Sielankowe lata spędzone hen, hen od obecnej Brodnicy nad Drwęcą. Czas, w którym na chleb mawiałem "beb", a na muchy "tapty". Przyznam się, że nie oglądałem wielu bajek, albo nie pamiętam ich wszystkich, a zaległości nadrabiam dzisiaj. Kiedy na głowę zwalają robotę i czas na przerwę warto obejrzeć sobie stare, dobre bajki, a nie (jak uważam swoim skromnym i nieprzekupnym zdanie) mózgosiekacze XXI w. Wracając do tematu...
Moją ulubioną bajką od samego początku i po dziś dzień był "Wilk i zając". ÂŚmiałem się przy tej poczciwej, ale genialnej bajce. ÂŚmieję się z niej nadal, albowiem przygody dwóch tych bohaterów są nie tyle śmieszne, ale jakby to ująć - niezapomniane. Pamiętam, jak razem próbowali zreperować dziurę w kadłubie statku, jak Wołk kłaniał się milicjantom, by potem kopnąć w ich stronę puszkę... W ogóle postaci tam przedstawione są naprawdę ładne. Zajec jest po prostu prześliczny, a Wołk... Wołk przypomina mi mojego sąsiada z pierwszego piętra. Tego co sprawdza listy... Mniejsza. Do tego warto dodać ścieżkę muzyczną. Lecące w tle piosenki są znane, gdzieś się je słyszało. Chociażby ta z filmu "Grek Zorba" w odcinku "Muzeum".
Poza tym oglądałem jeszcze jakąś bajkę, której nazwy nie mogę sobie za cholerę przypomnieć, a sama jej treść pozostaje skryta za głęboką mgłą wspomnień. Była to jakaś amerykańska mózgosieczka, o drużynie bohaterów, z której przemieniał się któryś w wilkołaka? Nie pamiętam, naprawdę, ale takie coś też było.
Oczywiście nie zabrakło też w moim dzieciństwie Polskich i Czeskich bajeczek! "Miś Uszatek" (zawsze niezbyt lubiłem piosenki, a szczególnie zdania "[...] misie lubią dzieci. [...]", do tego "Krecik", "Rumcajs", "Bolek i Lolek", no i, oczywista "Koziołka Matołka". "Sąsiadów" z tych wszystkich najbardziej lubiłem, a co!
Jakby ujmując temat od strony mechanicznej. Dwie bajeczki, które też lubiłem to: "Tomek i przyjaciele", a także "Bodzio, mały helikopter" (o ile dobrze pamiętam).
Doliczyć trzeba też "Kapitana Planetę", gdzie biednemu dzikusowi... znaczy się naszemu przyjacielowi z Ameryki Południowej dano pierścień mocy serca, a inny dostali jakieś zajebiste moce. Dlatego wkurwiała mnie ta pierwsza poważna niesprawiedliwość. Ale mimo to lubiłem ten powtarzający się schemat: Wstęp i gadanie i Gai, potem złoczyńca czyni swoją powinność, dzieciaki się zbierają, nie dają sobie rady, wzywają Kapitana Planetę (przeważnie zapowiadał to Murzyn!), potem Kapitan albo dostaje wpierdol, ale i tak wygrywa, albo wygrywa bez niczego. Potem podsumowania i morał niezbyt tyczący się odcinka... To było najciekawsze.
Kolejna bajka też, którą lubiłem to "Scooby-Doo"! Kiedyś trzymało w napięciu, naprawdę był to prawdziwy kryminał dzieciństwa.
To chyba wszystko, o ile nie liczyć osławionych bajek Disneya, z których najbardziej lubiłem "Dzwonnika z Notre Dame" i "Króla Lwa"; nie starczą o nich słowa, są to piękne po prostu bajki, a i na muzykę (szczególnie w pierwszym) polecam zwrócić uwagę.