Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Co robimy w ukryciu
Samir:
Bez słowa Samir sięgnął po puchar i odchylając głowę w tył wypił całą zawartość w kilku haustach. Odetchnął głęboko, licząc po cichu że po przemianie krew będzie smakowała nieco lepiej, póki co ciężki, metaliczny posmak pozostawiał po sobie mało przyjemny ślad.
Rolled 1d6 : 4, total 4
Dragosani:
Mauren niemal natychmiast poczuł jak skręca mu się żołądek. Niemalże zwymiotował. Skurcze nie ustępowały, lecz przybierały na sile. Dragosani tymczasem spokojnie przypiął ręce i nogi człowieka do krzesła i usiadł przy stole obserwując. Samir zaś czuł rosnący ból. Zaczął się w żołądku, potem przeszedł na przełyk a następnie na całe ciało. Próbowało one odrzucić wampiryczną krew, lecz nie mogło. Walczyło z obcą, nieludzką materią, lecz ona była silniejsza. Mauren czuł każdy element tej walki.
Samir:
Straszliwy, palący ból rozlewał się po ciele Samira, niemalże odbierając mu zdolność logicznego myślenia. Wisiał jedynie na krześle, pochylony niemalże wpół, charcząc i próbując złapać oddech podczas ataków, w czasie których czuł jak całe ciało wygina się, mięśnie na przemian spinają się do granic skurczu by zaraz odpuścić, a wnętrzności płoną żywym ogniem. Gdy atak bólu odpuszczał mauren łapał nieco oddechu, szykując na kolejną dawkę. I tak nieustannie, bez przerwy, bez chwili dłuższego wytchnienia. Zaciskał jedynie zęby aż trzeszczało i wyczekiwał końca.
Dragosani:
Koniec nie nadchodził przez wiele godzin. Dla Samira wydawały się one wiecznością. Może naprawdę były wiecznością dla jego duszy? Mówi się, że podczas przemiany w wampira istota umiera, aby narodzić się na nowo. A w śmierci nie ma czasu, więc dla świadomości maurena był to proces bez czasu. Trwał chwilę i całą wieczność. Naprawdę jednak minęły cztery godziny. Samir w końcu obwisł, uspokoił się. Dragosani wtedy wstał i podszedł do niego. Sprawdził oddech. Puls. Powolne, ociężałe. Odchylił głowę maurena i rozwarł jego wargi. Sprawdził zęby. Kły były powiększone. Sam mauren zdawał się być na skraju przytomności.
- Zbudź się, synu - rzekł Dragosani. Głos ojca krwi przedarł się do zamglonego umysłu Samira. Ocknął się. I czuł się paskudnie. Był słaby. I głodny.
Samir:
Głos Dragosaniego docierał do Samira z oddali, długo zajęło mu dojście do zmysłów. Zaczerpnął powietrza, obolałe płuca zdolne były tylko do płytkich oddechów i rozchylił oczy, rozglądając się. Komnata w której się znajdował wyglądała inaczej, skąpana w szarości, lecz doskonale widzialnej. Mauren rozszerzył powieki szerzej, pochłaniając każdy niewidoczny dla niego wcześniej szczegół. Dopiero po chwili przeniósł wzrok na Dragosaniego.
- Jestem głodny - wyraził pierwszą myśl jaka przyszła mu do głowy. Wszechogarniający głód, niemalże zaćmiewający mu umysł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej