Długoucha wyłapywała tylko niektóre słowa z wymiany zdań pomiędzy orkiem, a wampirem. Do momentu, gdy nie miała pewności, nie chciała zabierać głosu. Do tej pory nikt nie zauważył, by tych zniszczeń dokonały dwie istoty, więc podobnie jak hrabia zaczęła przyglądać się śladom na ziemi i powyżej. Zadzierała głowę dość wysoko, bo, chociaż sama nigdy behemota nie spotkała, to słyszała, że to wyjątkowo wielkie bestie. Nie pamiętała dokładnych zapisów, ale podejrzewała, że i gałęzie wysoko w koronach niektórych drzew mogły być połamane. Podbiegła kilka metrów w jedną, kilka metrów w drugą stronę, gdzie rzekomo prowadził trop, szukając jakiegoś punktu zaczepienia.
Była elfem, więc nie sprawiało jej problemu unikanie zacierania śladów. Sprawiała przy tym wrażenie dość podekscytowanej. O ile podczas pobytu w Progach była dość wycofana, tak teraz wydawało się, że chciałaby być w dziesięciu miejscach na raz. Czuła się zdecydowanie pewniej, choć wiedziała, że przecież nie spotkają behemota stojącego pomiędzy dwoma drzewami. A szkoda. Przynajmniej zobaczyłby skaczącą z miejsca na miejsce długouchą, która w całej swojej nadpobudliwości, była cichsza i spokojniejsza niż ktokolwiek.