Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa pod Wulkan
Isentor:
Jedna z bestii zaczęła kierować się w moją stronę. Przywołałem więc aurę lisza a wokół mnie uformowała się ciemno zielona poświata. Człekopodobne stworzenie chciało mnie zaatakować swoimi przednimi odnóżami jednak oparzyło się o aurę. Odskoczyło na chwilę w bok by wznieść się w powietrze. Przybrałem pozycję bojową wyciągając kostur w powietrze. Istota przygotowała się do ataku i zaczęła pikować w dół. W ostatniej chwili teleportowałem się kilka metrów od miejsca, w którym stałem czyniąc unik. Następnie wystrzeliłem zaklęciem tchnienie śmierci z kryształu mego kostura, raniąc bestie w plecy. Straciła równowagę i spadła nieopodal. Podbiegłem i dobiłem ją kosturem wbijając go w jej głowę.
Dragosani:
Drago podbiegł do kolejnej bestii. Zrobił unik przed jej odnóżami i lekko musnął jej ciało dłonią. Wampir użył równocześnie Kociołu Krwi. Bestia ryknęła głośno i zachwiała się. Dragi zadał grad ciosów mieczami, odcinając kilka odnóży. Potem rzucił w potwora Pociskiem Nienawiści. Stwór ryknął z bólu i padł na ziemie. Drago przygwoździł potwora do ziemi, swoimi mieczami. Potem uzył zaklęcia Kradzież Vitea i wyssał życie z bestii. Stwór umarł, a Wampir odzyskał siły. Drago wyciągnał miecze z ciała potwora i ruszył w dalszy bój...
Bela:
Bela był już zmęczony walką, ale nie mógł odsapnąć ani na chwilkę. Za każdym pokonanym potworem przybywał następny na jego miejsce i tak to się toczyło k kółko.. Bela ze zmęczenia przystanął na chwile po pokonaniu kolejnej bestii, oparł się o miecz i spuścił głowę. Nie stał tak nawet 10 sekund, gdy kolejny człekopająk tak go chlasnął nogą, że wampir odleciał dwa metry, przewrócił się i wykonał trzy fikołki do tyłu. Wstał już ze łzami w oczach, miał już dość walki, chciał odpocząć posiedzieć z żoną, a tu co chwile nowe potwory. W Beli przelała się czara złości, zmęczenia, goryczy, tęsknoty - wpadł w taką furię w jakiej jeszcze nikt go nigdy nie widział, przypominało to wampirzy zew krwi, choć z pewnością nim nie było - był to po prostu amok, w którym jedyne co Bela odczuwał to chęć mordu, krwi, cierpienia bestii stojącej przed nim. Zerwał się na równe nogi i tak natarczywie napierał na bestię, że ta zaczęła się cofać przed rozwścieczonym wampirem, w końcu uciął bestii dwie przednie kończyny i dalej zawzięcie rzęzał bestie, która już przestała jakichkolwiek prób ataku skupiając się na obronie własnego życia:
- Ty cholero jedna gówniania poczwaro ty, chcesz mnie zabić co? Chcesz żebym więcej nie zobaczył żony ani żebym się syna nie doczekał? Co? Ja ci pokaże smak prawdziwej przygody! Masz jędzo! - tak wrzeszcząc Bela dalej siekał potwora, który w końcu od ran wyzionął ducha. Bela nie zważając na to że ma przed sobą jedynie truchło nadal siekał z wściekłością i łzami potwora. Kilka osób patrzyło na niego z niedowierzaniem..
Isentor:
Trzeba to raz na zawsze zakończyć rzekł IsentoR...
Skierowałem w stronę wyjścia z wulkanu z którego wydostawały się człekopodobne pająki swój kostur. Skupiłem przyrost energii magicznej na krysztale, gdy była już na tyle potężna aż nie mogłem jej utrzymać. Wystrzeliłem niebiesko-biały pocisk w stronę tunelu. Uderzenie magicznej kuli wywołało zawalenie się przejścia zabijając również przybywające z wnętrza wulkanu stwory.
Poza wulkanem pozostało tylko 7 bestii...
Kozłow:
- Brakuje temu tylko mieczów w tych łapach... - powiedział kowal i odpiła topór, ruszając do boju. Podbiegł do stwora. Chciał go trzasnąć w klatkę piersiowa, ale monstrum osłoniło się zgrubiałymi rękami. Odepchnęło łowcę. Ten zamierzył się i podbiegł zadać powtórny cios. Tym razem trafił w jedne z odnoży potwora. Ogromny owad, nawet nie jęknął, ale zielone coś lało się z uciętej konczyny. Potwór wsprał się na tylnych odnóżach. Wściekle zaatakował kowala przednimi. Wojownik upadł. Kiedy potwór podbiegl szybko do lezącego Kozłowa, ten wbił topór w jego pierś. Owad wydał z siebie pisk, ale za chwilę ujął łapami broń i odrzucił ją, wyjmując ze swego ciała. Właśnie wtedy kowal wstał i zacząl biec w stronę skały. Owad podążył za nim. Kiedy wykonal skok na Kozłowa, tuż przed skałą, kowal padł plackiem na ziemię, pozwalając, by potwór uderzył w ścianę. Wylądował w takiej pozycji, że oparty przodem o kamień, nie mógł się podnieśc, gdyż cięzki odwłok przygniótł mu tylne odnóża. ÂŁowca odnalazł swój oręż i podbiegł do miotającego się potwora. Zamachnął sie u uciął mu łeb tuż przy skale. Potwór nie żył.
(zabieram rogi)
stan plecaka:
- 5 rogów biedronek
- fiolka trucizny pająka
- rogi tego czegoś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej