Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zwiad na Moczarach
Darkon:
W tym samym czasie
- Takie czasy - odpowiedział mu Arthas
- Już ja wam pomogę, o to się nie martw - uśmiechnął się Darkon - A, słuchaj, wątpie, by tu było miło, więc ew. przygotuj się na walkę
Razem z Arthasem przeszliśmy przez próg gospody. Ludzie wyglądali dość groznie, mrocznie, a nawet tajemniczo. Jedni bawili się sztletami, wgapiając ślepia w przybyszów, a drudzy pili piwo i również podejrzliwie spoglądali na dwóch towarzyszy. Darkon podszedł do karczmarza.
- Słuchaj, potrzebuje trochę informacji. - powiedział Darkon i potrząsnął sakiewką, w której w reczywistości było kilka rupieci, które znalazł po drodze
- Tak, tak, chodzmy na zaplecze - powiedział do towarzyszy gospodarz, lekko cichnąc na końcu wypowiedzi.
Towarzysze przeszli do zakurzonego pomieszczenia za barem. Karczmarz zapytał:
- Czego chcecie?
- Czemu zaatakowaliście pobliskie krainy - zapytał Darkon
- 100 szt. złota - odpowiedział gospodarz
- He,he - zaśmiał się Darkon
Nie minęła sekunda, a karczmarz był przybity do ściany, a jego usta były zasłonięte łokciem Darkona. ÂŁucznik wyciągnął stary, krótki miecz i przybliżył go do twarzy gospodarza.
- Czemu zaatakowaliście pobliskie krainy? - uśmiechnął się Darkon
Karczmarz: Niby skąd mam to wiedzieć jestem tylko zwykłym karczmarzem...
- Nie uwierzę ci, że żaden obywatel nie wie, co planuje wasz lud. Więc gadaj - powiedział zbliżając ostrze do twarzy karczmarza. - Próboje po dobroci, jeśli dalej będziesz ględził, że nic nie wiesz, to ostrzegam - łatwo się denerwuje
Karczmarz: Ogłuchłeś, ile razy mam ci powtarzać, że nic nie wiem. Jeżeli coś mi zrobić nie wyjdziesz z tej karczmy żywy...
Arthas:
Chwilę później Arthas wziął na stronę Darkona i odrzekł:
- Siłą nic od niego nie wydusimy, trzeba spróbować innego sposobu. Znam sztukę negocjacji, więc może coś wskóram w tej sprawie, choć karczmarz naprawdę jest cwany i sprytny... - po tych słowach Paladyn podszedł do karczmarza.
- Słuchaj, przybyliśmy tutaj w pokojowych zamiarach i nikogo nie mamy zamiaru skrzywdzić, mojego przyjaciela trochę poniosło, wybacz nam. Jak zdążyłeś się domyślić, jestem sługą Innosa i nie pozwolę, by komukolwiek stała się tutaj krzywda. Chcieliśmy tylko dowiedzieć się paru rzeczy. Gdy tylko otrzymamy informacje, znikniemy stąd i nie będziemy cię już więcej gnębić. Jesteś skory do współpracy?
Isentor:
Karczmarz: Nie obchodzi mnie kim jesteś i komu służysz, wtargnęliście do mojej karczmy i grozicie mi śmiercią. Nie wiem skąd pochodzicie ale w Karah nie atakuje się swoich sprzymierzeńców.
Karczmarz krzyknął doniosłym głosem "Chłopcy mam problem"...w progach dwóch przejść pojawiło się po trzech rozgniewanych Turdnuszan uzbrojonych w maczugi, zapewne są znajomymi karczmarza bądź jego stałymi klientami. Dwóch z nich jest już porządnie wstawiona jednak pozostali najwyraźniej chcą i co gorszą mogą zrobić wam krzywdę.
Darkon:
Karczmarz już wycofywał się do tyłu, ale Darkon szybko złapał go za kołnierz, lekko podciął go, lecz tak, by ten nie wyzionął ducha i kopnął go w stronę tłumu.
- Słuchajcie, ja mam dość takich scenek. Ja przyszedłem się grzecznie spytać czemu zaatakowaliście pobliskie rejony, a tu takie mycyje.
Nie chcę rozlewu krwi, jeśli tak bardzo was uraziłem to może trochę złota, ułagodzi sprawę i jakoś się dogadamy?
- Naskocz mi - obraził przybysza jeden z bywalców tawerny
- Tylko pytałem - uśmiechnął się Darkon i wyciągnął kuszę najszybciej jak potrafił, po czym puścił będa w stronę wulgarnego typa.
Bełt odziwo trafił w okolice głowy, lecz Turdnaszan nie padł od razu. Pokiwał się w stronę własnej osi, próbował zaatakować, lecz padł jak rażony piorunem. Pozostali Turdnaszanie ruszyli na Arthasa i Darkona. Arthas wyjął ostrze i ruszył przed Darkona. ÂŁucznik, przeturlał się w stronę beczki piwa, i wychylając się, puszczał bełty w stronę przeciwników. Rozpoczęła się walka.
MeGorT:
MeGorT zadowolony wyszedł z Karczmy i miał nadzieję że jego towarzyszom się powiodło w zdobyciu informacji. Bandyta czekał długo...jednak nie doczekał się pozostałych towarzyszy. Wtedy zorientował się że wpakowali sie w kłopoty. Najpierw pójdę do tegoż Tahlara i przekonam go aby ułaskawił Arthasa i Darkona. Herszt udał się w stronę pałacu aby pogadać z przywódcą. Strażnicy z początku nie chętnie chcieli go wpuścić lecz dowiedzieli się że zna imię dowódcy Moczar, więc postanowili go wpuścić do Przywódcy.
Kiedy był już w środku odezwał sie do Wodza...
- Witaj Panie, jestem podróżnikiem, który chce zwiedzić świat, ale pewnie moje marzenia cię nie interesują, więc przejde do setna..
Podróżuje po tym świecie i słyszałem wiele, mówią żeś Wielkim Wodzem Moczar. Słyszałem równiez że ma się szykować wojna, ale podobno są to plotki. Jednak ja chcę mieć pewność gdyż ona może nękać biednych podróżników. Podobno jest zbierana Armia na jakieś Poszukiwania, ale mnie to nie interesuję, ja tylko nie chcę się natknąć na Wojnę i chcialbym wiedzieć gdzie mam podróżować. Wiem że jestem natrętny, ale po prostu nie chciałbym być nękany podczas mojej podróży...MeGort czekał na odpowiedź Wodza.
Wielki Wódz: Wyglądasz mi na sympatycznego człowieka może opowiesz coś o krainach, które zwiedziłeś, jestem bardzo ciekawy świata na pewno odpłacę ci to dobrymi informacjami.
Jestem człowiekiem, pamiętam dawne czasy...Urodziłem się w Marancie, ÂŚwiecie Ludzi...Mój ojciec był w Armii. Jednak mnie nigdy nie interesowały Wojny i ciągłe Walki. Chciałem poznać otaczający mnie świat. Nie czułem nienawiści do ludzi którzy atakowali moją Krainę. Nie nadawałem się do Królewskiej Armii. Moja matka zmarła, a moim jedynym opiekunem był mój ojciec. Namawiał mnie do dołączenia do Armii i walczenia tak jak on u boku Króla. Był już starym wojownikiem, a ja za żadną cenę nie chciałem wstąpić do Armii, chciałem być podróżnikiem, ale musiałem się szkolić mimo wszystko aby podczas moich podróż poradzić sobie w walce. Szkolił mnie ojciec, po niedługim czasie musiałem uciec z Marantu, gdyż ojciec nadal chciał mnie widzieć w Armii. Miałem wtedy 17 lat, kiedy uciekłem. Marant jest piękny, a szczegulnie Miasto Ombros. Kobiety tam są piękne, a obywatele miasta zabawni. Uważam ją za najpiękniejszą krainę, chociaż dawno tam nie byłem. W moim życiu równiez zauroczyła mnie Stolica Elfów: Leyanoi. Gaje tam są cudne, a Elfowie naprawdę mili i sympatyczni. Panuje tam wspaniała atmosfera, a ich Magia daje im siłę do witalnego życia...Opowiadać dalej?...Spytał Podróżnik.
Wielki Wódz: Tak, tak opowiedz mi więcej o tych krainach !
Może Panie słyszałeś o Isghar, Królestwie Maurenów, przepiękna Kraina...Tamci mieszkańcy są naprawdę mili i przyjaźni. Zawsze służą radą i pomocą. Byłem tam naprawdę spory kawałek czasu, Myrtana...Największe chyba Królestwo w jakim byłem od czasu mojej podróży po świecie. Zamieszkują ją głównie ludzie. Jest to olbrzymie Królestwo, na którym można zwiedzać wiele ciekawych obiektów przyrodniczych jak i wiele wspaniałych budowli. Jak do tej pory najwięcej czasu spędziłem swoje życie podróżnicze na Myrtanie. Widziałem tam wiele klasztorów, świątyń, zamków, miast jak i obiektów stworzonych przez przyrodę....Przepiękne Królestwo...
Wielki Wódz: Dziękuje ci za te cudowne opowieści... Teraz moja kolej, dowiedziałem się, że wielki wódz Ketofy wysłał swoją armię do Elanoi by ci zdobyli dla niego pewien przedmiot znajdujący się w tamtejszych świątyniach. Podobno jest on bardzo ważnym artefaktem tak więc również wysłałem moje wojska z tą samą misją.
Dziękuje ci Wodzu za te informacje, na pewno przydadzą mi się podczas mojej podróży po świecie, a teraz bywaj....Mam nadzieję że jeszcze przybęde do twojego wspaniałego miasta...
Wielki Wódz: Bywaj wędrowcze...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej