Tereny Valfden > Dział Wypraw
XIV Zadanie Lorda Sado
Sado:
Pewnego słonecznego poranka, Sado udał się do siedziby dowódcy ÂŁuczników, którą teraz zajmował Khaleb. Kiedy wszedł grzecznie się przywitał tradycyjnym "Witam". Khaleb uśmiechnął się i powiedział do ÂŁucznika:
- Ponoć masz świetną broń, świetną zbroję i świetne umiejętności... Pewien Kupiec... bardzo bogaty potrzebuje eskorty w stronę gór. Napewno coś nam da jeśli go eskortujesz i da Ci trochę złota. Będzie to dośc trudna misja, lecz mam nadzieję że jej podołasz. Więc jak, chcesz się tego podjąć?
- Oczywiście Khalebie - odpowiedział Sado - nie mam nic przeciwko dobremu zarobkowi. Gdzie czeka owy kupiec?
Khaleb:
Tak więc Lordzie Sado, karawana kupiecka znajduje się jakiej 10 minut drogi za miastem. Mam nadzieje, że zdołasz wykonać zadanie. Bardzo mi na tym zależy. Teraz ruszaj, powiedzienia.
Sado:
Saod kiwnął głową i skierował się za miasto. Ostrożnymi krokami przeszedł bramę i ujrzał karawanę. Zaprawdę musiała należeć do bogatego kupca, gdyż koła wozu były pozłacane, a właściciel nie pozwalając sobie na żaden rabunek zatrudnił wielu wojowników. Sado spojrzał na innych ochraniarzy wozu. Z przodu stało dwóch umięśnionych wojowników. Oboje dzierżyli potężne miecze i wielkie tarcze. Ich zbroja była w pełni płytowa. Sado uśmiechnął się, gdyż wiedział, że razem z nimi wiele im nie grozi. Z tyłu o wóz opierał się człowiek w futrzanej zbroi, z długi dwuręcznym mieczem i krótkim łukiem. Sado odrazu poznał, iż to najemnik. Na ziemi, obok karawany siedział myśliwy. Jego zbroja była w pełni ze skóry. Na plecach nosił bardzo długi łuk i kołczan z zatrutymi strzałami. Nagle do ÂŁucznika podszedł kupiec i powiedział:
- Ty zapewne jesteś Sado. Ten od Khaleba... skądś cię znam, ale dobra. Czas wyruszać. Wojownicy będą biegnąć obok karawany, a wy dwaj - tu spojrzał na myśliwego - siedźcie na wozie z tyłu i ostrzeliwajcie wrogów z łuku. Zrozumiano?!
- Tak jest - odparł Sado z sarkazmem i usiadł z tyłu na wozie.
Po chwili karawana ruszyła
Khaleb:
Po pewnym czasie byliście już w środku lasu. Dookoła panowała dziwna, tajemnicza atmosfera. Z każdym krokiem czuliście, że wydarzy się coś złego, jednak wasze umysły nadal były skupione. Aż tu nagle wyleciał zza karzaków dzik i szarżował prosto na wojowników, Sado jednak szybkim strzałem z łuku pozbawił stworzenie z łuku. Mimo tego, że stawało się coraz niebezpieczniej szliście dalej, jednak wędrówka ta wydawała się zgubna...
Gdy zatrzymaliście się koło jeziora napoić konie i napić sie wody z lasu wybiegł niedźwiedź!
Sado:
Sado spojrzał na niego jak wryty. Napiął szybko łuk i wypuścił strzałę, która trafiła w niedźwiedzia w nogę. Bestia nic sobie z tego nie zrobiła. Nagle dwóch wojowników się na nią rzuciło. Jeden wykonał piękne cięcie ranią bestię, a drugi właśnie przymierzał się do ataku, lecz niedźwiedź wykorzystał tę sytuację i swa wielką łapą zaatakował napastnika. Ten przewrócił się, a jego hełm upał kilka metów dalej. Potwór, choć ranny zbliżył się do rycerza i zadał ostateczny cios łapę. Myśliwy, który siedział razem z Lordem Sado na wozie, właśnie wypuścił strzałę, która poważnie zraniła potwora. Sado zadał cios śmiertelny trafiajął płonącą strzałą do pyska potwora. Wraz z myśliwym pobiegli oskórowac bestię.
- Co ty na to, by po wyprawie podzielic skóry i inne między nas dwóch - powiedział Sado zdejmująć skórę i futro
- Dobra - odpowiedział Myśliwy, który właśnie wyrywał pazury i kły.
Po chwili razem zebrali skórę, futro, kły, pazury, krew i mięso. Karawana pojechała dalej. Kilka minut później drogę zagrodziała jej mała watacha wilków...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej