Momo stojąc jak wryty, podziwiał spryt i siłę gargulców. Patrząc jak bestie bez problemu powalają najbieglejszych wojowników Marrantu, nawet nie ważył się zbliżyć do tych stworzeń. Ich skóra była jak kamień, nawt najostrzejszym mieczem, czy największym toporem nie szło jej przebić, co dopiero jego mizernym mieczykiem. W pewnym momencie doznał olśnienia.
- Jedynym naprawdę organicznym punktem gargulca jest oko, tak, ślepy gargulec to martwy gargulec. - Pomyślał, po czym od razu dobył swojego łuku. Wymierzył w stronę potwora. Mimo, że łucznikiem był doskonałym, w tej chwili ręce drżały mu jak galareta. Z przerażenia. Wiedział, że kiedy wypuści strzałę nie będzie już odwrotu. Nagle gargulec powalił na ziemię MeGorT'a. Już zamierzał wgnieść go w ziemię, kiedy o jego głowę otarła się strzała elfa. - cholera, pudło - monstrum szybkim ruchem odwróciło się w jego stronę i zatopiło w nim swoje krwistoczerwone ślepia. Serce elfa biło jak dzwon, czuł się jakby patrzał w oczy samemu beliarowi, jednak zdołał opanować emocje, wyszarpnął z kołczanu drugą strzałę i z ogromną precyzją wystrzelił prosto w źrenicę bestii. Po wyspie rozległ się straszliwy ryk, a oko wypłynęło niczym lawa z wulkanu zżerając kamienną skórę. Bestia zawyła niczym setka wściekłych ścierwojadów, z piskiem tak głośnym, że uszy elfa ledwo mogły to wytrzymać. Zanim się spostrzegł, wyrosła przed nim szara sylwetka potwora. Szybko dobył miecza i zasłonił się przed ciosem, ale potężna łapa potwora zmiotła go z kamienia na którym stał, po czym zarył o ziemię jakieś 5 metrów dalej. Leżał bezwładnie, zdany na łaskę potwora, lub na pomoc ze strony drużyny...