Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zadanie Ochrona towarów

<< < (3/4) > >>

Bela:
- Zachowałem się nie w porządku wobec Izraela? Mógł nie igrać ze mną.. Od przmeiany jestem chyba jakiś wybuchowy, łatwo mnie zeźlić.. Ale się nie obawiaj, po mordzie nie dostaniesz :P
A co do IsentoRa, wątpię żeby się zgodził na aż takie eksperymenty międzygatunkowe.

Izrael:
ÂŁowca wyjął miecz i podbiegł do jednego wilka, który oddalił się kawałek od stada. Wilk, skupiony na ścigającym go cieniostworze nie zauważył Izraela zbliżającego się w jego kierunku. Myśliwy dźgnął lekko bestię przewracając ją na bok. Szybko podszedł bliżej i zabił potwora wbijając mu miecz w gardło. Od razu schował miecz i wypatrywał jakiegoś cięższego przedmiotu. Po chwili zauważył leżący niedaleko kamień. Nie był bardzo duży lecz też nie był mały. ÂŁowca skupił się i wyobrażał sobie jak kamień się podnosi. Powoli, ale jednak. Po chwili obrócił ręce w kierunku pędzącego cieniostwora i patrzył co się stanie. Cieniostwór padł na ziemię lecz nie umarł. Widząc to Izrael wyjął miecz i podbiegł dobijając go kilkoma pchnięciami w tłowie.

[Wilki: 3, cieniostwory: 1.]

Bela:
Bandyta powoli pękał..
- No dobra, powiem wam parę rzeczy, ale ten czarnuch ze skrzydłami się do mnie nie zbliża! - wrzasnął widząc jak Bela do niego podchodzi. Bela podniósł leżącego na ziemi bandytę i powiedział;
- Słuchaj no, nie ty tu dyktujesz warunki, jak widzisz jesteś na przegranej pozycji i tylko od mojego humoru zależy twoje życie, więc zrób mi tę łaskę i powiedz co wiesz zanim stracę panowanie nad sobą.
- Ssij cioto, nie powiem nic póki mnie nie puścisz! - warknął bandyta, na co Bela przyłożył mu z głowy w nos, ciepła krew spłynęła mu z nosa..
- Ku*wa! Złamałeś mi nos!
- Dalej się będziemy bawić czy może zaczniesz mówić - powiedział Bela wyjmując miecz
- Dobra już dobra! Wygrałeś! Co chcecie wiedzieć?
- Kim jesteś ty i twoi kumple, skąd wiecie o towarze nad rzeką, kto jest waszym szefem, ilu was jest, gdzie macie siedzibę. Na początek tyle wystarczy, a teraz mów pókim dobry..

Samug:
Przerażony bandyta wodził wzrokiem od Beli do Samuga.
- Ja... Znaczy...
- Gadaj! – Samug uderzył związanego pięścią w twarz.
- Spokojnie! Przysłała nas tutaj nasza organizacja. Naszym zadaniem było przejęcie broni i żywności.
- Jak nazywa się ta organizacja i kto jej przewodzi?
- Czarne Kaptury. Przewodzi nam Rada Pięciu. Nikt nie zna ich imion.
- Gdzie jest wasza siedziba?
- Nie ma określonej siedziby. Rada ma swoich ludzi, którzy zbierają grupy do zadań.
- Ilu was jest? – Wtrącił Bela.
- Wielu. Nie znam dokładnej liczby. Jestem tylko podrzędnym najemnikiem.
- Więc nie przydasz się nam.
- Nie! Czekajcie! Znam kogoś, kto wie więcej!
- Kto i gdzie?
- Jeden z wysoko postawionych ludzi w organizacji. Karczmarz z pobliskiej tawerny wie gdzie go szukać.
- Dobrze. – Samug wstał. – Bela zabij go.
- Nie! Błagam! Litości!
Dracon podszedł do bandyty i pchnięciem w skroń pozbawił go życia. Po kilku godzinach na rzece pojawił się kupiecki prom.
- Widzę, że towary są w całości. Pomyślę o was przy następnym przewozie.
- To miłe jednak chciałbym nasze złoto. – Powiedział Samug.
- Macie, więc swoje złoto łowcy.

Bela:
W drodze powrotnej łowcy mieli dość strapione miny, mimo otrzymanego złota, Izrael był wyraźnie nie w humorze, Samug miał obrażoną minę, a i Bela nie tryskał optymizmem.
- Biorę się za tego karczmarza, podoba mi się ta fucha - powiedział Bela, Samug tylko popatrzył się krzywo..
- Rób jak chcesz..
- Samug.. Chciałem cię przeprosić. Wtedy przy tym bandycie, nie w porządku to było.
- Przeprosić? Ty?
- Tak cholera, ja! przepraszam za tamto, to miało na celu zrobić wrażenie na bandycie, mrugałem do ciebie ale musiałeś nie zauważyć. Wybacz bracie, jeślim cię uraził.
- Nie no nic sie nie stało.. Tak myślałem ale nie byłem pewny.. - odmruknął Samug
- To cieszę się, Izrael, ciebie też przepraszam, poniosło mnie. To co? kiedy uderzamy na karczmarza? ja go chcę wziąć na przesłuchanie i brutalnie zmusić do mówienia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej