- A może gdybym nie miał gadzich korzeni a płazie to miałbym przyjemniejszą skórę w dotyku. - Powiedział analogicznie bzdurne stwierdzenie jak alternatywny głos. - Niema drogi bez wyjścia, w ostateczności jest droga powrotna, a skoro jesteś mną, to dobrze wiesz, że wyjdę stąd żywym idąc dalej. Ewentualnie martwe ciało wywlecze ktoś inny drogą powrotną. Mamy parę dni nim umrzemy z pragnienia drogi głosie. W tym czasie, aby się mnie pozbyć znajdziesz dla mnie wyjście. Nawet moje alternatywne ja nie wytrzyma z oryginalną wersją. Ale zrobię co w mej mocy by ją przejść, wykonać i zdać.
- Wystarczyła odrobina by mieć urojenia i sprzeczne z własną logiką myśli, wypijając całość bym mógł tego nie znieść. - Zażartował sobie. - Jest postęp gdy tylko spróbowałem odrobiny, porozmawiamy, a gdy się zmęczysz, bądź działanie tej cieczy ustanie, zobaczymy co dalej.
Powiedział i zamknął swe piękne oczka, powoli wyłączał swe zmysły, by uspokoić się i zastanowić nad tym co tu się dzieje i jak to obrócić na własną korzyść. Gdy skończył kontemplację, oparty o piedestał odsunął się od niego i zrobił parę kroków na przód w kierunku ściany jaskini. Wyszedł z okręgu, który namalował i rozejrzał się dookoła siebie. Stale dzierżąc żelazną szabelkę w łapkach.