- Kiedyś w dawnych czasach byłem spokojnym alchemikiem nie szukającym niczego prócz normalnego życia. I wtedy... wtedy porwano moją żonę a ja znalazłem nazajutrz list, w którym napisano że jeśli chcę ją zobaczyć jeszcze żywą muszę uwarzyć, 10 mikstur siły oraz zręczności. Zrobiłem to co chcieli i zaniosłem im je do pewnego dziwnego miejsca, daleko w górach na północy. Był to jakby krąg rytualny, a przy nim... - tutaj staruszek zatrzymał się na chwilę biorąc oddech - stało tuzin postaci, o strasznych maskach. Mnie pobili i wyrzucili po za krąg, bo mysleli że nie żyję, i wtedy wtedy oni zaczęli wymawiać, swoje inkantację... trwało to długo... sam nie pamiętam ile tam leżałem, ale gdy dotarłem tam wieczorem oni kończyli nad ranem. Po całej nocy nad ranem przyszedł jeden z nich, z długą brodą i z największą maską przedstawiającą kozła. Wziął dwie kobiety i kilku farmerów po czym zabił a ich krew wylał na ten ołtarz i wtedy przełamał swój kostur i krzyknął jakiś czar... sam nie pamiętam jaki, w każdym razie otworzył się coś w rodzaju portalu i wtedy wyszła stamtąd ten demon. Gdy wyszedł poczułem się niezwykle osłabiony i wtedy przyszły mi dziwne myśli do głowy. Chciałem zabijać, wydawało mi się że to robię... w każdym razie ten demon wyszedł i zabił ich wszystkich. Tak, zabił wszystkich z byli potężnymi magami. Widziałem jak ich rozszarpywał, jak ich rozszarpywał a potem dziwnym promieniem wchłaniał ich ciała. A raczej duszę... gdy wchłonął duszę jednego z nich ten po prostu padał na ziemię martwy. Ich główny kapłan, jednak wyrzekł kilka słów i demon zniknął. Po prostu. Rozpłynął się, a on sam odszedł zostawiając wszystkich kapłanów martwych. Ja doszedłem do siebie po dłuższym czasie i jakimś cudem wróciłem do miasta. Przez wiele lat starałem się o tym zapomnieć, gdy miesiąc temu przyszedł do mnie on... ten nekromanta. Pamiętam jak wypowiadał jakieś słowa, po czym odzyskałem świadomość tutaj będąc pilnowanym przez mumię.