 - błędów z na ogół nie ma, wszystkie wypisane niżej.
Interpunkcja 9/10 - to samo, wypisane niżej.
Stylistyka 9/10 - nie ma głupich powtórzeń i dziwnych słów. Trzyma się kupy.
Przyjemność z czytania 10/10 - czytało się niezwykle przyjemnie.

Cyferki powiadasz, otrzymujesz ostrzeżenie słowne, z prostego względu, nie uzasadniłeś za co te "cyferki" przyznajesz. Pilnuj się....  -Arkhan.[/size][/color]
Poprawiono  

Czytając, zapisywałem sobie wszelkie błędy jakie mogłem znaleźć. Zapewne Ci to pomoże.

- Pochodził z bardzo szanowanej i bogatej rodziny magnackiej, która miała znaczny wpływ na króla Robara I. - tutaj kilka razy powtarzający się błąd, gdyż pisze się Rhobar a nie Robar.

- nie był jednak księciem, lubiącym wygodne - po księciem nie powinno być przecinka

- olbrzymie szczury, mali krwiopijcy - raczej małych krwiopijców, czy coś w tym stylu

- gdyż trzymasz ją oburącz, wykorzystują zamach; - chyba wykorzystując

- ale Alexis ruszył ciemną, gdzie - sądzę że ciemna ulicą...

- była latarnia morka z dającym - latarnia morka? :] morska

- Zbudził się silny, nieprzyjemny wiatr - raczej wzbudził

- opór błękitnej wodzie, lecz niewytrzymały. - nie wytrzymały pisze się oddzielnie

- Poleciał w jego stronę wiele butelek - poleciało, nie poleciał

- Rzucił się bok i  - raczej rzucił się w bok

- z zamachem rąbną mieczem - nie rąbną, tylko rąbnął

- Po jakichś pół godzinach dotarli do brzegu. - chyba po pół godziny, czy coś takiego

- Mimo, małych rozmiarów - po mimo nie powinno być przecinka

Czekam z niecierpliwością na kolejne części.

PS. Zapraszam do przeczytania mojego opowiadania pt. "Dalsze Losy Bezimiennego" w tym dziale, gdyż sądzę że jest co najmniej warte przeczytania :)

Dark Prince:
Przeczytałem twoje opowiadanie bez większych emocji. Taka zwykła opowieść, od zera do bohatera. Fabuła nie zachwyca i jest trochę oklepana. Opisy walki nie porywają. Są średnie. Jedynym plusem jest zasób twoich słów. Jednak powinieneś popracować nad opisami. Twoje dzieło Nihil Nivi wnosi do gatunku.
Plus:
+ Masz bogate słownictwo
+ Mało błędów
+ No Hercules

Minusy:
- Nihil Novi
- Opisy walki

Ocena:
8/10
4 gwiazdki

PS. No Herkules. Pokazałeś, że Alexis nie jest jakimś debeściakiem, tylko zwykłym człowiekiem

viqux:
Dziękuję wszystkim za oceny, również za te krytyczne :)
Turingowi dziękuję, że pokazał mi tyle błędów. W oryginale poprawie te błędy ;)
Następna część...


Zlecenie
-A więc sądzisz, że umiesz polować na dzikie zwierzęta? – spytał Bosper.
Alexis od razu poszedł do tego myśliwego, mieszającego w domu przy głównej ulicy. Chciał jak najszybciej zacząć jakąś pracę, by móc samemu zarobić na swe utrzymanie.
-Tak.
-Ale muszę wiedzieć więcej o tobie…
-Pochodzę z kontynentu.
-Po twoich włosach można się łatwo domyślić. Ludzie z Khorinis nigdy nie noszą długich, czarnych włosów. Już prędzej krótkie. Kontynuuj.
-Przypłynąłem tu łodzią, która się rozbiła podczas sztormu – rzekł Alexis. – ÂŻyję, ale sam nie wiem jak to się stało. Gdy statek mój zatonął, straciłem przytomność. Obudziłem się na statku piratów. Chcieli mi zabrać wszystko co miałem i uczynić niewolnikiem. Ale uciekłem im.
-Greg i jego banda – mruknął pod nosem Bosper. – Niezwykły wyczyn uciec tym morskim szczurom. Znam ich dobrze, bo kiedyś zaatakowali mój statek, przewożący na kontynent wilcze futra. Na szczęście do brzegu nie było daleko, więc wziąłem łódź ratunkową i zwiałem… Te dranie nie są agresywne, nie mordują jak bandyci, ale mają szalonego bzika na punkcie złota. Wielu z nich dało by sobie uciąć prawą rękę, by otrzymać trochę błyskotek... Wariaci.
-Ale wracając do ciebie, panie z kontynentu – myśliwy przeszył Alexisa wzrokiem. – Jeśli chcesz u mnie pracować, musisz przejść próbę.
-Jaką?
-Skoro twierdzisz, że jesteś taki dobry w polowaniu, to przynieś mi 10 wilczych futer i coś extra, na przykład skórę cieniostwora.
-Dobra. Te futra nie będą problemem.
-To nie wszystko – dodał Bosper. – W Khorinis panuje pewien zwyczaj – jeśli chcesz być czeladnikiem u jednego z nas, pozostali muszą wyrazić zgodę. Pozostali to: Matteo kupiec; Harad kowal; Thorben stolarz i Constantino zielarz. Musisz im się spodobać, to zagłosują na ciebie.
-Rozumiem.
-To przynieś mi te futra, ale nie ociągaj się!



Alexis postanowił najpierw uzyskać zgodę u pozostałych mistrzów, nim pójdzie po futra dla Bospera. Skierował się najpierw w stronę kuźni, przy której pracowała dwójka ludzi. Podszedł do potężnie zbudowanego mężczyzny średniego wieku, który właśnie młotem obijał stal.
-Czy ty jesteś Harad, mistrz kowalstwa? – spytał młodzieniec.
-Tak, to ja – odparł kowal, nadal kując broń.
-Chciałbym uzyskać twoją zgodę. Chcę pracować u Bospera.
Harad podszedł do wielkiego, kamiennego koła i zaczął je rozkręcać. Kiedy ów koło nabrało prędkość, Harad zaczął na nim ostrzyć broń. Dopiero wtedy rzekł:
-Musisz mi udowodnić, że potrafisz w walce wykazać się odwagą. Upoluj mi jakieś dzikie zwierzę, albo pokonaj orka, to wtedy na ciebie zagłosuję.
-Co konkretnie mam zrobić?
-Przynieś mi broń, czy zbroję orka… Albo trofea jakiegoś dzikiego zwierza.
-Może być troll?
Harad zaczął się śmiać.
-Chłopcze, trolla nie zabijesz. Jesteś za młody.
-Zobaczymy – odparł Alexis i odszedł.
Naprawdę zamierzał zabić trolla.


Teraz już zostało mu tylko dwóch. Spytał przechodzącego strażnika miejskiego, gdzie może znaleźć kupca Mattea.
-Widzisz ten dom, po prawej? – spytał odziany w czerwoną zbroję mężczyzna, wskazując na drewniany budynek, zbudowany naprzeciw sklepu Bospera. Wywieszona przed drzwiami była tabliczka z kilkoma butelkami.
-Tam mieszka kupiec Matteo. Uważaj na niego, bo ma spore wpływy w mieście. A po co chcesz do niego iść? – dopytywał się strażnik.
-Nie twój interes – odwarknął Alexis, zdenerwowany namolnością mężczyzny. Jak można być tak wścibskim człowiekiem? Na kontynencie każdy żył własnym życiem, nikt nie pytał się nikogo „a gdzie idziesz?”, „a dokąd to?”, „czego tu szukasz?”. Tutaj strażnicy miejscy wpychali się do wielu nie swoich spraw.
-Nie zadzieraj ze mną – przestrzegł go mężczyzna. – Możesz pożałować, jeśli nie będziesz w stosunku do mnie bardziej uprzejmy.
-Ale się boję – zadrwił Alexis. – Ciekawe, co może mi zrobić taki szczur miejski jak ty?
To się stało w ciągu sekundy. Rozzłoszczony strażnik wyciągną miecz i zaatakował młodzieńca. Ten za to odskoczył szybko w bok i wyciągnął swój. Blask słońca odbił się w magicznym mieczu, który błyszczał i odbijał światło, które rzucało słońce.
Strażnik jednak był zbyt rozzłoszczony, by zważać na to, że świetny miecz jego przeciwnika świadczy niewątpliwie o wysokiej klasie młodego wojownika. Nie zważając na nic, zamachnął się, chcąc uderzyć w korpus. Alexis był jednak zbyt doświadczony i szybki, by mogło go to zaskoczyć. Zablokował cios i z obrotem ciął od dołu, a zdezorientowany strażnik odskoczył do tyłu. Teraz dopiero zrozumiał, że w tej walce nie ma szans. Młodzieniec panował nad swą bronią tak szybko i sprawnie, a jego miecz był bardzo długi.
Przerażony strażnik stał nieruchomo z bronią w ręku, niewiedzą co począć. Wtem nagle Alexis złapał swoją broń obiema dłońmi i wykorzystując zamach całego ciała uderzył… nie w strażnika… lecz w jego miecz, który natychmiast pod siłą ciosu wyrwał się z ręki mężczyźnie i uderzył o najbliższą strażniczą wieżę. Wtedy pękł z okropnym trzaskiem.
Wszyscy, którzy oglądali walkę byli oszołomieni i zdumieni. Alexis, nie zważając na ich zdumione spojrzenia, ruszył w stronę domu kupca Matteo, by uzyskać jego zgodę.
-Witam – powiedział, wchodząc do sklepu, który wskazał mu strażnik.
-Witaj młodzieńcze – rzekł mężczyzna, stojący za ladą w swoim domu. – Nazywam się Matteo, sprzedaję artykuły bardzo różne, od zbroi, po jedzenie. Chcesz coś kupić?
-Właściwie to przyszedłem po twoją zgodę – powiedział niepewnie Alexis. – Pieniędzy za bardzo nie mam. Dlatego chcę pracować dla Bospera. On mówi, ze musisz się na to zgodzić, ty i pozostali mistrzowie. Co mam zrobić, by uzyskać twoją zgodę?
Matteo zamyślił się. Zastanawiał się, czy ufać temu młodzieńcowi. W końcu rzekł:
-Mam dla ciebie robótkę. Jeśli jesteś uczciwy, zyskasz moją zgodę, jeśli nie, pożałujesz.
-W czym rzecz?
-Masz pójść do lichwiarza Lehmara i oddać mu mój dług. Dam ci pieniądze. Ale jeśli dasz nogę z moją kasą, to zapewniam cię: wyślę wszystkich strażników miejskich by cię dorwali i przywlekli do mnie. Od razu mówię, że nie będą specjalnie uprzejmi.
-Zgadzam się.
Matteo dał mu odliczone 350 złotych monet.
-Idź do niego i wróć za chwilę. Z kartką od Lehmara. Chcę mieć pewność, że spłaciłeś mój dług.


Alexis od razu poszedł do Lehmara. Ten bardzo zdziwił się na jego widok.
-Tak szybko oddajesz kasę? – spytał. – Pożyczyłeś ledwie kilka godzin temu.
-Ja…
-A, co mnie to obchodzi. Dawaj kasę i do widzenia, chyba, że masz coś jeszcze do powiedzenia…
-Stop! – krzyknął poirytowany tym wszystkim Alexis. – Zamknij się na chwilę i daj mi skończyć!
Lehmar tylko uśmiechnął się szyderczo.
-Nie przyszedłem spłacić swojego długu – rzekł Alexis. – Matteo dał mi forsę, bym ci oddał. Te 350 monet, to dług Mattea – rzucił mu wielką sakwę. – A teraz dawaj kwitek, spieszę się.
-Jak sobie chcesz – mruknął Lehmar. – Wyjął swą rachunkową księgę i przekreślił w niej coś, a potem zapisał szybko, po czym wyrwał całą stronę. Dał ją Alexisowi.
-Masz – powiedział. – Zanieś to Matteo.
-No wreszcie. Do zobaczenia.


Po uzyskaniu zgody Mattea, młodzieniec skierował się w stronę mieszkania Constantino.
-Cześć – rzekł na wstępie. – Mam dla ciebie prośbę.
-Co chcesz?
-Przyszedłem po twoją zgodę, mistrzu.
-Nie ma sprawy – odparł Constantino.
-Dzięki. – Alexis odetchnął z ulgą i uśmiechnął się.
-Nie ciesz się tak – rzekł ponuro zielarz.
Uśmiech na twarzy młodzieńca nieco przyblakł.
-Coś się stało? – spytał z niepokojem.
-Tak. Chcesz pracować dla Bospera, czyż nie?
-No…
-No to musisz uzyskać zgodę pozostałych mistrzów, wiesz o tym.
-Tak. Nie byłem tylko u Thorbena.
-No i w tym cały problem – mruknął Constantino. – Widział twoją bójkę ze strażnikiem miejskim. Ten stolarz gardzi przemocą. Możesz mieć z nim problem.
-Ale… jak to?
-Wieści w Khorinis szybko się rozchodzą.
Alexis zacisnął pięści ze złości.
-No to co mam zrobić, do jasnej cholery? – spytał ostro.
-Nie wiem... Wymyśl coś.
-No jasne, wymyśl coś!
-Ja ci nie pomogę… Ale ciesz się, że ostrzegłem cię, zanim było za późno. Gdybyś do niego teraz poszedł, zostałbyś wywalony za drzwi. Gubernator dobrałby ci się do skóry… Radzę ci od razu pójść do dowódcy straży miejskiej i...
-Dzięki – przerwał mu Alexis i wyszedł.


Od razu poszedł do koszar.
-Gdzie znajdę dowódcę straży miejskiej? – spytał dziwnego człowieka, który sprzedawał na placu tytoń. Miał ciemną karnację, był wysoki, jego spojrzenie było nieco nieprzytomne, a na twarzy rozlany był błędny uśmiech.
-Ach, zwą go Wulfgar – rzekł mężczyzna. – Jest tam, gdzie być powinien… – oznajmił śpiewnym tonem i wciągnął w płuca zielony dym.
-Czyli gdzie?
Z coraz większą niecierpliwością patrzył, jak rozmówca próbuje zatrzymać na nim wzrok.
-Ach, cierpliwości chłopcze…
-Dowiem się od ciebie gdzie jest ten Wulfgar, czy nie?
-Ach, te młode, nieokiełznane umysły – westchnął człowiek. – Za moich czasów…
-Dobra, zamknij mordę. – Alexis odwrócił się i odszedł.


Po kilku minutach błądzenia po mieście wreszcie trafił dużego budynku, gdzie kilku strażników trenowało pod czujnym okiem dobrze zbudowanego mężczyzny, w ciężkiej, złoconej zbroi, identycznej, do tych, którzy mieli strażnicy na kontynencie. Podszedł do niego, pewny, że stoi przed nim Wulfgar. Strażnik pierwszy się odezwał.
-To ty jesteś tym człowiekiem, który sprowokował bójkę ze strażnikiem, a potem zniszczył mu miecz?
Alexis stracił dobry humor. Pomyślał, że zaraz będzie musiał zapłacić grzywnę, za zakłócanie porządku publicznego.
-Tak, to ja – mruknął.
-Mam dla ciebie propozycję – rzekł Wulfgar poważnym tonem.
Alexis nadstawił uszu.
-Słucham?
-Chcę, żeby było to jasne – musi to pozostać między nami.
-Rozumiem.
-Dlatego pójdziesz teraz ze mną. – Wulfgar zabrał do jakiegoś pomieszczenia, w którym stał jeszcze jeden strażnik. – Odejdź – powiedział mu. Mężczyzna wtedy odszedł bez słowa na zewnątrz. Alexis rzekł do Wulfgara:
-Powiesz mi wreszcie o co chodzi?
-Teraz tak – odparł Wulfgar. – Nie zapłacisz grzywny za pobicie strażnika, ale musisz coś dla mnie zrobić. ÂŚwiadkowie walki twierdzili, że świetnie władasz mieczem. Nie obchodzi mnie kim jesteś, ale mam dla ciebie misję, którą musi wykonać człowiek, potrafiący dobrze walczyć. Będzie to dla ciebie szansa na wykazanie się. Rozumiesz?
-Do rzeczy.
-W Khorinis mieszka pewien człowiek – zwą go Diego. To mój zaufany człowiek. Musisz go odnaleźć.
-Tak po prostu?
-Tak, lecz to nie takie proste. Został on porwany przez bardzo niebezpiecznych ludzi. Oni chcą utworzyć w mieście tajną organizację, zajmującą się handlem zielem, ściąganiem długów, zabijaniem na zlecenie. Nie wiem, gdzie oni są, ale wiem, kto może coś o tym wiedzieć. Nie pójdę do niego, bo wszyscy wiedzą, że jestem strażnikiem. Ale ty jesteś tu nowy. Możesz udawać, że chcesz do nich dołączyć. Tylko wtedy możesz dotrzeć do szefa tej bandy. Będziesz musiał go zabić.
-Dlaczego porwali Diega?
-Jest to człowiek, który zna tu wszystkich, ma wszędzie kontakty. Będzie mógł im powiedzieć, kto lubi zabijać, kto jest dobrym złodziejem, do kogo mają się skierować po zlecenia. Uratuj go i sprowadź do mnie.
-Jak go rozpoznam?
-To wysoki, chudy człowiek ze śniadą cerą. Ma włosy związane w kucyk. Jest bardzo charakterystyczny, powinieneś go poznać jak zobaczysz jego portret – mówiąc to wyciągną z kieszeni kartkę papieru, na której był namalowany jakiś człowiek. Diego.
-Dobra – rzekł Alexis. – Podejmę się tego zadania. Do kogo mam się zwrócić?
-W knajpie jest koleś, imieniem Nagur. Wszyscy wiedzą, że nieciekawy to typek. Porozmawiaj z nim. Myślę, że miejscowy barman też coś wie.
-Dobra, wezmę się jutro do roboty.
-Bylebyś długo nie zwlekał.
-Ma się rozumieć. Ale najpierw mi powiedz, gdzie mogę spać.
-Tu, w koszarach. Ale już chcesz się położyć? Słońce jeszcze nie zaszło.
-Jutro czekam mnie ciężki dzień...

pozdrawiam :)

DeadFish:
Ta część opowiadania jest również całkiem niezła.

Fabuła 9/10 - posługiwałeś się ludźmi z Khorinis, przez co stało się troszkę mniej ciekawe
Ortografia 9/10 - nieźle, kilka błędów jednak było (niżej)
Interpunkcja 10/10 - nie dopatrzyłem się żadnego błędu
Stylistyka 9/10 - przez te parę błędów ort. musiałem tutaj odjąć punkt.
Przyjemność z czytania - 10/10 - ponownie dycha. świetnie.

Ogółem to opowiadanie jest bardzo ciekawe, z niecierpliwością czekam na kolejne części, które, mam nadzieję, się ukażą.
PS. Może i słodzę, ale wiedzcie, że ja zwykle oceniam surowo, jednak tutaj praktycznie nie ma po czym jeździć. ;)

Błędy:

myśliwego, mieszającego w domu przy - co Bosper tam mieszał? Zupę?

-Czy ty jesteś Harad - jest dobrze, ale zdecydowanie lepiej by było "Czy to Ty jesteś Harad?"

-Co chcesz? - powinno być "czego chcesz?"

mówiąc to wyciągną - wyciągnął



PS. Czy mi się zdaje, czy nie czytasz swoich opowiadań po napisaniu? Jeżeli nie, powinieneś to robić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej