Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat
Sztuka o miłości :D
Anmarius:
Oj, tutaj już jest bardzo smutnie. Katrina, wyskakuje z okna, nie mogąc żyć bez Wołodii, a to wszystko przez nich ! Nie wiedzieli, że do tego doprowadzą, a Katrina, nie mogąc znieść tej myśli, skoczyła, chcąc jak najszybciej do Wołodii wrócić. Rymy, jak zawsze, ale tutaj było dużo dramatu
Gwiazdki:5/5
Przyjemność z czytania:10/10
Podsumowując:10/10
Świetne, chyba zakończenie ! Jeśli są kolejne, to czekam !
Pozdrawiam,
Travis
Kozłow:
Ta część krótka. I zbliżamy się do konca tej historii. Chciałbym zobaczyć opinię jakiegoś moderatora :P.
AKT 4
SCENA I
[Przyjeżdża Wołodia. Na dworcu stoi Sasza.]
WOÂŁODIA [wesoło]
Saszo, jak cię miło widzieć znowu
Pogadamy... ale spieszno mi do domu
Przecież Katrina na mnie czeka
Niewiele to czasu dla człowieka
Lecz dla mnie jak wieczność te pół roku było
Tęskonoty do Katriny się nie kryło
Koledzy się ze mnie okrutnie sie śmiali
Pewnie dlatego że miłości nie znali
Ale pędzę Saszo do mojej Katriny
I niestety do przyszłej mojej rodziny.
SASZA [po cichu, ze smutkiem]
Wołodia, mój drogi, muszę coś powiedzieć
Przed pójściem tam musisz to wiedzieć
Stała się rzecz straszna, okrutna
Dla wszystkich wokoło strasznie smutna
Katrina nie żyje.
WOÂŁODIA
No Saszo, takie żarty na miejscu nie są
Chyba, że chcesz mnie wkurzyć nieco
Bo żart to jest doprawdy - wredny
Dobrze, że nigdy się nie spełni
SASZA
Ależ Wołodia to prawda
Katrina naprawdę umarła
WOÂŁODIA [z ironią]
Bredzisz Saszo, mój przyjacielu
Przecież zaraz po weselu
miało nam się dziecko urodzić
SASZA
Nie wierzysz, proszę mam tu akt zgonu
Zabiła się w swoim rodzinnym domu
WOÂŁODIA [Bierze do ręki akt i czyta. Po chwili wypuszcza świstek z rąk. Osuwa się na kolana.]
NIE!! NIE!! NIE !!!
NIE ZGADZAM Z TYM SIĂ!!!
BOÂŻE, MĂJ BOÂŻE DROGI, DLACZEGO?
ZABIERASZ MI SENS ÂŻYCIA MOJEGO?!
[uspokaja się i mówi płacząc.]
Teraz właśnie, gdy szczęśliwy wracam
ÂŻycie do góry mi się przewraca
Ale jak to się stało? co ją popchnęło do tego?
Chyba nie tęsknota do Wołodi swojego...
Jak to się stało muszę się dowiedzieć
Chociaż już teraz nie ma po co przecież...
[Wołodia nie zważając na Saszę wstaje i odchodzi w kierunku domu Griegoriewnych]
Niro:
Co prawda krótka, ale nie odbiega jakością od reszty. Zapewne dwoje się zabiją, a przedtem Wołdia i Sasza winem się spiją :P Czytałem każdy akt i mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z lepszych tekstów w tym dziale. Rymy są zwięzłe i dobrze dobrane. Dodatkowo nie trzeba się wysilać, żeby zrozumieć tą sztukę. Naprawdę masz zapędy do reżysera. Dodatkowym plusem jest to, że widać iż to nie jest robione na siłę i czuć w tym nutkę twojej kozłowości. Nie czuje się nudy czytając kolejne akty i sceny, a niestety w 'Bitwie o Geldren' widać to zjawisko. Dobrze ci robienie sztuk wychodzi, pisz następne, niekoniecznie o miłości.
Krótko mówiąc - czekam na następną część!
Gwiazdki: 5/5
Ocena: 10/10
--- Cytuj ---było dużo dramatu
--- Koniec cytatu ---
Dużo dramatu, szczypta dylematu :D
Kozłow:
Dziękuję za uznanie panu Assasynowi. Panu Trvisowi dziękowałem juz wcześniej :D. I to już niestety koniec tej historii. Zobaczymy, czy spodoba się wam zakończenie, chociaż pewnie sie go domyślacie....
SCENA II
[Dom państwa Griegoriewnych. Pan i Pani Griegoriewni siedzą na krzesłach w kuchni. Na stole stoi wódka. Wchodzi Wołodia.]
WOÂŁODIA
Mój ty... ojcze, moja... mamo
Przychodzę się was pytać o to samo
O co pytałem Saszę już nieraz
Więc odpowiedzcie mi tu i teraz
Jak to się stało, jak i co powodem
ÂŻe z żałobnym będziem szli pochodem
PAN GRIEGORIEWNY
Wyjdź... won... to wszystko stało się przez ciebie
Gdyby cię nie spotkała nie byłaby teraz w niebie
Oj głupi byłem patrząc na wasze zaloty
I nie przerywając tej wielkiej głupoty
Tak jej umysł swym gadaniem zaćmiłeś
ÂŻe ją w końcu przez okno wyrzuciłeś
WOÂŁODIA
A więc z okna się ona rzuciła....
Jaka wiadomość to dla mnie niemiła
A dzieciak do nieba iść niegodny
Nie zmyty z niego grzech pierworodny
PAN GRIEGORIEWNY
Jakie dziecko? O czym ty tu chrzanisz?
Eh... Moim żalem zapewne się bawisz.
WOÂŁODIA
To rodzice nic nie wiedzą?
ÂŻe z Katriną dziecko zginęło?
[Pani Griegoriewna mdleje, Wołodia roni łzy. Grigoriewny wytrzeszcza oczy ze zdumienia. ]
PAN GRIEGORIEWNY [łapiąc sie za włosy i klękając]
Jasna cholera! Nie! Nie! Co ja zrobiłem!
Ja swego własnego wnuka zabiłem
Boże mój Boże, jakaż to udręka
Niech wieczna będzie moja w piekle męka.
Niech smażę się tam do końca wieczności
Niech sprofanują w grobie moje kości
Niech cierpię wieczne zatracenie
Bo zabiłem zrodzone ze mnie pokolenie
WOÂŁODIA
Co?! Co pan zrobił? Coś pan bredzi?
Chyba alkohol się panu udzielił..
Pan by miał Katrinę, swoją córkę zabić?
Nie, pan by się nie umiał w takie rzeczy bawić
[Wchodzi Anna.]
ANNA [z uśmiechem na ustach]
Wołodia, a więc prawdę mówili,
ÂŻe żołnierze z frontu już powrócili...
[Przystaje na chwilę. Patrzy na omdlałą Panią Griegoriewną i płaczącego Griegoriewnego]
ANNA [Do Wołodi]
Myślałam że się to tak nie skończy
ÂŻe Katrinę nowa miłość połączy,
Aż tak cię bardzo Wołodio kochała
ÂŻe śmierć nad innego kochanka wolała
Dosyć już kłamstwa, dosyć udawania!
To wszystko to Grigoriewnego sprawa
Pod groźbą zmusił mnie do kłamania
ÂŻeś niby na wojnie zginął od strzelania
Katrina tego bólu nie wytrzymała
I życie sobie szybko odebrała.
WOÂŁODIA [Wściekły do Grigoriewnego]
Ty bezczelny, ojcze – zwyrodniały!
Przez ciebie me plany poumierały
Zapłacisz za wszystko co mi uczyniłeś
Chciałeś do piekła? Pójdziesz jak mówiłeś!
[Wołodia wyjmuje pistolet i strzela do Griegoriewnego. Ten pada martwy. Krew płynie po podłodze. Anna zasłania oczy rękami i płacze.]
WOÂŁODIA [Do siebie]
Nie mogę żyć dłużej, zabiję się...
Nie wiem Boże, gdzie wyślesz mnie
Ale proszę żeby jeszcze przed śmiercią
Zobaczyć Katrinę, uśmiechniętą
[Wołodia patrzy na Annę, przykłada sobie pistolet do skroni i strzela.]
Bardzo dziękuję wszystkim za oceny :D
KONIEC
Nawigacja
Idź do wersji pełnej