Podróż mijała, bardzo ale to bardzo powoli. Czas mijał strasznie mozolnie. A było to oczywiście spowodowane brakiem jakiegoś ciekawego zajęcia w trakcie jazdy. No ale w końcu dotarliśmy do jednego z wielu celów naszej wyprawy. W sumie nie zdziwiło mnie że jednym z tych celów była karczma, w końcu kto by się dziwił, skoro wyprawę tę prowadził krasnal? Ale cóż, kiedy tylko zajechaliśmy pod sam zajazd, z miłą chęcią zsiadłem z konia, rozprostowując nogi zaprowadziłem go do pobliskiej stajni. Wolałem sam się nim zająć, aby trochę "odżyć" bo tej jakże wyczerpującej podróży. Kiedy wprowadziłem go do środka, wolnymi ruchami go rozkulbaczyłem. Siodło i toboły powiesiłem na ścinakach boksu po czym ruszyłem do karczmy. Już niemal czułem smak ciepłego posiłku i pienistego piwa. Oblizując wargi wszedłem do środka, większość towarzyszy już tam siedziała. A wśród nich był, nie kto inny jak mój drogi tatko. Podszedłem do stolika przy którym siedzieli i klęknąwszy mocna ojca w plecy spytałem:
-A ty gdzie znowu mordę moczysz, że tyle czasu cię nie widziałem?