Ależ ciotka Aragorna schudła w ciągu ostatnich kilku wieków... Sprawa naprawdę zastanawiająca, taka lekko zawieszona w czasie, przeciągnięta. Nawet ta myśl, która przeszła przez uzwojenie Poety wydała się taka niedokończona. Krypta była spora, miała kilka pomieszczeń, korytarzy i w ogóle była fajna i w sam raz do zwiedzania. Po drodze pewnie mieli napotkać sporo tych szkieletów, całą chmarę, rzeszę wręcz! Ogrom, mrowie, hordy, tłum, zastępy, legiony! Znaczy się dwudziestu, jak spodziewał się rycerz.
Pierwsze dwa już padły uderzone przez płomienie Thora. Szybko, sprawnie, bez kłopotów. Podszedł, wyciągnął runę, powiedział słowo i uciekł w pizdu. A może by nauczyć się tego stylu walki? Kilka elementów poznawał, zwłaszcza ten ostatnio o uciekaniu. Odwrót francuski, tak to się nazywało? Chyba jakoś tak. Nawet takie żarty były: sprzedam miecz, nieużywany, raz rzucony o ziemię.
Kompania, a raczej kilka person z kompanii, poruszała się do przodu, brnąc przez kryptę. Marszałek wszedł do jednego z pomieszczeń na uboczu, by sprawdzić wnętrze. Wnętrze było ładne, białe, z jakimś sarkofagiem wepchniętym w ścianę. Tak, wepchniętym, to dobre określenie. Gdy Poeta podszedł do tej strony komnatki, z drugiej zmaterializował się kościotrup dracona. Rycerz naciął się na tym, że nie zobaczył go od razu, po prostu zlał się z otoczeniem. Kości białe, ściany białe, a światła aż tak dużo nie było, żeby dostrzec każdy jeden szczegół. Zakonnik obrócił się dopiero, gdy bestia zaczęła kumulować energię magiczną do zionięcia. Zrobiło się minimalnie cieplej i jakby jaśniej, więc człowiek obrócił się i w tym samym momencie runął jak długi, wybijając się nogami w bok. Rąbnął o ścianę, ale za to się nie poparzył. Ogień nie wydawał się tak śmiercionośny jak u normalnego smoka, czy nawet dracona, ale zawsze to niebezpieczne gorąco. Szkielet poruszył się i postąpił kilka kroków na przód. Nie było lepszego katalizatora do podniesienia się jak widok lezącej bestii, która chce Cię bezmyślnie zabić. Funeris postąpił kilka kroków w lewo, by zdobyć nieco przestrzeni. Dracon cały czas szedł do przodu. Rozpostarł swoje kościane skrzydła, na końcu których pojawił się ostry jak brzytwa gnat, którym pewnie zabił nie jednego nieostrożnego przeciwnika. Szybki atak tą kością został przyjęty na tarczę z mosiądzu, która zadudniła potwornie, niosąc okropne echo wśród krypt i kryptuniek. Jeszcze ktoś się mógł przestraszyć. Poeta wywinął się z ataku szponami, postępując krok do przodu, blokując prawą łapę stwora między tarczą a nim samym. Znalazł się na krótki moment z boku, więc bez patrzenia ciął Neltharionem po kościach miednicy. Poznaczył je mocno, lecz nie rozsypał konstrukcji dracońskiej. Stwór szybko obrócił się i znowu zaatakował. Tym razem chciał się wgryźć w głowę rycerza, ale skrobnął tylko o jego hełm, który wytrzymał to bez najmniejszego problemu. Rycerz postanowił przejąć inicjatywę i naparł do przodu. Zbijał ataki dracona mieczem i tarczą, by wreszcie przyszpilić go do ściany. Połamał kość lewego przedramienia ciosem miecza, lecz zaraz musiał się zastawić tarczą przed kolejnym atakiem zdradzieckim kolcem na końcu skrzydła. Nie czekając ani chwili dłużej ciął kilka razy w szczękę bestii, odłamując spore kawałki kości. Wykonał jeden zgrabny unik, krok w prawo, potem w lewo, znowu ciął przez łeb. Szkielet nie poprzestawał w atakach, lecz Neltharion znalazł swoją drogę ku celowi i mocnym ciosem rozłupał mu czaszkę w drobne kawałki. Dracon jakby się zamyślił, wierzgnął i rozpadł na stertę kości. Funeris kopnął tę kupkę białych gnatów i wrzasnął do tyłu:
- Trzeba to to spalić, jak już się rozpadło?16x
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Szkielet_dracona