Wampir obudził się z lekkiego letargu spowodowanego chwila rozluźnienia i szybko zauważył, że grupa towarzyszy jest atakowana przez latające monstra. troje z towarzyszy już walczyło, reszta nieporadnie patrzyła się na ich popisy. Sirius postanowił nie być jednym z nich. Szybko zdjął łuk z pleców, odgarnął pelerynę i zgarbił się lekko, by kołczan podniósł się na barkach. Ruszył ramieniem: dobrze, nie ogranicza ruchów. Odzianymi w rękawicę dłońmi wyjął dwie mithrilowe strzały; ich błysk lekko znaczył piękne, kształtne groty wykute w najlepszym z metalów, mahoniowe drzewce i lotki z piór najlepszych władców przestworzy. Lekko umieszczając dwie strzały w cięciwie wycelował swój łuk w niebo i czekał, obserwował partyzanckie wyczyny Geardezów. Nie musiał długo szukać swego przyszłego celu. Jeden z Geardezów, o krwistoczerwonych naciekach na skrzydłach właśnie przelatywał nad grupą, kołując coraz niżej. Wampir dostosował się do strategii przeciwnika. Ruszył biegiem, zrzucając z pasa miecz, który nosił praktycznie tylko przez sentyment, oraz oswobodził barki z peleryny. Przebiegając przez środek polany, Sirius czuł na plecach wiry powietrzne wywołane przez potwory. Słyszał ich okrzyki, pełne wściekłości, bólu i głodu. Noc jest ich porą polowań: na szczęścia wstawało już słońce, mimo, iż tak nieprzyjemne dla wampira, wciąż dające więcej zysków niż wad. Ostatnie dziesięć metrów do krzaków pokonał długim ślizgiem, przygniatając mokre od rosy trawy do pachnącej życiem ziemi. Obrócił się na pięcie i obserwował. Nie musiał długo czekać. Geriaz, który kołował nad grupą właśnie odsłonił podgardle w przelocie. Terif nie mógł tego nie wykorzystać. Cięciwa zabrzmiała cicho, strzały poruszały się bezszelestnie. Gdyby nie okrzyk potwora, wampir nie widziałby w mgle, czy jego strzały trafiły. Ale trafiły. Wbiły się na cały grot, tworząc pod dziobem potwora dwa strumienie krwi. Wściekły praptak wrzasnął po czym szukał człowieczka, który ośmielił się go tknąć. Zobaczył wampira, który niewzruszony zakładał kolejne dwie strzały na cięciwę, by w odpowiednim momencie strzelić. Potwór ruszył rozjuszony, nie zważając na towarzyszy, którzy zajęli się resztą grupy. Te mięso było jego. Ale dokładnie tak samo myślał Sirius, który paskudnie uśmiechał się pod nosem i lekkim nuceniem umilał sobie czas przy celowaniu w łeb bestii. Nagle Geardez ruszył, biegnąc nieporadnie na dwóch łapach. Był do tego zmuszony, w gąszczu nie mógł latać. Gdy był o dziesięć kroków od strzelca, zamachnął się ogonem. Paskudna maczuga ciężkim łukiem poleciała w stronę wampira i drzewa, o które się opierał. Wampir wiedział, a raczej podejrzewał co się stanie. Ogon bestii wbił się w drewno. Może spowodowały to kolce na ogonie, a może łud szczęście, że bestia owego ogona nie mogła z drzewa wyjąć. Wampir wykorzystał ten moment. Unikając skrzydła, którym potwór machał w wściekłości, podbiegł do ogona i wskoczył na niego. Z trudem utrzymując na śliskich łuskach równowagę podbiegł do barków, tuz nad skrzydłami. Tam był w miarę bezpieczny, bestia nie mogła go trafić, a ciągle przytwierdzony do drzewa ogon nie ułatwiał strzały. Wampir odetchnął lekko, po czym strzały, które wciąż miał na cięciwie, zostały użyte. Owszem, łuski potwora były twarde i nieprzystępne. Ale nie na grzbiecie, tuż przy szyi, gdzie łuski musiały być miękkie by umożliwić swobodne ruszanie głową. Wampir strzelił właśnie w to miejsce. Potwór spiął się, czując potworny ból. Zaczął słabnąć. Wampir nie kusił losu, szybko zbiegł z potwora odbijając się od jego pysku po czym odbiegło kawałek. Potwór wyprężył się wściekle. Niestety, prastare drzewo było silniejsze. Nie puściło maczugi. Wyciągając kolejną parę strzał wampir myślał tylko o tym, że te zakończą żywot bestii. Naciągnął cięciwę i przez krótki czas celował w ślepia. Strzelił. Bestia wyła w agonii, której wampir litościwie nie skończył. Przez kilkadziesiąt sekund potwór miotał się bezwładnie, aż wreszcie legł na ziemi. Towarzyszył temu głuchy odgłos. Był to ogon potwora wyskakujący z drewna... Wampir lekko znużony poprawił butelki krwi, które tkwiły w pasie, po czym po krótkim zastanowieniu wypił pół litra. Należało mu się. Pozostałe pół litra, choć korciło, zostawił w butelce, po czym ponownie schował butelkę do małych przegródek w pasie.
Strzał dwoma pociskami, Strzał dwoma pociskami, Strzał dwoma pociskami, Celny Strzał